Do firmy, w której obecnie pracuję, zostałam zrekrutowana w czasie firmowej akcji nazywanej bodajże miesiącem kobiet. Teraz w firmie kobiety stanowią chyba kilkanaście procent zatrudnionych, ale w ciągu kolejnych pięciu lat ma ich być 30%. I moja firma nie jest jedyną, która chce zatrudniać więcej kobiet.
Z okazji dnia kobiet Bilprovnigen (sieć stacji kontroli pojazdów) organizuje w kilku swoich oddziałach w największych miastach Szwecji specjalną akcję rekrutacyjną - 8. marca każda zainteresowana pani (panowie również przyjść tego dnia) może przyjść i zobaczyć, jak wygląda praca oraz przetestować swoje umiejętności techniczne. Pań mechaników jest tam obecnie 10%, ale w ciągu dwóch najbliższych lat planowany jest wzrost udziału pań do 12%. Firma wychodzi z założenia, że jeśli klientek jest coraz więcej, to powinno to znaleźć odzwierciedlenie w składzie załogi.
Ze względu na to, że pań mechaników jest generalnie mało, trudno je zrekrutować do swojego warsztatu. A wiele firm by chciało.
Ponadto 8. marca przeglądów samochodów dokonywać będą wyłącznie panie. Ja nie jestem pewna, czy chciałabym świętować Dzień Kobiet czy nawet Święto Pracy pójściem do pracy... mam nadzieję, że do pracy przyjdą tylko te panie, które chciały wziąć udział w akcji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekrutacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekrutacja. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 marca 2015
piątek, 24 lutego 2012
Intervju x3
Pierwsza rozmowa w firmie P. - już od początku marzyłam, żeby się skończyła. Rekruterka tak szybko mówiła po szwedzku, że się trochę gubiłam... praca polegała na testowaniu 'loterii' (czyli prawdopodobnie gry hazardowe). Wiedziałam, że mam 2 inne ciekawe oferty i nie bardzo mi się chciało starać o tę pracę, więc nie byłam wystarczająco skupiona, żeby dobrze rozmawiać po szwedzku. Tak, jak na razie prowadzenie konwersacji po szwedzku kosztuje mnie sporo energii. Więc poszło mi średnio, ale za bardzo się tym nie przejęłam.
Rozmowa numer dwa, to drugi etap rekrutacji w firmie H. Rozmawiać miałam z dwoma konsultantami o tym, jak wygląda praca, czego oczekuję od pracy/firmy/zespołu... Spotkałam się ze Szwedem (mówił bardzo szybko, ale oferta była ciekawsza niż ta poranna, więc łatwiej było mi się skupić; Szwed był pochodzenia słowackiego :P) i Hiszpanką (od 5 lat w Szwecji), która przywitała mnie swojskim "Dzień dobry" :D Okazało się, że jej chłopak ma matkę Polkę i razem byli 2 tygodnie temu w Łodzi - co jest o tyle interesujące, że dzięki temu potrafiła przeczytać poprawnie pierwsze pół mojego nazwiska!
Trafiłam akurat na fikę - czas na kawę i coś słodkiego. W ramach słodyczy była princesstårta - na cześć nowej księżniczki (dzisiaj podano do wiadomości, jak się będzie nazywać: Estelle Silvia Ewa Mary Bernadotte) - czyli tort z polewą marcepanową.
Bardzo miło się rozmawiało - dobrze jednak, że rozmowa trwała tylko godzinę, bo zostało mi jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby zdążyć na rozmowę numer trzy.
Dzisiejsza rozmowa w firmie F. była moim trzecim interview (jedno telefoniczne z panem M., jedno osobiste z panem L.). Miałam od rekruterki informację, że są mną zainteresowani i chcieli moje dane, żeby przygotować umowę. Rozmowa trwała ponad godzinę, ale była naprawdę miła, chociaż odniosłam wrażenie, że jeden ze współzałożycieli firmy (bo z nim dzisiaj rozmawiałam) dawał popis swoich zdolności marketingowych.
Umowę podpisałam i zaczynam pracę już w poniedziałek!
