Läkfremjandet jest szwedzkim oddziałem organizacji International Play Association (IPA), która zajmuje się promowaniem zabawy wśród dzieci. Organizacja została założona w 1961 roku i liczy obecnie 50 państw członkowskich. IPA skupia się na promowaniu artykułu 31 z Konwencji Praw Dziecka, który mówi, że prawo dziecka do zabawy jest jednym z praw człowieka.
Läkfremjandet doszło do wniosku, że w szwedzkie dzieci spędzają obecnie na zabawie mniej czasu niż wcześniej, a ponadto uważają one, że zabawy są nudne. Organizacja postanowiła zmienić ten trend i odwiedza przedszkola oraz szkoły organizując dzieciom czas na przerwach, pokazując różne zabawy.
Szwedzki oddział IPA zajmuje się również katalogowaniem zabaw. Listę ponad 500 zabaw pogrupowanych według okazji (zabawy na Wielkanoc, Midsommar czy urodziny) można znaleźć na internetowej stronie archiwum zabaw.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 maja 2017
środa, 2 grudnia 2015
Kurs gotowania
Kurs gotowania zakończony - miało być zdrowo i nordycko. Ostatnia, piąta, lekcja była w poniedziałek i trochę mi szkoda, że tak szybko się to skończyło.
W zajęciach uczestniczyłam ja i 4 panów, z których najmłodszy miał około 50 lat, a najstarszy 87 (wiem dokładnie, bo się chwalił). Wyróżniałam się więc pod każdym względem - zdarzało się, że również językowo, bo jednak słownictwa kuchennego raczej nie zdarzyło mi się dotychczas używać, a czasem trzeba było coś "pokroić w plasterki" albo "rozkruszyć".
Nasza nauczycielka była bardzo surowa i często nas strofowała; zdarzało się, że niesłusznie, ale wszyscy uznawaliśmy, że "pani wie lepiej", więc jeśli pytała a my nie znaliśmy odpowiedzi, to myśleliśmy, że to my o czymś zapomnieliśmy, ale czasem okazywało się, że pytanie dotyczyło czegoś, czego się jeszcze nie nauczyliśmy.
Niemniej taka surowa nauczycielka powoduje, że grupa uczniów bardzo szybko się integruje i wspiera - na przykład gdy P. miał posiekać cebulę i zaczął ją siekać tym samym nożem, którego użył do obierania, a nasza nauczycielka akurat stała tyłem, więc nie zdążyła się jeszcze oburzyć, wyciągnęłam mu nóż z ręki i wsadziłam do ręki ten, którego powinien użyć; akcja zakończyła się zanim nauczycielka spojrzała, co się u nas dzieje. Uff! Sukces!
Bywało również, że zastanawialiśmy się, jak coś zrobić, ale brakowało odważnego, który by podszedł do "naszej pani" zapytać, jak to zrobić poprawnie.
Już na pierwszych zajęciach zdążyłam się zorientować, że mam zaległości ze szkoły. Myślałam, że jeśli w opisie kursu było zaznaczone, że trzeba znać podstawy gotowania, to wystarczy, że gotuję w domu na co dzień. Ale nieeee, to nie są te podstawy, o które chodzi. Otóż w szwedzkiej szkole dzieci mają zajęcia dotyczące prowadzenia gospodarstwa domowego (hushållskunskap). Uczą się tam, jakich środków używać do czyszczenia i sprzątania, mają podstawy dietetyki i gotowania. Tam uczą się również, który nóż do czego służy, jak gotować i kroić warzywa. Tu miałam braki - szczególnie w nożach; na ogół jak już zacznę używać jednego noża, to używam go do wszystkiego, chyba że jest to wyjątkowo niewygodne.
Kurs to nie tylko gotowanie, ale też trochę informacji o witaminach, zbożach, soli i o samej nordyckiej diecie. Dostawaliśmy trochę materiałów do poczytania w domu. I byliśmy z tego odpytywani na kolejnych zajęciach! ("Ja nie pytam, jak twoja żona gotuje ziemniaki!! Ja pytam, jak należy to robić! Mieliście przeczytać te materiały, które wam dałam. Tam wszystko jest napisane!")
