Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 stycznia 2022

Plądrowanie choinki

Dzisiaj, 13 stycznia, jest dwudziesty dzień Świąt Bożego Narodzenia (tjugondag jul). Dzień, w którym należy schować świąteczne dekoracje i rozebrać choinkę. Tradycja nakazuje tańczyć wokół choinki, a następnie zjeść wszystkie ciastka i cukierki, które zostały użyte do dekoracji. Nazywa się to plądrowaniem choinki (julgransplundring).

Dzień ten ma również drugą nazwę - św. Knuta, który był duńskim księciem i 7 stycznia 1131 został zamordowany przez swojego kuzyna, co zapoczątkowało w Danii wojnę domową. Gdy Knut został później ogłoszony świętym, jego dzień ustalono na 7 stycznia. Święto to zlewało się jednak z 6 stycznia, świętem Objawienia Pańskiego (zwanego w Szwecji 'dniem trzynastym' - trettondagen), zostało więc przeniesione w Szwecji i Finlandii (ale nie w Danii!) o tydzień.

Wróćmy do choinek. Rozebrane i pocięte drzewka można wyrzucić w centrum recyclingu jako odpady ogrodowe. Można tam też zostawić choinkę w całości, jako śmieć wielkogabarytowy. Do centrum recyklingu trzeba jednak dojechać, więc miasto Sztokholm ułatwia ludziom życie wydzielając w dzielnicach miejsca, gdzie można choinki zostawić. Informuje o tym zielony okrągły znak z choinką.

[Choinkowy znak - w centrum zdjęcia]

[Choinkowy znak z bliska]



niedziela, 6 stycznia 2019

Julbocken

Tradycja dawania prezentów w okresie świąteczno-noworocznym wywodzi się z czasów rzymskich, gdy prezenty dawano z okazji Nowego Roku. Wraz z upowszechnianiem się chrześcijaństwa, czas dawania prezentów przesunął się na okres Bożego Narodzenia (zależnie od regionu była to Wigilia, pierwszy dzień Świąt, 6. stycznia). Początkowo prezenty przynosili Trzej Królowie, później pojawił się święty Mikołaj, włoska czarownica La Befana i niemiecki Belznickel. A pod koniec XIX wieku w Szwecji pojawił się świąteczny kozioł - julbocken.

Gdy Julbocken zjawiał się w gospodarstwie, mówił, że ma 700 lat, przyszedł z daleka i pytał, czy w danym domu mieszkają jakieś grzeczne dzieci. Następnie sprawdzał, czy dzieci się dobrze umyły za uszami, czy mają czyste ubrania i rozdawał prezenty, a w zamian dostawał kanapkę z serem i alkohol (lub ciastka i piwo), po czym udawał się w dalszą drogę, by odwiedzić inne domy.

Jego pochodzenie jest niejasne. Jedna z teorii mówi, że początkowo był to diabeł ze świątecznego orszaku, który karał niegrzeczne dzieci w czasie gdy Mikołaj nagradzał grzeczne. Według innej teorii kozioł pochodził z zaprzęgu Tora.

Ze słomy z końca żniw dzieci robiły figurę kozła, co miało zapewnić dobre plony w kolejnym roku. Z tej tradycji wyrosła stosunkowo nowa tradycja budowania dużego słomianego kozła w Gävle.

czwartek, 26 października 2017

Wampirze serca i mózgi zombie

Sieć sklepów ICA chcąc zwiększyć spożycie warzyw i owoców u dzieci i młodzieży, wypuściła serię produktów na Halloween. Można wśród nich znaleźć:
1. Ciała pająków *
[Ciała pająków]
2. Palce czarownic
3. Nosy troli
[Nosy troli]
4. Siekane mózgi potworów
5. Zęby wampirów
[Wampirze zęby i siekane mózgi potworów]
6. Oczy wilkołaków
7. Głowy strachów na wróble
8. Serca Drakuli
[Serca Drakuli]
9. Mózg zombie

Sklep ma w swojej halloweenowej serii kilkanaście rodzajów warzyw i owoców. Będą one dostępne w sprzedaży przez 3 tygodnie na przełomie października i listopada.

[Zdjęcie reklamowe z portalu sklepu ICA]

Genialny pomysł marketingowców!


* nazwy marketingowe opisują zwyczajne warzywa:
1. Niebieskie ziemniaki
2. Fioletowe marchewki
3. Słodkie ziemniaki
4. Sałata (chyba lodowa)
5. Główki czosnku
6. Pomidory
7. Papryki
8. Buraki (ugotowane)
9. Kalafior

sobota, 20 sierpnia 2016

Przyjęcie rakowe

Za nami pierwsze prawdziwe przyjęcie rakowe (kräftskiva). Mamy bardzo towarzyskich sąsiadów, którzy chętnie organizują spotkania na podwórku, ale tę tradycyjną rakową imprezę mieliśmy po raz pierwszy.

Przyjęcie rakowe organizuje się w drugiej połowie sierpnia, gdy zaczyna się sezon na te skorupiaki. W sklepach najłatwiej kupić raki chińskie i tureckie, ale są też szwedzkie i hiszpańskie. Są raki jeszcze żywe, już nieżywe albo mrożone - gotuje się je, a następnie podaje w towarzystwie tego rosołu (przypominającego bardzo brudną wodę).