Nie odpoczęłam sobie :P W Krakowie musiałam segregować, pakować i wysyłać rzeczy, a tutaj prawie codziennie jakaś rozmowa w sprawie pracy albo odebranie przesyłek. Myślałam, że te procesy rekrutacyjne trochę potrwają, więc będę mieć czas, żeby się poobijać i ponudzić (ewentualnie pouczyć czegoś nowego). Wyszło na to, że do odpoczywania mam jedynie weekend - całe dwa dni. Ale nie narzekam - mam pracę! :-)
czwartek, 23 lutego 2012
Rekrutacje
Jeszcze w niedzielę myślałam, że będę mieć w tym tygodniu dwie rozmowy o pracę - jedną w środę i drugą w czwartek albo piątek (miałam to ustalić w poniedziałek). Ale w poniedziałek zostałam zbombardowana telefonami i mailami.
Firma F. (z którą odbyłam jedną telefoniczną rozmowę) chciała się umówić na drugą rozmowę - koniecznie w tym tygodniu. Wiedziałam, że mam na pewno wolny wtorek, więc umówiłam się na wtorek. Firma konsultingowa P. też chciała się ze mną spotkać jak najszybciej - niestety jak tylko umówiłam się na rozmowę w czwartek, odezwał się Marcin z informacją, że w czwartek przyjedzie kurier z naszymi paczkami (raz nas w domu nie zastał, a nie wiedzieliśmy, że można było mu podać kod do drzwi, to by zostawił w blokowym schowku te paczki; za kolejną dostawę do domu się płaci, więc siedzę i czekam na kuriera). Rozmowę musiałam więc przełożyć na piątek. Trochę głupio wyszło, bo przekładałam ją około godziny po tym, jak potwierdziłam, że mi pasuje wyznaczony dzień i godzina.
Wtorkową rozmowę miałam mieć po południu, ale rano (10 minut po godzinie 10) dzwoni do mnie pani z firmy H. i pyta, dlaczego mnie jeszcze nie ma i czy mam jakiś problem, żeby do nich trafić. Myślałam, że tę rozmowę miałam umówioną na środę... po sprawdzeniu mailu okazało się, że pani napisała mi w mailu "wtorek, 22 lutego" - i ona czekała na mnie we wtorek, a ja zapisałam sobie 22 lutego. Po wyjaśnieniu sytuacji - kobieta cały czas się śmiała i nie brzmiała jakby to był jakikolwiek problem - ustaliłyśmy, że przyjadę do niej w środę (tak, jak ja miałam zapisane w kalendarzu).
Rozmowa w firmie F. była baaardzo dziwna. Starałam się o stanowisko testera, ale rozmowę miałam z szefem programistów i większość pytań dotyczyła programowania - od zagadnień z programowania obiektowego po kolejność wywołań funkcji przy nawiązywaniu połączenia TCP. Pan L. często siedział w ciszy albo potakiwał w czasie mojej odpowiedzi na pytanie, by na końcu popatrzeć na mnie i po dłużej przerwie powiedzieć, że on nie rozumie, co chcę mu powiedzieć. Stwierdziłam, że chyba do nich jednak nie pasuję - wymagana była znajomość trzech języków programowania, z których tylko w jednym kiedyś coś napisałam (więc trudno mówić, że go znam). "Poskarżyłam" się rekruterce (zadzwoniła do mnie, żeby zapytać, jak mi poszło), że rozmowa była dziwna i trochę nie na temat. Obiecała dowiedzieć się, o co chodzi i dać mi znać w ciągu pół godziny. Nie odezwała się do końca dnia.
W środę poszłam na rozmowę do firmy H. Mimo że cała rozmowa - ponad godzinna! - była po szwedzku, muszę powiedzieć, że było strasznie miło. Pani E. musi być bardzo fajnym szefem grupy. Od razu po rozmowie powiedziała mi, że dobrze mi poszło i że się będą chcieli umówić na następną rozmowę jak najszybciej - najlepiej już w czwartek. Bardzo pozytywnie byłam nastawiona do tej firmy, chociaż praca byłaby dużym wyzwaniem - pracuje się po szwedzku i u klienta.