Teraz, po kursie, wiem między innymi jak przygotować mięso, ugotować brokuła, posiekać cebulę czy przygotować pora. Zaczęliśmy też w domu jeść całego pora, a nie tylko tę białą część; "problem" w tym, że jest go teraz dwa razy więcej do zjedzenia.
Nie udało się natomiast nauczycielce przekonać mnie do jedzenia niemytych grzybów (samo wypędzelkowanie nie usunie chyba wszystkiego z takich kurek, a piasku/ziemi jeść nie planuję), ryb, czy mięsa - nawet jeśli są one poddane później obróbce termicznej; podobno mycie zmniejsza walory smakowe... hmm... myślę, że ziarenka piasku również nie dodają smaku.
W zajęciach uczestniczyłam ja i 4 panów, z których najmłodszy miał około 50 lat, a najstarszy 87 (wiem dokładnie, bo się chwalił). Wyróżniałam się więc pod każdym względem - zdarzało się, że również językowo, bo jednak słownictwa kuchennego raczej nie zdarzyło mi się dotychczas używać, a czasem trzeba było coś "pokroić w plasterki" albo "rozkruszyć".
Nasza nauczycielka była bardzo surowa i często nas strofowała; zdarzało się, że niesłusznie, ale wszyscy uznawaliśmy, że "pani wie lepiej", więc jeśli pytała a my nie znaliśmy odpowiedzi, to myśleliśmy, że to my o czymś zapomnieliśmy, ale czasem okazywało się, że pytanie dotyczyło czegoś, czego się jeszcze nie nauczyliśmy.
Niemniej taka surowa nauczycielka powoduje, że grupa uczniów bardzo szybko się integruje i wspiera - na przykład gdy P. miał posiekać cebulę i zaczął ją siekać tym samym nożem, którego użył do obierania, a nasza nauczycielka akurat stała tyłem, więc nie zdążyła się jeszcze oburzyć, wyciągnęłam mu nóż z ręki i wsadziłam do ręki ten, którego powinien użyć; akcja zakończyła się zanim nauczycielka spojrzała, co się u nas dzieje. Uff! Sukces!
Bywało również, że zastanawialiśmy się, jak coś zrobić, ale brakowało odważnego, który by podszedł do "naszej pani" zapytać, jak to zrobić poprawnie.
Już na pierwszych zajęciach zdążyłam się zorientować, że mam zaległości ze szkoły. Myślałam, że jeśli w opisie kursu było zaznaczone, że trzeba znać podstawy gotowania, to wystarczy, że gotuję w domu na co dzień. Ale nieeee, to nie są te podstawy, o które chodzi. Otóż w szwedzkiej szkole dzieci mają zajęcia dotyczące prowadzenia gospodarstwa domowego (hushållskunskap). Uczą się tam, jakich środków używać do czyszczenia i sprzątania, mają podstawy dietetyki i gotowania. Tam uczą się również, który nóż do czego służy, jak gotować i kroić warzywa. Tu miałam braki - szczególnie w nożach; na ogół jak już zacznę używać jednego noża, to używam go do wszystkiego, chyba że jest to wyjątkowo niewygodne.
Kurs to nie tylko gotowanie, ale też trochę informacji o witaminach, zbożach, soli i o samej nordyckiej diecie. Dostawaliśmy trochę materiałów do poczytania w domu. I byliśmy z tego odpytywani na kolejnych zajęciach! ("Ja nie pytam, jak twoja żona gotuje ziemniaki!! Ja pytam, jak należy to robić! Mieliście przeczytać te materiały, które wam dałam. Tam wszystko jest napisane!")