Ponieważ my raków nigdy wcześniej nie jedliśmy, to na przyjęcie przynieśliśmy paja z rakowymi odwłokami (kupiliśmy gotowe, obrane, w zalewie; samo mięso, bez pancerza). Byliśmy jedynymi, którym z talerzy nic nie patrzyło, więc pojawiło się pytanie, czy raki są dla nas obrzydliwe, skoro ich nie jemy. W odpowiedzi na nasze tłumaczenie, że nie wiemy, jak się je, zostaliśmy poczęstowani i otrzymaliśmy szczegółowe instrukcje, jak się je je. Krok po kroku. Po każdym było sprawdzanie, jak idzie; skończyło się na zjedzeniu odwłoka i mięsa ze szczypiec. Bez wysysania z raka płynów i tłuszczu.
[Mój pierwszy samodzielnie rozdłubany rak]

W czasie przyjęcia je się raki, czasem krewetki, do tego paj z serem Västerbotten, chleb, jakaś lekka sałatka. Jednak najważniejszy zaraz po rakach jest alkohol - smakowa wódka, np. bzowa, kminkowo-koperkowa. A do alkoholu - piosenki! Piosenki są krótkie i zachęcające do wychylenia kolejnego kieliszka.

W sklepach - nawet spożywczych - można znaleźć okolicznościowe akcesoria. Talerzyki, serwetki, czapeczki, śliniaki, girlandy i lampiony; motywy przewodnie to raki i księżyc w pełni. Widziałam, że w Ikei poza granicami Szwecji też można takie kupić.

PS: Impreza na naszym podwórku trwała ponad 5 godzin!

niedziela, 17 stycznia 2016

Popołudniowy sylwester w Kungshamn

Tegorocznego sylwestra spędziliśmy w Kungshamn - małym miasteczku na zachodnim wybrzeżu Szwecji, między Göteborgiem a Oslo. Jest to miejscowość typowo letniskowa, więc gdy przyjechaliśmy ludzi było mało, a co za tym idzie brak tłoku w sklepie, na ulicy, a do tego cicho.

Kungshamn jest częścią krainy Bohuslän (jednej z 25 historycznych krain Szwecji). W krajobrazie dominują skały o łagodnym, zaokrąglonym kształcie. W samym Kungshamn i na sąsiedniej wyspie Smögen jest bardzo gęsta zabudowa - wyminięcie się dwóch samochodów w bocznej ulicy wymaga współpracy, a często wręcz wycofania jednego z samochodów z tej ulicy; nie mam pojęcia, jak ludzie ogarniają to latem, gdy przebywa tam kilkakrotnie więcej ludzi.

[Widok ze Smögen]

[Widok na port w centrum Kungshamn]

[Centrum Kungshamn]

Niedaleko Kungshamn (niecała godzina jazdy samochodem), znajduje się jeden z nielicznych szwedzkich fjordów - Gullmarn. Nie jest on tak spektakularny, jak norweskie fjordy; trochę przypomina archipelag przy Sztokholmie, z wyjątkiego tego, że zamiast wielu małych wysp, widać po drugiej stronie wody jeden zwarty kawałek lądu.

[Port w Lysekil]

[Port w Lysekil]

W okolicy znajduje się kamień z rysunkami naskalnymi:
[Szewc w Backa]

Do miejsca z rysunkami jedzie się kilka kilometrów wąską drogą, by gdzieś w bocznej drodze znaleźć parking na 2-3 samochody. Łatwo go przegapić.

[Parking przy rysunkach naskalnych w Backa]


W Kungshamn zorganizowano miejskiego sylwestra. W porcie w centrum zamontowano głośniki, z których leciały szwedzkie rytmiczne piosenki (w sam raz do tańczenia, muzyka przypominała tą z lat '60 - '90); do tego rozdawano czekoladki i champisa.
Champis to oranżada z bąbelkami, robiona z winogron i jabłek, w smaku przypomina trochę szampana. Produkowana jest w Örebo od 1910.
Impreza sylwestrowa zaczynała się o 16:00; przed 17:00 było przemówienie burmistrza, a o 17:00 pokaz fajerwerków. Całość skończyła się około 17:15 - to był najwcześniejszy sylwester w moim życiu :D
My spędziliśmy w porcie niecałe pół godziny. Było kilka stopni mrozu, ale wiał mocny zimny wiatr i padał deszcz, co sprawiło, że doszczętnie przemarzliśmy i wróciliśmy do domu. Przemowy burmistrza nie usłyszeliśmy, ale fajerwerki oglądaliśmy przez okno leżąc na kanapie przy grzejniku.

wtorek, 5 stycznia 2016

Julkalendern

W roku 1960 po raz pierwszy szwedzka telewizja wyemitowała serial dla dzieci w formie kalendarza adwentowego - pierwszy odcinek miał emisję pierwszego dnia adwentu, a ostatni w wigilię Bożego Narodzenia. Z czasem wprowadzono niewielkie zmiany, tak że pierwszy odcinek ma obecnie premierę pierwszego grudnia, a serial składa się z 24 odcinków.

Ponieważ dopiero w tym roku po raz pierwszy udało mi się obejrzeć wszystkie odcinki, nie mogę powiedzieć, jak tegoroczny Julkalendern wypadł w porównaniu do poprzednich. Mogę za to powiedzieć, że był bardzo ciekawy!

