niedziela, 19 lutego 2012
2000
Tak! Najlepsze 2000 kilometrów mojego życia zrobione bez większych problemów. Teraz czas spać, będę spać do czwartku a jak wrócę w piątek rano do pracy to dostanę wypowiedzenie za niesubordynację. Ale czas się wyspać.
czwartek, 16 lutego 2012
Ostatni dzień w Krakowie
Musiałam wysłać jeszcze 3 paczki, bo było ryzyko, że się nie zmieszczą do samochodu. To, co zostało, powinno wejść w całości do bagażnika. Uff!
Po prawie 3 tygodniach odezwał się pan z firmy S. i umówił mnie na interview. Za ponad 3 tygodnie. Widać, że firmie się nie spieszy i rekrutacja jest raczej częścią jakiegoś przemyślanego procesu niż poszukiwaniem pracownika 'na wczoraj'. W sumie to dobrze, chociaż wolałabym to wszystko mieć jak najszybciej za sobą - z drugiej jednak strony rozmowa będzie po szwedzku, więc może lepiej pobyć trochę na miejscu i poćwiczyć język?
Cieszy mnie nasz wyjazd i -przynajmniej na razie - nie myślę o nim w kategoriach bycia bezrobotnym. Cieszy mnie, że dostaję odpowiedzi na wysłane CV i że mam umówione w Sztokholmie rozmowy o pracę. Wydaje mi się, że wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Ale usłyszałam ostatnio taki tekst, że mi ręce opadły i nawet trochę przykro mi się zrobiło - po podzieleniu się wiadomością, że umówiłam się w firmie S. na rozmowę (w marcu) usłyszałam, że niby fajnie, ale dobrze by było jakbym znalazła pracę tak od połowy marca najpóźniej, bo przecież chyba nie mam zamiaru siedzieć tyle w domu i nic nie robić :-/
Pomijając ten jeden tekst, ostatnie 2-3 tygodnie to jest czas mega wsparcia od mniej i bardziej znajomych ludzi. Duuużo życzliwości, chęci pomocy i generalnie wsparcia. Niesamowicie miłe to jest! I bardzo pomaga - nawet jeśli nie ma potrzeby korzystania z propozycji, to ma się ten komfort, że w razie czego... i to na ogół wystarcza, żeby spojrzeć na wszystko z optymizmem z większością rzeczy poradzić sobie samemu :-)
Dzisiaj ostatnie rzeczy do załatwienia - trzeba oddać modem (i pożegnać się z dostępem do internetu), kupić łańcuchy na koła i załatwić kilka drobnych rzeczy. A wieczorem pojechać po Marcina na lotnisko.
Wczoraj w Krakowie cały dzień padał śnieg i trochę zasypało miasto, ale mam nadzieję, że da się bezpiecznie jeździć i samochód zakończy dzień w całości :-)
A już jutro rano...
Wiersz "Bleib gesund mir, Krakau!" Mordechaja Gebirtiga w tłumaczniu Agnieszki Osieckiej:
Po prawie 3 tygodniach odezwał się pan z firmy S. i umówił mnie na interview. Za ponad 3 tygodnie. Widać, że firmie się nie spieszy i rekrutacja jest raczej częścią jakiegoś przemyślanego procesu niż poszukiwaniem pracownika 'na wczoraj'. W sumie to dobrze, chociaż wolałabym to wszystko mieć jak najszybciej za sobą - z drugiej jednak strony rozmowa będzie po szwedzku, więc może lepiej pobyć trochę na miejscu i poćwiczyć język?