Teraz, po kursie, wiem między innymi jak przygotować mięso, ugotować brokuła, posiekać cebulę czy przygotować pora. Zaczęliśmy też w domu jeść całego pora, a nie tylko tę białą część; "problem" w tym, że jest go teraz dwa razy więcej do zjedzenia.
Nie udało się natomiast nauczycielce przekonać mnie do jedzenia niemytych grzybów (samo wypędzelkowanie nie usunie chyba wszystkiego z takich kurek, a piasku/ziemi jeść nie planuję), ryb, czy mięsa - nawet jeśli są one poddane później obróbce termicznej; podobno mycie zmniejsza walory smakowe... hmm... myślę, że ziarenka piasku również nie dodają smaku.
niedziela, 11 października 2015
Nietoperze przy uniwersytecie
Nie miałam specjalnych planów na tegoroczną jesień, do czasu, gdy dostałam ulotki z kursami oferowanymi przez Medborgarskolan i ABF. W Medborgarskolan byliśmy jakieś dwa lata temu na szwedzkich konwersacjach, ale było bardzo przeciętnie, więc nasza przygoda z kursami językowymi zakończyła się na tym jednym.
W katalogach znalazłam kilka kursów, które strasznie mi się spodobały, ale nie chciałam brać za dużo, więc z wielkim bólem zrezygnowałam z wykładów o historii Szwecji. Zapisałam się za to na 10-godzinny kurs pływania kajakiem (to już za mną, kurs był w sierpniu), wybrałam się na nietoperzowy spacer z przewodnikiem i będę poznawać zdrową kuchnię skandynawską (w listopadzie).
Na spacery z przewodnikiem nie trzeba się zapisywać. Trzeba przyjść we wskazane miejsce o podanej godzinie, znaleźć (nieoznaczoną!) grupę i kupić bilet na spacer.
Pan przewodnik od nietoperzy miał takie małe, przypominające radio, urządzenie, które tłumaczyło z "nietoperzowego" na "nasze". Można dzięki niemu było usłyszeć piski i klikania, gdy w okolicy pojawiał się nietoperz.
W parku przy uniwersytecie w Sztokholmie można spotkać 3 gatunki nietoperzy (z 19 obecnych w Skandynawii):
- nordycki (nordfladdermus)
- wodny (vattenfladdermus)
- karlik drobny (dvärgpipistrell)
Każdy gatunek "nadaje" na innej częstotliwości i ma inny wzór dźwięków - trudno to nazwać melodią, są to raczej piski i stuki. Czasem z urządzenia przewodnika było słychać coś, co dla mnie brzmiało jak nietoperz, ale przewodnik mówił, że to tylko zakłócenia...
W czasie, gdy przewodnik skupiał się na swoim radyjku, zmieniając częstotliwości i kierując urządzenie w różne strony, by sprawdzić obecność poszczególnych gatunków nietoperzy, my oglądaliśmy nietoperze przelatujące tuż nad naszymi głowami.
Obserwacja nietoperzy wodnych była szczególnie ciekawa. Mieliśmy mocną latarkę, która oświetlała pas wody sięgając drugiego brzegu (jakieś kilkadziesiąt metrów), do tego włączyliśmy radyjko i jak tylko pojawiał się dźwięk, wpatrywaliśmy się w oświetloną powierzchnię wody. Nietoperze przelatywały z dużą prędkością tuż na wodą.
Gdy chce się obserwować nietoperze, ważna jest pogoda. Musi sprzyjać małym owadom - im więcej komarów i muszek, tym większa szansa na spotkanie po zmierzchu nietoperza.
Wracając ze spaceru, spotkaliśmy inną grupę wyruszającą na poszukiwanie nietoperzy. Była to grupa zorganizowana przez Muzeum Historii Naturalnej (Naturhistoriska museet) i było w niej ze 100 osób. Ich przewodnicy mieli odblaskowe kamizelki i megafony. Przy nich nasza grupa wypadała skromnie - było nas kilkanaście osób z jednym przewodnikiem.