Tematem przewodnim tegorocznej serii było życie w Szwecji na przestrzeni tysiąclecia - stąd tytuł "Tusen år till julafton" ("Tysiąc lat do Wigilii"). Pokazywał życie rodzin od czasów Wikingów do współczesności (jeden odcinek to jeden dzień w wybranej epoce), z czego ostatnich jedenaście odcinków pokazywało kolejne dziesięciolecia wieku XX i XXI. 

Julkalendern w tym roku wzbudził bardzo wiele emocji. Dzieci pisały listy, w prasie pojawiały się dyskusje "za" i "przeciw"... Co tak kontrowersyjnego było w programie historycznym? Po pierwsze to, że był edukacyjny (widziałam w prasie list od dziecka, które pisało, że jeśli Julkalendern ma mieć wymiar edukacyjny, to należałoby zmniejszyć w grudniu liczbę godzin lekcyjnych). Ludzie byli również niezadowoleni z przedstawiania serialowych rodziców - ojciec unikał pracy i lubił się wygłupiać, a mama była dosyć sztywna. W serialu pojawiały się oskórowane (bóbr bez skóry wygląda przerażająco!) a także wypchane zwierzęta (np. jako dekoracja stołu), co wywołało protesty u dzieci lubiących zwierzęta.

Na potrzeby serialu zatrudniono kucharza znającego historię kuchni, więc w każdym odcinku pojawiały się potrawy charakterystyczne dla danej epoki. Jedzenie z odległych czasów na ogół wzbudzało u dzieci obrzydzenie - w tej sprawie również pojawiały się listy od widzów; zmuszanie do jedzenia rzeczy, które uczestnicy programu uznali za niejadalne, było uznawane niemalże jako znęcanie się nad dziećmi (a było sporo potraw, którymi dzieci pluły).

Jeden motyw bardzo zapadł mi w pamięć. To był jeden z pierwszych odcinków, dzieci musiały pomagać rodzinie w codziennych obowiązkach - każdy na miarę swoich możliwości. Kilkulatka miała za zadanie zbierać pozostawione w domu kozie bobki (to był czas, gdy zwierzęta mieszkały z ludźmi w jednym pomieszczeniu) i zatykać nimi pęknięcia i dziury w ścianach. I to dziecko było strasznie szczęśliwe z tego powodu.
Na końcu każdego odcinka dzieci podsumowywały cały dzień, co im się podobało w danej epoce, a co nie; i ta dziewczynka, z takim ogromnym uśmiechem, powiedziała, że ta epoka jej się bardzo podobała, bo rozgniatanie kozich bobków na ścianie było wspaniałe!

wtorek, 12 maja 2015

Memma

Memma to tradycyjny fiński deser wielkanocny. Zarówno konsystencją jak i smakiem przypomina rozmoczony pumpernikiel i wygląda trochę jak błoto (przynajmniej ta, którą kupiliśmy, firmy Fazer).

[Opakowanie memmy]

[Błotnista memma]

Nie wiem, jak w Finlandii, ale w Szwecji jest to produkt sezonowy, dostępny w sklepach spożywczych (takich jak ICA) przez miesiąc przed Wielkanocą.

Memmę podaje się zalaną śmietaną i posypaną cukrem pudrem.

[Memma ze śmietaną i cukrem pudrem]

niedziela, 10 maja 2015

Palenie liści

W ostatnią noc kwietnia obchodzona jest Noc Walpurgi, pali się duże, kilkumetrowe ogniska i śpiewa wiosenne piosenki.

Jest to też czas, kiedy można palić ogniska w swoich przydomowych ogródkach.

Przeczytałam ostatnio w lokalnej gazecie informację, że przez tydzień w okolicy Nocy Walpurgi można spalać liście i inne ogrodowe śmieci. Wnioskuję z tego, że przez większą część roku jest to zabronione. W radiu była również audycja, w której człowiek zajmujący się ochroną środowiska informował, że przy spalaniu wydzielają się szkodliwe substancje i że lepiej jednak odwieźć liście czy trawę do punktu zbiórki odpadów, gdzie organiczne śmieci przerabiane są, o ile dobrze pamiętam, na paliwo do autobusów lub ogrzewanie.

sobota, 7 marca 2015

Dzień kobiet w Bilprovningen

Do firmy, w której obecnie pracuję, zostałam zrekrutowana w czasie firmowej akcji nazywanej bodajże miesiącem kobiet. Teraz w firmie kobiety stanowią chyba kilkanaście procent zatrudnionych, ale w ciągu kolejnych pięciu lat ma ich być 30%. I moja firma nie jest jedyną, która chce zatrudniać więcej kobiet.

Z okazji dnia kobiet Bilprovnigen (sieć stacji kontroli pojazdów) organizuje w kilku swoich oddziałach w największych miastach Szwecji specjalną akcję rekrutacyjną - 8. marca każda zainteresowana pani (panowie również przyjść tego dnia) może przyjść i zobaczyć, jak wygląda praca oraz przetestować swoje umiejętności techniczne. Pań mechaników jest tam obecnie 10%, ale w ciągu dwóch najbliższych lat planowany jest wzrost udziału pań do 12%. Firma wychodzi z założenia, że jeśli klientek jest coraz więcej, to powinno to znaleźć odzwierciedlenie w składzie załogi.
Ze względu na to, że pań mechaników jest generalnie mało, trudno je zrekrutować do swojego warsztatu. A wiele firm by chciało.