Zanim dostałam maila z zaproszeniem na lunch (druga rozmowa to spotkanie z dwójką pracowników z zespołu - żeby oni zobaczyli, czy będzie się ze mną dobrze pracować i żebym ja mogła się dowiedzieć, jak dokładnie wygląda praca konsultanta w tej firmie), zadzwoniła rekruterka w sprawie firmy F. Firma jest mną bardzo zainteresowana, więc chcą mieć pewność, czy ja nadal chcę u nich pracować - bo nie chce zajmować mi ani szefowi tamtej firmy czasu, jeśli ja nie jestem zdecydowana. Ja się już nastawiłam, że chcę pracować w firmie H. ale jakoś nie umiałam powiedzieć - "nie, dziękuję"; zwłaszcza, że w firmie H. dostałam dopiero zaproszenie na drugą rozmowę, więc trudno powiedzieć, jakie miałabym szanse...
Jest czwartek, siedzę w domu i, czekając na kuriera, zastanawiam się, co zrobić jutro. Mam umówioną na jutro rano jeszcze jedną rozmowę - z firmą P., stanowisko testera gier. Po południu druga rozmowa w firmie H. i niedługo po niej trzecia rozmowa w firmie F.
W sprawie firmy F. dzwoniła do mnie dzisiaj rano rekruterka pytając o moje dane - adres i szwedzki numer osobowy, którego jeszcze nie mam. Więc jutro na rozmowie w firmie F. będę rozmawiać z jednym z założycieli firmy o warunkach zatrudnienia i - jeśli wszystko będzie jasne - wygląda na to, że jest szansa podpisać umowę.
A na początku marca miałam jeszcze umówioną rozmowę w firmie S... Zastanawiałam się, czy nie lepiej odwołać rozmowę w P... ale jakoś nie umiem znaleźć ładnego uzasadnienia, więc pewnie pójdę.
Co za dużo, to niezdrowo - zdecydowanie!
Firma F. (z którą odbyłam jedną telefoniczną rozmowę) chciała się umówić na drugą rozmowę - koniecznie w tym tygodniu. Wiedziałam, że mam na pewno wolny wtorek, więc umówiłam się na wtorek. Firma konsultingowa P. też chciała się ze mną spotkać jak najszybciej - niestety jak tylko umówiłam się na rozmowę w czwartek, odezwał się Marcin z informacją, że w czwartek przyjedzie kurier z naszymi paczkami (raz nas w domu nie zastał, a nie wiedzieliśmy, że można było mu podać kod do drzwi, to by zostawił w blokowym schowku te paczki; za kolejną dostawę do domu się płaci, więc siedzę i czekam na kuriera). Rozmowę musiałam więc przełożyć na piątek. Trochę głupio wyszło, bo przekładałam ją około godziny po tym, jak potwierdziłam, że mi pasuje wyznaczony dzień i godzina.
Wtorkową rozmowę miałam mieć po południu, ale rano (10 minut po godzinie 10) dzwoni do mnie pani z firmy H. i pyta, dlaczego mnie jeszcze nie ma i czy mam jakiś problem, żeby do nich trafić. Myślałam, że tę rozmowę miałam umówioną na środę... po sprawdzeniu mailu okazało się, że pani napisała mi w mailu "wtorek, 22 lutego" - i ona czekała na mnie we wtorek, a ja zapisałam sobie 22 lutego. Po wyjaśnieniu sytuacji - kobieta cały czas się śmiała i nie brzmiała jakby to był jakikolwiek problem - ustaliłyśmy, że przyjadę do niej w środę (tak, jak ja miałam zapisane w kalendarzu).
Rozmowa w firmie F. była baaardzo dziwna. Starałam się o stanowisko testera, ale rozmowę miałam z szefem programistów i większość pytań dotyczyła programowania - od zagadnień z programowania obiektowego po kolejność wywołań funkcji przy nawiązywaniu połączenia TCP. Pan L. często siedział w ciszy albo potakiwał w czasie mojej odpowiedzi na pytanie, by na końcu popatrzeć na mnie i po dłużej przerwie powiedzieć, że on nie rozumie, co chcę mu powiedzieć. Stwierdziłam, że chyba do nich jednak nie pasuję - wymagana była znajomość trzech języków programowania, z których tylko w jednym kiedyś coś napisałam (więc trudno mówić, że go znam). "Poskarżyłam" się rekruterce (zadzwoniła do mnie, żeby zapytać, jak mi poszło), że rozmowa była dziwna i trochę nie na temat. Obiecała dowiedzieć się, o co chodzi i dać mi znać w ciągu pół godziny. Nie odezwała się do końca dnia.