Cieszy mnie nasz wyjazd i -przynajmniej na razie - nie myślę o nim w kategoriach bycia bezrobotnym. Cieszy mnie, że dostaję odpowiedzi na wysłane CV i że mam umówione w Sztokholmie rozmowy o pracę. Wydaje mi się, że wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Ale usłyszałam ostatnio taki tekst, że mi ręce opadły i nawet trochę przykro mi się zrobiło - po podzieleniu się wiadomością, że umówiłam się w firmie S. na rozmowę (w marcu) usłyszałam, że niby fajnie, ale dobrze by było jakbym znalazła pracę tak od połowy marca najpóźniej, bo przecież chyba nie mam zamiaru siedzieć tyle w domu i nic nie robić :-/
Pomijając ten jeden tekst, ostatnie 2-3 tygodnie to jest czas mega wsparcia od mniej i bardziej znajomych ludzi. Duuużo życzliwości, chęci pomocy i generalnie wsparcia. Niesamowicie miłe to jest! I bardzo pomaga - nawet jeśli nie ma potrzeby korzystania z propozycji, to ma się ten komfort, że w razie czego... i to na ogół wystarcza, żeby spojrzeć na wszystko z optymizmem z większością rzeczy poradzić sobie samemu :-)
Dzisiaj ostatnie rzeczy do załatwienia - trzeba oddać modem (i pożegnać się z dostępem do internetu), kupić łańcuchy na koła i załatwić kilka drobnych rzeczy. A wieczorem pojechać po Marcina na lotnisko.
Wczoraj w Krakowie cały dzień padał śnieg i trochę zasypało miasto, ale mam nadzieję, że da się bezpiecznie jeździć i samochód zakończy dzień w całości :-)
A już jutro rano...
Wiersz "Bleib gesund mir, Krakau!" Mordechaja Gebirtiga w tłumaczniu Agnieszki Osieckiej:
niedziela, 12 lutego 2012
Ser z łosia
Właśnie wróciłem z zakupów na późny niedzielny obiad. Znalazłem w coopie (lokalny supermarket) coś wyjątkowo ciekawego. Otóż metodą kupna wszedłem w posiadanie sera z nikogo innego, jak z łosia we własnej wysokiej osobie. Nie był najtańszy (ser, nie łoś), ale czego się nie robi, żeby spróbować czegoś nowego.
Ser jest DZIWNY. Jest bardzo miękki, paskudnie pachnie (nie tak jak roquefort czy inny dramatyczny camembert, raczej coś w stylu zaschniętego i zapomnianego na tydzień mleka), strasznie tłusty i trochę za bardzo słony, ale jest dobry!
Zdjęcia nie będzie, bo już wyrzuciłem. Opakowanie, nie ser.
Ser jest DZIWNY. Jest bardzo miękki, paskudnie pachnie (nie tak jak roquefort czy inny dramatyczny camembert, raczej coś w stylu zaschniętego i zapomnianego na tydzień mleka), strasznie tłusty i trochę za bardzo słony, ale jest dobry!
Zdjęcia nie będzie, bo już wyrzuciłem. Opakowanie, nie ser.
sobota, 11 lutego 2012
Paczki wyjechały
Ależ się dzieje - przez ostatni tydzień nie znalazłam zupełnie czasu, żeby przygotowywać się do rozmowy w sprawie pracy. Myślałam, że miesiąc czasu, to dużo. Został niewiele ponad tydzień, a ja ledwo zaczęłam... Może nadchodzący tydzień będzie lepszy.
Kartony zostały spakowane i wyjechały - 15 paczek do Sztokholmu (na zdjęciu tworzą "ściankę" po prawej) i kolejne kilkanaście do Opola (na zdjęciu zmieściło się tylko kilka z nich). Co nieco zostało jeszcze w domu i dobrze by było w ten weekend to posegregować i sprawdzić, czy zmieścimy się do samochodu, czy czegoś jeszcze trzeba będzie się pozbyć. Jednak przeprowadzka w obrębie miasta wymaga duuużo mniej pracy - wystarczyło zapakować rzeczy do samochodu i przejechać trasę kilka razy, żeby mieć większość rzeczy przeniesioną; w razie potrzeby można pojechać jeszcze raz czy drugi. A tutaj, niestety, wszystko musi zostać przemyślane, wymierzone, przebrane. Mam nadzieję, że będą mi oszczędzone kolejne takie przeprowadzki.