Ponadto 8. marca przeglądów samochodów dokonywać będą wyłącznie panie. Ja nie jestem pewna, czy chciałabym świętować Dzień Kobiet czy nawet Święto Pracy pójściem do pracy... mam nadzieję, że do pracy przyjdą tylko te panie, które chciały wziąć udział w akcji.

sobota, 13 grudnia 2014

Lucia po sąsiedzku

Dzień świętej Łucji, obchodzony 13 grudnia, to jedno z większych świąt w Szwecji. We wszystkich szkołach i przedszkolach wybierana jest Łucja, która ze swoim orszakiem (luciatåg) przemaszerowuje na scenę, śpiewa specjalne łucjowe piosenki i wychodzi.

Zarządca biurowca, w którym pracuje Marcin, również organizuje obchody zapraszając na występ chóru (w zeszłym roku byli gimnazjaliści, w tym chór dziecięcy z kościoła w okolicy), częstuje również grzanym winem (glögg) z rodzynkami i obranymi migdałami.

W tym dniu to głównie dzieci przebierają się za gwiezdnych chłopców czy piernikowe ludziki, ale jeśli któryś dorosły też chciałby się przebrać, to da się kupić stroje - zarówno dla panów jak i dla pań.

[Ogłoszenie]

W tym roku nasi sąsiedzi zorganizowali imprezę na podwórku - były serowo-piernikowe kulki, cienkie pierczniki, julmust (to lokalny napój w stylu coli) i duuużo glögga podgrzewanego na podwórku na małej kuchence elektrycznej. Do tego było ognisko, aby się ogrzać i rozmowy z sąsiadami. Rozmowy typu:
- O, my się chyba nie znamy. Nazywam się L. i mieszkam pod numerem X, drugie piętro, tam gdzie ta biała gwiazda.
- My jesteśmy spod numeru Y, też mamy białą gwiazdę, o tam!
Rozmowy o tym, że sąsiedni budynek jest remontowany, o tym, że sąsiad z innej klatki ma w oknie gwiazdę, ale zgaszoną - pewnie mu żarówka padła, bo świecił nią już od września. Liczenie, ile czerwonych gwiazdek w oknach, kto i jak udekorował okna na adwent... Poznaliśmy kilku sąsiadów oraz brata jednej sąsiadki. A do tego każdy mówił po swojemu - niektórzy bełkotali, niektórzy mówili  w dialektach z innych części Szwecji. Ale było miło :-)

Julbocken z Gävle

W 1966 roku, pracujący w agencji reklamowej Stig Gavlén wpadł na pomysł postawienia słomianej rzeźby tradycyjnego świątecznego kozła. Brat Stiga, Jörgen, był wówczas szefem straży pożarnej w Gävle i to strażacy 1 grudnia 1966 roku postawili pierwszego kozła. Był wysoki na 13 metrów i długi na 7, ważył 3 tony. Spłonął w Sylwestra.
Mimo że to właśnie podpalenia sprawiły, że kozioł stał się sławny, władze miasta próbują walczyć z podpalaczami. Kozioł jest impregnowany, monitorowany, a nawet ma własnych strażników - nic to! Niemalże co roku kończy w ogniu.

[Julbocken w Gävle]

[Julbocken w Gävle]

Julbocken (jul - święta Bożego Narodzenia, bocken - kozioł) zjawia się w Gävle co roku, przed pierwszą niedzielą adwentu. Doświadczenie pokazuje, że jeśli planuje się go odwiedzić, nie warto tego odkładać - czasem kozioł płonął w styczniu, ale zdarzało mu się również wcześniej, w święto Łucji (Lucia - 13 grudnia).

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Mikołajki

Musiałam w piątek wyjść wcześniej z pracy, bo Mikołaj w tym roku "przyniósł" mi łyżwy, więc trzeba było wybrać w sklepie odpowiedni rozmiar. Wybiegając z biura rzuciłam radośnie w kierunku Ch., że już muszę lecieć, bo do mnie przyszedł Mikołaj. Na co Ch. odpowiedział niemalże jak echo - do mnie przyszedł Mikołaj. Więc go poprawiłam, że nie do niego, tylko do mnie!
Dwa zdania później sytuacja się wyjaśniła. Do Węgrów również przychodzi Mikołaj 6 grudnia i nocą zostawia im w butach prezenty - całkiem tak jak w Polsce! Zarówno ja jak i Ch. byliśmy zaskoczeni, bo każdy z nas wizytę Mikołaja na początku grudnia traktował jako swoją narodową tradycję.

Przy okazji zapytałam, kto przynosi gwiazdkowe prezenty Węgrom. I okazało się, że w rodzinie Ch. przynosił je mały Jezus, co jest o tyle dziwne, że jego rodzina nie jest wierząca. W Polsce miałby trochę więcej opcji do wyboru - poza Dzieciątkiem jest przecież jeszcze Mikołaj i Gwiazdor.