W środę poszłam na rozmowę do firmy H. Mimo że cała rozmowa - ponad godzinna! - była po szwedzku, muszę powiedzieć, że było strasznie miło. Pani E. musi być bardzo fajnym szefem grupy. Od razu po rozmowie powiedziała mi, że dobrze mi poszło i że się będą chcieli umówić na następną rozmowę jak najszybciej - najlepiej już w czwartek. Bardzo pozytywnie byłam nastawiona do tej firmy, chociaż praca byłaby dużym wyzwaniem - pracuje się po szwedzku i u klienta.
Zanim dostałam maila z zaproszeniem na lunch (druga rozmowa to spotkanie z dwójką pracowników z zespołu - żeby oni zobaczyli, czy będzie się ze mną dobrze pracować i żebym ja mogła się dowiedzieć, jak dokładnie wygląda praca konsultanta w tej firmie), zadzwoniła rekruterka w sprawie firmy F. Firma jest mną bardzo zainteresowana, więc chcą mieć pewność, czy ja nadal chcę u nich pracować - bo nie chce zajmować mi ani szefowi tamtej firmy czasu, jeśli ja nie jestem zdecydowana. Ja się już nastawiłam, że chcę pracować w firmie H. ale jakoś nie umiałam powiedzieć - "nie, dziękuję"; zwłaszcza, że w firmie H. dostałam dopiero zaproszenie na drugą rozmowę, więc trudno powiedzieć, jakie miałabym szanse...
Jest czwartek, siedzę w domu i, czekając na kuriera, zastanawiam się, co zrobić jutro. Mam umówioną na jutro rano jeszcze jedną rozmowę - z firmą P., stanowisko testera gier. Po południu druga rozmowa w firmie H. i niedługo po niej trzecia rozmowa w firmie F.
W sprawie firmy F. dzwoniła do mnie dzisiaj rano rekruterka pytając o moje dane - adres i szwedzki numer osobowy, którego jeszcze nie mam. Więc jutro na rozmowie w firmie F. będę rozmawiać z jednym z założycieli firmy o warunkach zatrudnienia i - jeśli wszystko będzie jasne - wygląda na to, że jest szansa podpisać umowę.
A na początku marca miałam jeszcze umówioną rozmowę w firmie S... Zastanawiałam się, czy nie lepiej odwołać rozmowę w P... ale jakoś nie umiem znaleźć ładnego uzasadnienia, więc pewnie pójdę.
Co za dużo, to niezdrowo - zdecydowanie!
czwartek, 16 lutego 2012
Ostatni dzień w Krakowie
Musiałam wysłać jeszcze 3 paczki, bo było ryzyko, że się nie zmieszczą do samochodu. To, co zostało, powinno wejść w całości do bagażnika. Uff!
Po prawie 3 tygodniach odezwał się pan z firmy S. i umówił mnie na interview. Za ponad 3 tygodnie. Widać, że firmie się nie spieszy i rekrutacja jest raczej częścią jakiegoś przemyślanego procesu niż poszukiwaniem pracownika 'na wczoraj'. W sumie to dobrze, chociaż wolałabym to wszystko mieć jak najszybciej za sobą - z drugiej jednak strony rozmowa będzie po szwedzku, więc może lepiej pobyć trochę na miejscu i poćwiczyć język?
Cieszy mnie nasz wyjazd i -przynajmniej na razie - nie myślę o nim w kategoriach bycia bezrobotnym. Cieszy mnie, że dostaję odpowiedzi na wysłane CV i że mam umówione w Sztokholmie rozmowy o pracę. Wydaje mi się, że wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Ale usłyszałam ostatnio taki tekst, że mi ręce opadły i nawet trochę przykro mi się zrobiło - po podzieleniu się wiadomością, że umówiłam się w firmie S. na rozmowę (w marcu) usłyszałam, że niby fajnie, ale dobrze by było jakbym znalazła pracę tak od połowy marca najpóźniej, bo przecież chyba nie mam zamiaru siedzieć tyle w domu i nic nie robić :-/
Pomijając ten jeden tekst, ostatnie 2-3 tygodnie to jest czas mega wsparcia od mniej i bardziej znajomych ludzi. Duuużo życzliwości, chęci pomocy i generalnie wsparcia. Niesamowicie miłe to jest! I bardzo pomaga - nawet jeśli nie ma potrzeby korzystania z propozycji, to ma się ten komfort, że w razie czego... i to na ogół wystarcza, żeby spojrzeć na wszystko z optymizmem z większością rzeczy poradzić sobie samemu :-)
Dzisiaj ostatnie rzeczy do załatwienia - trzeba oddać modem (i pożegnać się z dostępem do internetu), kupić łańcuchy na koła i załatwić kilka drobnych rzeczy. A wieczorem pojechać po Marcina na lotnisko.