Informacje o nietoperzach w Szwecji:
poniedziałek, 23 lutego 2015
Sportlov, czyli ferie zimowe
Zimową przerwę dla uczniów wprowadzono w Szwecji w latach '40 XX wieku. W ramach oszczędzania węgla, który był w tamtym czasie towarem reglamentowanym. Stąd też ferie zimowe wzięły swoją pierwszą nazwę - kokslov.
Uczniom organizowano w tym czasie różne zajęcia, które w niedługim czasie zaczęły się skupiać wokół sportów zimowych, a ferie zmieniły nazwę na sportowe (sportlov).
W latach '50 doszedł argument medyczny - późną zimą zwiększa się ilość infekcji, więc unikanie skupisk ludzi pomaga ograniczyć ilość zarażeń (szczyt zachorowań na grypę przypada - o ile dobrze pamiętam - w lutym).
Ferie zimowe w Szwecji trwają tydzień i w różnych gminach mają różne terminy, ale zawsze między 7 a 12 tygodniem roku. Ich termin zależy również od daty Wielkanocy, gdyż ferie są planowane tak, by tydzień ferii zimowych i tydzień ferii wielkanocnych nie były zbyt blisko siebie.
W niektórych szkołach wprowadzono eksperymentalne ferie (flexibelt sportlov), gdzie każdy uczeń mógł wybierać, w którym z zaproponowanych przez szkołę tygodni, chce mieć ferie. Zrobiono to, by ułatwić rodzinom mającym dzieci w szkołach w różnych gminach, wspólny wyjazd na ferie.
W jednej ze szkół z pomysłu wycofano się po 2 latach, gdyż koszt zastępstw nauczycieli w szkołach w czasie takich ferii był zbyt wysoki.
Niektóre szkoły rozważają wprowadzenie wyboru tygodnia ferii, ponieważ są rodzice, którzy chcąc wyjechać na tańsze ferie i tak zwalniają dzieci ze szkoły już po oficjalnym terminie ferii.
Część szkół już wycofała się z pomysłu uważając, że dając rodzicom i uczniom wybór, same mają problem z realizacją programu nauczania.
Uczniom organizowano w tym czasie różne zajęcia, które w niedługim czasie zaczęły się skupiać wokół sportów zimowych, a ferie zmieniły nazwę na sportowe (sportlov).
W latach '50 doszedł argument medyczny - późną zimą zwiększa się ilość infekcji, więc unikanie skupisk ludzi pomaga ograniczyć ilość zarażeń (szczyt zachorowań na grypę przypada - o ile dobrze pamiętam - w lutym).
Ferie zimowe w Szwecji trwają tydzień i w różnych gminach mają różne terminy, ale zawsze między 7 a 12 tygodniem roku. Ich termin zależy również od daty Wielkanocy, gdyż ferie są planowane tak, by tydzień ferii zimowych i tydzień ferii wielkanocnych nie były zbyt blisko siebie.
W niektórych szkołach wprowadzono eksperymentalne ferie (flexibelt sportlov), gdzie każdy uczeń mógł wybierać, w którym z zaproponowanych przez szkołę tygodni, chce mieć ferie. Zrobiono to, by ułatwić rodzinom mającym dzieci w szkołach w różnych gminach, wspólny wyjazd na ferie.
W jednej ze szkół z pomysłu wycofano się po 2 latach, gdyż koszt zastępstw nauczycieli w szkołach w czasie takich ferii był zbyt wysoki.
Niektóre szkoły rozważają wprowadzenie wyboru tygodnia ferii, ponieważ są rodzice, którzy chcąc wyjechać na tańsze ferie i tak zwalniają dzieci ze szkoły już po oficjalnym terminie ferii.