A, byłabym zapomniała, oto łyżwy (z miękkim językiem i wyprofilowanymi kostkami - wygodne tak, jak moje noszone niemalże codziennie buty trekkingowe):

[Łyżwy w za dużych osłonkach]

sobota, 2 listopada 2013

Skogskyrkogården

W ubiegłym roku również wysiadłam na stacji metra Skogskyrkogården, ale wygląda na to, że poszłam w złym kierunku. Wychodząc ze stacji można pójść na cmentarz po jednej lub po drugiej stronie ulicy - po jednej stronie (i to tam byłam rok temu) znajduje się zwykły cmentarz, a po drugiej miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco (czyli właściwy Skogskrykogården).

Cmentarz został zaprojektowany na początku XX wieku, a głównym celem przyświecającym jego projektantom było stworzenie wyjątkowego miejsca, w którym architektura będzie współistniała z naturą.

Na 102 hektarach jest 100 000 miejsc pochówku, przy czym każde z większych wyznań ma wydzieloną swoją część na cmentarzu. Na terenie cmentarza jest 5 kaplic, krematorium i miejsce pamięci.

Całość wygląda duży park, w znacznej części pokryty lasem z wysokimi drzewami iglastymi (obstawiam, że drzewa mogą mieć nawet po kilkanaście metrów).



Są górki. Jedna z nich to minneslund (miejsce pamięci), czyli teren, gdzie wysypywane są prochy po kremacji. Było dzisiaj dobrze widać, gdzie były niedawne "rozsypania" - na jesiennoburej trawie wyrożniały się internsywnie zielone okręgi; widać, gdzie ziemia została zasilona w nowe składniki (ale nie mam tego na żadnym zdjęciu).



Bardzo widoczne były dzisiaj służby porządkowe - szczególnie w miejscach takich jak missenlund, gdzie ludzie zapalają  znicze i zostawiają kwiaty (ba, widziałam nawet jedną dynię ze świeczką w środku!); wypalone znicze czy śmieci są natychmiast usuwane.

Przy każdym grobie znajduje się mała kartka z numerem kwatery oraz uchwyt na dodatkową informację. Czasami jest to wiadomość o tym, że nieopłacony grób przeszedł na własność zarządcy cmentarza a czasem prośba o skoszenie trawy.

Swoje specjalne miejsce ma grób Grety Garbo i chyba jako jedyny jest wyróżniony na planie cmentarza.




niedziela, 6 stycznia 2013

Święta


Tradycyjnie na bożonarodzeniowym stole w szwedzkim domu pojawiają się śledzie w różnych sosach - ale tego można się spodziewać znając zamiłowanie Szwedów do tych ryb. Była kiedyś ankieta w lokalnej gazecie dotycząca jedzenia sprzedawanego na ulicy. Prawie połowa ankietowanych powiedziała, że chętnie zjadłaby śledzia! Śledzie pobiły pizzę, kebaba czy nawet wszechobecne hot-dogi (varmkorv).

W czasie firmowej Wigilii (julbord) poznałam dwie kolejne potrawy, których nigdy nie kojarzyłam ze Świętami. Mięsne kuleczki (köttbullar) i... parówki (prinskorv, czyli książece kiełbaski)! Ten specjalny rodzaj parówek charakteryzuje długość (połowa tradycyjnej parówki) i  sposób ułożenia - zwijane są w pęta po cztery. Poza tym mają standardową grubość i smakują normalnie. Na Święta nacina się je delikatnie na "ćwiartki" z każdego końca i smaży.
[Prinskorv - zdjęcie ze strony jednego z producentów]

Było również dużo szynek i pieczonych mięs - w tym sporo dziczyzny. Oraz moja ulubiona pokusa Janssona (Janssons frestelse) - czyli krojone ziemniaki zapiekane z anchois i śmietaną!

Wegetarianie mieli problem, bo z wystawionych (tak, tak - szwedzki stół) dań mogli jeść jedynie chleb, ziemniaki i ser. Mieli co prawda zamówioną wersję wegetariańską (5 dań!), ale wyglądały one absurdalnie dziwacznie: mimo że ładne (jeśli chodzi o dekorację i sposób podania), to były takie... ubogie. Jednym z dań był ziemniak przekrojonym na ćwiartki i polany łyżką sosu, do tego dwa liście sałaty. Fajnie, prawda? Szczególnie jeśli wszystkożerni koledzy objadają się w tym czasie różnymi pysznościami. Na szczęście słodyczy było sporo do wyboru dla wszystkich.

My dosyć późno zdecydowaliśmy się, gdzie spędzimy Święta, więc pojechaliśmy do rodziców samochodem. Samoloty w tym czasie podobno sporo drożeją, poza tym w razie jakiejkolwiek mgły czy odwołania lotu moglibyśmy zostać tu. Co więcej, do samochodu zmieści się bez problemu wszystko, co potrzebne na wyjazd.

Googlowe mapy twierdziły, że do pokonania jest 1810 km (głównie autostradą, zwykłych dróg było około 100km) - jechaliśmy przed Danię, więc 3 mosty po drodze, żadnych promów. Wujek Google oszacował trasę na 17 godzin, wyjechaliśmy o 8:00 i liczyliśmy, że jako dwóch kierowców mamy szansę dojechać do celu w jeden dzień. Ale się przeliczyliśmy - co prawda im dalej na południe tym mniej śniegu i bardziej sucha droga, ale na moście między Szwecją i Danią był wypadek i utknęliśmy tam na godzinę. Około północy byliśmy dopiero w okolicy Berlina, więc trzeba było zrobić przerwę.