W czwartek miałam mieć telefoniczne interview z Project Managerem z kilkuosobowej firmy robiącej coś w stylu Skype'a. Rekruterka umówiła mi rozmowę na 9:00 CET. Gdy o 9:00 nie zadzwonił telefon, stwierdziłam, że kobieta pomyliła godziny (firma rekruterska jest z Anglii i czasem - mimo zaznaczenia strefy czasowej - dzwonią/umawiają o "swojej" godzinie :/). Telefonu nie doczekałam się do 11:00, ale wtedy musiałam już wyjść z domu na umówione spotkanie. Wysłałam więc maila do rekruterki z opisem sytuacji i zostałam umówiona na 15:00. Trzeba było wyjść z knajpy, żeby sobie z nim pogadać, bo trochę zbyt głośna muzyka przeszkadza w skupieniu się, a w czasie takiej rozmowy dobrze mówić na temat :-). Rozmowa była miła, chociaż człowiek wydawał się do niej niezbyt przygotowany - często się zastanawiał, co powiedzieć, o co zapytać. Rezultat rozmowy pozostaje do dzisiaj nieznany - ale pewnie wyjaśni się w przyszłym tygodniu (niezależnie od rezultatu zawsze dają znać).
Wczoraj, gdy czekałam na kuriera, zadzwonił do mnie ktoś ze szwedzkiego numeru. Myślałam, że to może ten PM, więc odebrałam i coś tam mówię po angielsku. Z drugiej strony słyszę jakiś bełkot. Fakt, zasięg w mieszkaniu mam niezbyt dobry, więc "nasłuchiwałam" miejsca, gdzie te dźwięki zaczną coś przypominać... okazało się, że dzwoniła do mnie rekruterka z jakiejś innej firmy. Domyślam się, że wysłałam do nich CV po szwedzku i z tej okazji pozwoliła sobie nawijać w swoim ojczystym języku :D Mimo problemów z zasięgiem i ze znajomością słownictwa, którego używała, załapałam kilka słów kluczowych i odpowiedziałam na zadane mi pytania. Wiem tyle, że szukają testerów (nie mam pojęcia dla kogo, z jakiej branży), że wyślą moje CV do jakiejś firmy i że odezwą się w przyszłym tygodniu. Mogli maila wysłać wcześniej, to bym im ładnie odpisała na wszystkie pytania, a nie - stresują ludzi telefonami w jakichś mało odpowiednich porach (chociaż na taką rozmowę z zaskoczenia zawsze jest mało odpowiednia pora :P).
Kartony zostały spakowane i wyjechały - 15 paczek do Sztokholmu (na zdjęciu tworzą "ściankę" po prawej) i kolejne kilkanaście do Opola (na zdjęciu zmieściło się tylko kilka z nich). Co nieco zostało jeszcze w domu i dobrze by było w ten weekend to posegregować i sprawdzić, czy zmieścimy się do samochodu, czy czegoś jeszcze trzeba będzie się pozbyć. Jednak przeprowadzka w obrębie miasta wymaga duuużo mniej pracy - wystarczyło zapakować rzeczy do samochodu i przejechać trasę kilka razy, żeby mieć większość rzeczy przeniesioną; w razie potrzeby można pojechać jeszcze raz czy drugi. A tutaj, niestety, wszystko musi zostać przemyślane, wymierzone, przebrane. Mam nadzieję, że będą mi oszczędzone kolejne takie przeprowadzki.
W czwartek miałam mieć telefoniczne interview z Project Managerem z kilkuosobowej firmy robiącej coś w stylu Skype'a. Rekruterka umówiła mi rozmowę na 9:00 CET. Gdy o 9:00 nie zadzwonił telefon, stwierdziłam, że kobieta pomyliła godziny (firma rekruterska jest z Anglii i czasem - mimo zaznaczenia strefy czasowej - dzwonią/umawiają o "swojej" godzinie :/). Telefonu nie doczekałam się do 11:00, ale wtedy musiałam już wyjść z domu na umówione spotkanie. Wysłałam więc maila do rekruterki z opisem sytuacji i zostałam umówiona na 15:00. Trzeba było wyjść z knajpy, żeby sobie z nim pogadać, bo trochę zbyt głośna muzyka przeszkadza w skupieniu się, a w czasie takiej rozmowy dobrze mówić na temat :-). Rozmowa była miła, chociaż człowiek wydawał się do niej niezbyt przygotowany - często się zastanawiał, co powiedzieć, o co zapytać. Rezultat rozmowy pozostaje do dzisiaj nieznany - ale pewnie wyjaśni się w przyszłym tygodniu (niezależnie od rezultatu zawsze dają znać).