Wczoraj w Krakowie cały dzień padał śnieg i trochę zasypało miasto, ale mam nadzieję, że da się bezpiecznie jeździć i samochód zakończy dzień w całości :-)
A już jutro rano...
Wiersz "Bleib gesund mir, Krakau!" Mordechaja Gebirtiga w tłumaczniu Agnieszki Osieckiej:
Po prawie 3 tygodniach odezwał się pan z firmy S. i umówił mnie na interview. Za ponad 3 tygodnie. Widać, że firmie się nie spieszy i rekrutacja jest raczej częścią jakiegoś przemyślanego procesu niż poszukiwaniem pracownika 'na wczoraj'. W sumie to dobrze, chociaż wolałabym to wszystko mieć jak najszybciej za sobą - z drugiej jednak strony rozmowa będzie po szwedzku, więc może lepiej pobyć trochę na miejscu i poćwiczyć język?
Cieszy mnie nasz wyjazd i -przynajmniej na razie - nie myślę o nim w kategoriach bycia bezrobotnym. Cieszy mnie, że dostaję odpowiedzi na wysłane CV i że mam umówione w Sztokholmie rozmowy o pracę. Wydaje mi się, że wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Ale usłyszałam ostatnio taki tekst, że mi ręce opadły i nawet trochę przykro mi się zrobiło - po podzieleniu się wiadomością, że umówiłam się w firmie S. na rozmowę (w marcu) usłyszałam, że niby fajnie, ale dobrze by było jakbym znalazła pracę tak od połowy marca najpóźniej, bo przecież chyba nie mam zamiaru siedzieć tyle w domu i nic nie robić :-/
Pomijając ten jeden tekst, ostatnie 2-3 tygodnie to jest czas mega wsparcia od mniej i bardziej znajomych ludzi. Duuużo życzliwości, chęci pomocy i generalnie wsparcia. Niesamowicie miłe to jest! I bardzo pomaga - nawet jeśli nie ma potrzeby korzystania z propozycji, to ma się ten komfort, że w razie czego... i to na ogół wystarcza, żeby spojrzeć na wszystko z optymizmem z większością rzeczy poradzić sobie samemu :-)
Dzisiaj ostatnie rzeczy do załatwienia - trzeba oddać modem (i pożegnać się z dostępem do internetu), kupić łańcuchy na koła i załatwić kilka drobnych rzeczy. A wieczorem pojechać po Marcina na lotnisko.
Wczoraj w Krakowie cały dzień padał śnieg i trochę zasypało miasto, ale mam nadzieję, że da się bezpiecznie jeździć i samochód zakończy dzień w całości :-)
A już jutro rano...
Wiersz "Bleib gesund mir, Krakau!" Mordechaja Gebirtiga w tłumaczniu Agnieszki Osieckiej:
czwartek, 26 stycznia 2012
Wiara rekrutera
Wysłałam swoje CV do firmy S. Po kilku dniach przychodzi odpowiedź, że są zainteresowani. Wymiana maili wygląda mniej więcej tak:
S: Nasi klienci są ze Sztokholmu, więc w pracy trzeba używać języka szwedzkiego. Chciałbym się dowiedzieć, czy mówisz i piszesz po szwedzku bez problemu.
ja: Chcesz do mnie zadzwonić czy mam napisać test ze znajomości języka?
S: Jeśli twierdzisz, że bez problemu możesz używać szwedzkiego w pracy, to ja Ci wierzę. Kiedy możemy umówić się na rozmowę?
Właśnie odebrałam tego ostatniego maila i jestem tak zdziwiona, że nie wiem, co powiedzieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)