Święta z rodzinami - jedni rodzice, drudzy rodzice, odwiedziny u krewnych i po 3 dniach powrót. Znowu 2 dni. Tym razem nocowaliśmy już bardzo blisko domu - jedyne 300 km! Był problem, żeby znaleźć hotel - większość zamknięta (na cały okres świąteczno-noworoczny) albo z recepcją czynną do 22:00 (a było już po 22, gdy zaczęłam szukać na sieci miejsc do spania), albo dosyć drogi. Na szczęście znalazł się jeden, w promocyjnej, akceptowalnej, cenie :)

Miło się było spotkać z rodziną, ale nawet mimo tego i mimo że lubimy jeździć, to wróciliśmy do domu zmęczeni. Jak się często zmienia łóżko, to czasem człowiek się budzi i nie wie, gdzie jest.
A 2 dni później czekał nas kolejny wyjazd... mój gwiazdkowy prezent ;)

sobota, 5 stycznia 2013

Adwent


Wraz z początkiem grudnia zaczyna się adwent. Czas, w którym lampy zapalane tradycyjnie w oknach, zastępowane są przez 7-ramienne świeczniki, najczęściej w kształcie trójkąta. W pracy kupili nam takie do każdego okna w biurze! A my kupiśmy sobie jeden do domu - trochę skromnie, ale na początek wystarczy.

[Nasz świecznik]

Poza tym w wielu oknach świecą się duże gwiazdy. Niektóre kwartały wystawiają na podwórkach choinki ze światełkami, czasem pojawiają się jeszcze inne światełka przed domami czy na balkonach.


Od początku grudnia padał śnieg - padał po 2-3 dni bez przerwy, potem 1-2 dni bezchmurnego nieba i mrozów (temperatura spadła do -17 stopni) a potem znowu opady śniegu i tak w kółko. Do tego krótki, bo zimowy, dzień (od 9:30 do 15:00, tak mniej więcej), więc szybko robiło się ciemno. Ale miasto i osiedle wyglądały ślicznie - jak na świątecznych pocztówkach, noc, śnieg i pełno świateł.


[Choinka na sąsiednim podwórku]


[Krzew dzikiej róży w Högalidsparken]

[Zasypane rowery przed blokiem]

[Góra śniegu po odśnieżeniu parkingu]

Tradycyjnie w grudniu je się szafranowe bułki (lussekatter) - jest tego pełno w sklepach spożywczych i kawiarniach. Prawie tak jak pączków w Polsce w tłusty czwartek.


[Lussekatter - źródło: Wikimedia]

W Szwecji nie obchodzi się Mikołajek 6 grudnia - nie ma zwyczaju dawania sobie prezentów w ten dzień. Ale ja dzielnie propagowałam ten zwyczaj, tłumacząc na czym to polega i skąd się wzięło (np. T nie słyszała nigdy historii św. Mikołaja - dla niej to był pan z reklamy Coca-Coli, pochodzenia najprawdopodobniej amerykańskiego).

Za to 13 grudnia obchodzone jest święto św. Łucji - są śpiewane piosenki, pije się glögg (napój robiony z wina, bakalii i przypraw) i je szafranowe bułki. Obchody są organizowane w miejscach, gdzie zbierają się ludzie, a więc w przedszkolach, szkołach, kościołach czy świetlicach oraz, oczywiście, w Skansenie. Łucja (najczęściej dziewczyna, blondynka, chociaż obecnie zdarza się, że rolę Łucji grają chłopcy) ma na sobie biała długą koszulę czy suknię a na głowie wianek ze świeczkami. Towarzyszy jej orszak (luciatåg) złożony z panien, gwiazdorów w szpiczastych czapkach i - w wersji dziecięcej - z piernikowych ludzików.

[Łucja z orszakiem - źródło: Wikimedia]


sobota, 24 listopada 2012

Święty Mikołaj

Nadchodzi grudzień a z nim Święta Bożego Narodzenia. Od mniej więcej dwóch tygodni trwa dekorowanie miasta. W sklepach pojawiają się piernikowe domki i glögg. A w pracy T pyta o Mikołaja.

T wiedziała, że postać Mikołaja została rozpowszechniona przez Coca-Colę. Ale była bardzo zdziwiona, że Mikołaj istniał naprawdę. I że rozdawał prezenty wszystkim... nie do końca w takiej formie, jak to mamy teraz, ale skoro anonimowo pomagał ubogim, to można chyba mówić o dawaniu prezentów, prawda?
Po tym padło pytanie o renifery i latające sanie... być może było to bardziej na zasadzie "trawy w Radżastanie" niż na serio, ale po tym jak kolega z Azji na zajęciach ze szwedzkiego zapytał dziewczynę opowiadającą o jodze, czy umie lewitować, bo on widział na filmach, że ludzie potrafią, to pytanie o latającego Mikołaja mogły być całkiem na serio. Wyjaśniłam więc, że to tylko wersja popkulturowa, a oryginalny Mikołaj nie miał reniferów ani sań, bo pochodził z Turcji. I nie latał.