Wczoraj, gdy czekałam na kuriera, zadzwonił do mnie ktoś ze szwedzkiego numeru. Myślałam, że to może ten PM, więc odebrałam i coś tam mówię po angielsku. Z drugiej strony słyszę jakiś bełkot. Fakt, zasięg w mieszkaniu mam niezbyt dobry, więc "nasłuchiwałam" miejsca, gdzie te dźwięki zaczną coś przypominać... okazało się, że dzwoniła do mnie rekruterka z jakiejś innej firmy. Domyślam się, że wysłałam do nich CV po szwedzku i z tej okazji pozwoliła sobie nawijać w swoim ojczystym języku :D Mimo problemów z zasięgiem i ze znajomością słownictwa, którego używała, załapałam kilka słów kluczowych i odpowiedziałam na zadane mi pytania. Wiem tyle, że szukają testerów (nie mam pojęcia dla kogo, z jakiej branży), że wyślą moje CV do jakiejś firmy i że odezwą się w przyszłym tygodniu. Mogli maila wysłać wcześniej, to bym im ładnie odpisała na wszystkie pytania, a nie - stresują ludzi telefonami w jakichś mało odpowiednich porach (chociaż na taką rozmowę z zaskoczenia zawsze jest mało odpowiednia pora :P).
poniedziałek, 6 lutego 2012
Ostatni dzień w pracy
Dzisiaj był mój ostatni dzień w pracy... 4.5 roku z tymi sami dwoma szefami... współpracownicy się zmieniali - co roku na kolacji świątecznej był inny zestaw, tylko nasza trójka zawsze ta sama. Trudno mi sobie wyobrazić, że tamto biurko już nie jest moje, że już tam nie wrócę. Ciągle się czuję, jakbym po prostu brała urlop i jechała na wakacje. Na szczęście mózg już zaakceptował fakt, że jutro nie idę do pracy - czuję się, jakby przede mną był weekend :)
Przede mną jeszcze sporo pracy, więc przyda mi się więcej czasu na pozałatwianie wszystkich spraw. Dzisiaj przywiozłam kolejną porcję kartonów i wydaje mi się, że tyle, co mam, wystarczy. Na razie - po spakowaniu dużego pokoju - mam przygotowanych 8 kartonów do wysłania i 11 do zawiezienia rodzicom. Wysyłać będę jednak kurierem - wychodzi duuuużo taniej niż przy korzystaniu z firm przeprowadzkowych. Mam nadzieję, że skończę jutro to pakowanie i będę mogła zamówić kuriera na środę.
Jakby na pocieszenie po pożegnaniu z firmą, po południu zadzwoniła do mnie pani z Darwina - inna niż te, które do tej pory dzwoniły. Umówiła mnie na interview telefoniczne na najbliższy czwartek - firmie zależy, żeby znaleźć kogoś jak najszybciej a ja nie wiedziałam, czy dam radę polecieć do Sztokholmu jeszcze w tym tygodniu. Żeby zwiększyć moje szanse - prowizja rekruterów zależy od tego, jak pójdzie kandydatowi (o ile zostanie przyjęty ;-)) - podesłała mi dokumenty ze standardowymi pytaniami z rozmów kwalifikacyjnych (nie technicznymi, ale takimi ogólnymi) wraz z podpowiedziami, jaka odpowiedź jest oczekiwana a więc najlepsza. Poza tym dostałam kilka wskazówek, jak się przygotować do rozmowy z tą firmą, oraz dane osoby, która będzie ze mną rozmawiała (sprawdziłam: ten project manager zaczynał studia, jak ja zaczynałam chodzić do przedszkola :D). Mam 2 dni, żeby się przygotować i dobrze wypaść!