Próbowałam też wygooglać jakieś zdjęcia - bo przecież w moich przedszkolnych czasach miało się zdjęcia z Mikołajem ubranym w sposób bardziej oryginalny niż amerykański. Udało mi się coś wygrzebać w sieci - T wydawała się zaskoczona brakiem standardowej czapki z futerkiem i grubego brzucha; wyjaśniłam, że Mikołaj był biskupem, więc ma na sobie strój liturgiczny.

Ha! Udało się zaprezentować trochę europejskiej kultury i tradycji :)


niedziela, 11 listopada 2012

Dzień Niepodległości

W ostatnich dniach polskie portale informacyjne przedstawiały czarne wizje obchodów nadchodzącego Dnia Niepodległości - mobilizacja sił policyjnych, możliwe starcia uczestników marszów...

Kilka dni temu koledzy zapytali mnie, czy mamy w najbliższym czasie jakieś święto w Polsce, czy tylko czekamy na Boże Narodzenie. 


- 11. listopada mamy Dzień Niepodległości.

- To w związku z końcem II wojny światowej, tak? - zapytał M, Pakistańczyk
- Nie, Polska odzyskała niepodległość po I wojnie światowej. Wcześniej byliśmy podzieleni między Rosję, Niemcy i Austrię - przedstawiłam skrótowo fragment europejskiej historii.
- Jak się u Was świętuje Dzień Niepodległości? - zapytała T.
- Wiesz, ludzie się gromadzą, są takie marsze, jakby parady, strzelają czymś jakby fajerwerkami - trochę zabrakło mi odpowiednich słów, żeby nazwać dobrze te race, których używają manifestanci.
- O, to jak podobnie jak u nas na Diwali! Też mamy takie jakby bomby i nawet trzeba ruch uliczny wstrzymywać, jak ktoś chce to odpalić. Osoba, która to robi, informuje ludzi, żeby się odsunęli na bezpieczną odległość, wstrzymuje ruch samochodów i... boom! - opowiedziała radośnie T, wspominając obchody Diwali w rodzinnych stronach.

- Ale u was nie strzelają tymi fajerwerkami w siebie nawzajem? - upewniłam się. -  A też jest tak dużo policji, ludzie rzucają w siebie płytami chodnikowymi i się biją??
- .... eee...nie.... Diwali to bardzo radosne święto - odpowiedziała niepewnie T.

Rodacy, mam nadzieję, że Dzień Niepodległości mija Wam spokojnie i radośnie :-)
My siedzimy w domu i usiłujemy wyzdrowieć przed nadchodzącym tygodniem pracy.

sobota, 3 listopada 2012

Alla helgons dag

czyli dzień Wszystkich Świętych obchodzony jest w sobotę między 31 października a 6 listopada. W Szwecji większość wydarzeń liczy się tygodniami, więc to wypada w sobotę w 44 tygodniu roku.

Niektóre firmy mają z tej okazji wolne pół piątku, w innych wolny był cały piątek, a my pracowaliśmy wczoraj normalnie - cały dzień... 1 listopada był normalnym dniem roboczym.

Marcin się rozchorował, więc sama wygooglałam jakiś cmentarz i pojechałam zobaczyć, jak Wszystkich Świętych obchodzi się w Szwecji.

Mimo że Halloween wypadało 3 dni temu, to właśnie dzisiaj widziałam w metrze dziewczynkę przebraną za czarownicę, a na osiedlu spotkałam grupę dzieci przebranych za nie wiem co, ale zdecydowanie były przebrane i miały wiaderko z rysunkiem dyni - zapewne na słodycze :-)

Cmentarz Skogskyrkogården leży wzdłuż zielonej linii metra nr 18. Dokładnie między stacjami Sandsborg i Skogskyrkogården. Pojechałam na tę drugą. Jak się okazało, nie tylko ja. Już na peronie zrobił się zator. Ale taki spokojny - wszyscy stali i czekali aż kolejka się posunie, tłoku nie było, nikt się nie pchał. To samo - jak się okazało przy wychodzeniu ze stacji metra - było w drugą stronę. W ciągu kilku minut pojawiła się obsługa stacji i radziła, żeby pojechać metrem na stację Sandsborg, jeśli ktoś udaje się na cmentarz - niektórzy czekający w kolejce wsiedli do najbliższego pociągu. Tymi, którzy zostali, zajęła się obsługa - 2 osoby stanęły w tłumie i oddzielały strefy dla wchodzących i wychodzących, żeby jakoś upłynnić ruch. Osobom czekającym przed wejściem do stacji doradzano 8-minutowy spacer na stację Sandsborg.

Pamiętam moje zdziwienie, jak pierwszy raz zobaczyłam przed krakowskim cmentarzem miodek turecki. Dzisiaj byłam bardzo ciekawa, czy tutaj też będzie sprzedawane jakieś jedzenie. Były hot-dogi - to chyba najpopularniejsze w Sztokholmie uliczne jedzenie, więc jakby mogło ich zabraknąć! A poza tym kawa (któryś ze sprzedawców miał na swoim stole coś, co wyglądało jak duży ekspres i karton mleka Arli) i jakieś bułeczki.
Artykuły nagrobne sprzedawane były w jednej kwiaciarni - iglaste gałęzie, wrzos w doniczkach i białe znicze. Niewiele tego.

Na cmentarz pojechałam, gdy było już ciemno. Wzdłuż głównej ścieżki rozstawione były duże świeczki (takie jak podgrzewacze tylko kilka razy większe), więc było widać, którędy iść, ale gdy się zeszło w boczną ścieżkę, to można było zdać się jedynie na swoje umiejętności widzenia w ciemności. Dlatego niektórzy odwiedzający chodzili z latarkami. Napisów na nagrobkach zupełnie nie dało się bez niej czytać. Generalnie na cmentarzu było dosyć ciemno, bo znicze były tylko na niektórych grobach, a jak już były to najczęściej jedynie dwie sztuki, co nie dawało szczególnie dużo światła.

Teren cmentarza ogrodzony był murem, o ile dobrze widziałam (no przecież ciemno było...) to była to łąka, drzewa znajdowały się jedynie wokół kaplicy. "Teren" nagrobka jest taki sam jak w Polsce, ale tutaj kamienna jest tylko pionowa płyta z nazwiskiem i latami życia danej osoby, nie ma tej całej poziomej części. Nagrobki rodzinne wyglądają tak samo - z tą różnicą, że na nich znajduje się jedynie nazwisko rodziny - coś w stylu 'grób rodzinny Svennsonów'. I tyle. Oczywiście były wyjątki, ale tak wyglądała przytłaczająca większość.

Na całym cmentarzu wyróżniał się jeden nagrobek - jakiegoś chłopca, było jego duże wydrukowane zdjęcie, jakieś pluszaki, dużo zniczy, kwiaty i... duża dynia ze świeczką w środku. Wyglądało to raczej sympatycznie niż strasznie, nawet na takim ciemnym cmentarzu.

Na każdym polskim cmentarzu, na którym byłam, znajdowało się takie miejsce, gdzie można było zapalić świeczkę dla zmarłych, których grobów nie mogło się tego dnia odwiedzić. Tutaj takiego miejsca nie znalazłam... 

niedziela, 26 sierpnia 2012

Raki

W sierpniu w Szwecji zaczyna się sezon na raki (kräftfest). Poza tym, że w najbardziej eksponowanych miejscach w sklepach ustawione są lodówki z rakami o różnym pochodzeniu i rozmiarze, to wszędzie można kupić specjalne noże do raków (z czerwonymi rączkami w kształcie raków), papierowe czapeczki, jednorazowe talerzyki i serwetki z rysunkami raków. Są nawet rakowe girlandy! I dekoracje z symbolem księżyca - chociaż pojęcia nie mam, dlaczego akurat księżyc.

Dostępne są raki szwedzkie, chińskie, tureckie i hiszpańskie. W gazetach można znaleźć informacje, czym one się między sobą różnią. Teraz nie jestem pewna, ale szwedzkie i chyba tureckie są hodowane w sposób bardziej naturalny, więc mniej przyjazny środowisku, bo rak do rozmiarów docelowych dochodzi 3 lata. W wersji hiszpańskiej i chińskiej zajmuje im to tylko rok.

My właśnie zrobiliśmy naszą pierwszą rakową zupę. Na szczęście można kupić samo mięso w zalewie, więc ominęła nas konieczność oglądania ugotowanych w całości zwierząt i wydobywania jadalnych kawałków ze skorupy. Robiliśmy według przepisu znalezionego w internecie. Nie wiem, czy istnieje tylko jeden dobry przepis, czy chodzi o coś innego, ale na wszystkich zdjęciach w sieci zupa rakowa wygląda tak samo. Nasza też!

[zupa rakowa]

Tradycja jedzenia raków jest bardzo silna. Mogę chyba powiedzieć, że podobnie jak świętowanie przesilenia letniego (Midsommar).
Marcin znalazł ciekawy plakat z 1922 nawiązujący do raków właśnie:

["Raki wymagają tego napoju. Będziecie musieli z nich zrezygnować, 
jeśli nie zagłosujecie w referendum 'przeciw' ustawie."; źródło: Wikimedia]

Otóż w roku 1922, dnia 27 sierpnia, odbywało się głosowanie w sprawie ograniczenia dostępu do alkoholu. Większość obywateli Szwecji głosowała "za", dzięki czemu wprowadzono funkcjonującą do dzisiaj państwową sieć sklepów Systembolaget.

Nie, zupa nie smakowała źle, więc procenty nie były konieczne w czasie jedzenia obiadu.


piątek, 10 sierpnia 2012

Tęczowe miasto

Rozmowa podczas lunchu:
S: Nie wiecie, co się działo w weekend na Slussen? Podobno jakaś duża impreza była. Koledzy z mieszkania jechali.
N: Tak, to chyba parada z okazji Stockholm Pride :D

O plakatach reklamujących tę imprezę pisałam wcześniej tutaj.

Widać było, że przez cały poprzedni tydzień miasto włączyło się w Stockholm Pride. Na autobusach miejskich powiewały małe, a przed muzeami wielkie tęczowe flagi.
W metrze i na ulicy można było spotkać ludzi z tęczowymi bransoletkami na rękach lub przyczepionymi do pasków spodni.

Był na imprezie również polski akcent - jednym z zaproszonych gości była Anna Grodzka, reklamowana tutaj jako pierwsza transseksualna posłanka.