Przede mną jeszcze sporo pracy, więc przyda mi się więcej czasu na pozałatwianie wszystkich spraw. Dzisiaj przywiozłam kolejną porcję kartonów i wydaje mi się, że tyle, co mam, wystarczy. Na razie - po spakowaniu dużego pokoju - mam przygotowanych 8 kartonów do wysłania i 11 do zawiezienia rodzicom. Wysyłać będę jednak kurierem - wychodzi duuuużo taniej niż przy korzystaniu z firm przeprowadzkowych. Mam nadzieję, że skończę jutro to pakowanie i będę mogła zamówić kuriera na środę.
Jakby na pocieszenie po pożegnaniu z firmą, po południu zadzwoniła do mnie pani z Darwina - inna niż te, które do tej pory dzwoniły. Umówiła mnie na interview telefoniczne na najbliższy czwartek - firmie zależy, żeby znaleźć kogoś jak najszybciej a ja nie wiedziałam, czy dam radę polecieć do Sztokholmu jeszcze w tym tygodniu. Żeby zwiększyć moje szanse - prowizja rekruterów zależy od tego, jak pójdzie kandydatowi (o ile zostanie przyjęty ;-)) - podesłała mi dokumenty ze standardowymi pytaniami z rozmów kwalifikacyjnych (nie technicznymi, ale takimi ogólnymi) wraz z podpowiedziami, jaka odpowiedź jest oczekiwana a więc najlepsza. Poza tym dostałam kilka wskazówek, jak się przygotować do rozmowy z tą firmą, oraz dane osoby, która będzie ze mną rozmawiała (sprawdziłam: ten project manager zaczynał studia, jak ja zaczynałam chodzić do przedszkola :D). Mam 2 dni, żeby się przygotować i dobrze wypaść!
czwartek, 2 lutego 2012
Mörby centrum
Już myślałem, że czasy debilnego wydurniania się w pracy minęły bezpowrotnie razem z boardingiem na balicach 24 stycznia a.d. 2012, a tu taka niespodzianka. Mam w pracy dwóch szwedów, którzy ciągle trzymają się razem: Johna (czyta się Juuuun, bo szwedzi nie mówią dż, więc dla nich George Bush to Josz Busz a Michael Jackson to Mikel Jekson) i Christera. Otóż rozmawialiśmy o pierdołach i doszło do tego, że w Mörby Centrum zamontowali system rozpoznający rejestracje i wyświetlający kontekstowe reklamy na parkingu. John stwierdził, że w takim bądź razie Christer musi się mocno tłumaczyć, kiedy wiezie znajomych do Mörby i jedyne co widzą to reklamy różowych podwiązek i lubrykantów. Poczułem się przez chwilę, jak w domu! To było wzruszające.
Firmy przeprowadzkowe
Wciąż szukam firmy przeprowadzkowej. Jak nie znajdę, to będę musiała wysłać nasze rzeczy kurierem, co nie jest chyba najlepszym pomysłem.
Szukając firmy wysłałam kilka zapytań poprzez formularze na stronach www. Dostałam tylko jedną odpowiedź - wymieniłam z przedstawicielem kilka maili i... już prawie byłam zdecydowana, ale stwierdziłam, że taka przeprowadzka to poważna sprawa (przecież nie powierzę swoich ulubionych kubków w niesprawdzone ręce!) i wypadałoby firmę jakoś zweryfikować. Fakt, że w jednym z maili otrzymałam "przykładowe referencje" jakoś mnie nie przekonał - taki dokument sama potrafię napisać w Wordzie ;-)
Żeby dowiedzieć się czegoś o firmie potrzebny jest jej numer Regon albo NIP. Jest kilka miejsc, gdzie można takich informacji poszukać: Money.pl , Krajowy Rejestr Sądowy , KatalogBiznesu.pl . Jak już się je znajdzie, to na ich podstawie na stronie Głównego Urzędu Statystycznego można znaleźć szczegółowe informacje o firmie. Okazało się, że ta, z której przedstawicielem wymieniłam kilka maili, nie istnieje :/ Tzn. istniała firma o podobnej nazwie i z tym samym właścicielem, ale już jej nie ma.
Rano odwiedziłam hipermarket, gdzie był duży wybór kartonów. Pół pokoju jest zastawione. Skończyła się wymówka, czas brać się za pakowanie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