Część szkół już wycofała się z pomysłu uważając, że dając rodzicom i uczniom wybór, same mają problem z realizacją programu nauczania.
wtorek, 14 października 2014
Patrol Rodzicielski
Odkąd do pracy przyszła S. , Belgijka, mama dwójki nastolatków, ponownie zaczął się dla mnie w biurze bardzo interesujący czas. Poznawania zwyczajów belgijskich (mam wrażenie, że ich narodowe jedzenie to cokolwiek wmieszane w puree ziemniaczane - tym "czymś" może być zarówno szpinak czy marchewka jak i kiszona kapusta) oraz słuchania opowieści o różnicach między wychowaniem szwedzkim a bejgijskim (wspomnienia S. z dzieciństwa są zaskakująco podobne do moich, chociaż S. jest ode mnie prawie 20 lat starsza).
Niedawno S. była na swoim pierwszym Föräldravandring (spacerze rodziców). Rodzice uczniów klas 7 do 9 otrzymują zaproszenie (można powiedzieć że wezwanie, jednak udział nie jest obowiązkowy) do nocnego patrolu w 2-3 osobowych grupach. Rodzice mają specjalne odblaskowe kamizelki z oznaczeniami Rodzicielskiego Patrolu i odwiedzają okolice, gdzie spotykają się nastolatki. Wbrew pozorom nie chodzi o to, by młodych ludzi przepędzać i straszyć, ale by im pomóc. Jeśli ktoś wypije zbyt dużo, to odwozi się go do szpitala lub wzywa karetkę. Pilnuje się, żeby młodzież, która zapije się do nieprzytomności na przykład nie zamarzła.
Akcje takie odbywają się w każdy weekend, święta krajowe i z okazji zakończenia roku szkolnego - tak by zapewnić jak największe bezpieczeństwo nastolatkom. Każda dzielnica i gmina w kraju ma rozpisany plan patroli na rok szkolny.
Szwedzi podkreślają, że to bardzo ważne, by brać w tym udział, bo można uratować komuś życie. Ale jest jeszcze jeden aspekt - Szwedzi lubią się spotykać, integrować, ale muszą mieć jakiś cel. Im ważniejszy społecznie, tym chętniej się przyłączają.
Informacje z Ekerö
Informacje z Östermalm, Sztokholm
Niedawno S. była na swoim pierwszym Föräldravandring (spacerze rodziców). Rodzice uczniów klas 7 do 9 otrzymują zaproszenie (można powiedzieć że wezwanie, jednak udział nie jest obowiązkowy) do nocnego patrolu w 2-3 osobowych grupach. Rodzice mają specjalne odblaskowe kamizelki z oznaczeniami Rodzicielskiego Patrolu i odwiedzają okolice, gdzie spotykają się nastolatki. Wbrew pozorom nie chodzi o to, by młodych ludzi przepędzać i straszyć, ale by im pomóc. Jeśli ktoś wypije zbyt dużo, to odwozi się go do szpitala lub wzywa karetkę. Pilnuje się, żeby młodzież, która zapije się do nieprzytomności na przykład nie zamarzła.
Akcje takie odbywają się w każdy weekend, święta krajowe i z okazji zakończenia roku szkolnego - tak by zapewnić jak największe bezpieczeństwo nastolatkom. Każda dzielnica i gmina w kraju ma rozpisany plan patroli na rok szkolny.
Szwedzi podkreślają, że to bardzo ważne, by brać w tym udział, bo można uratować komuś życie. Ale jest jeszcze jeden aspekt - Szwedzi lubią się spotykać, integrować, ale muszą mieć jakiś cel. Im ważniejszy społecznie, tym chętniej się przyłączają.
Informacje z Ekerö
Informacje z Östermalm, Sztokholm
niedziela, 13 kwietnia 2014
Matematyka
Poziom edukacji w Szwecji jest obiektem dyskusji zarówno na poziomie zwykłych obywateli, jak i mediów czy polityków. Jednym z podkreślanych w ostatnich miesiącach problemów jest wynagrodzenie nauczycieli - sytuacja jest podobna jak w Polsce, czyli jeśli ktoś może ze swoim wykształceniem pracować w innej branży (np. matematycy w firmach ubezpieczeniowych czy bankach) i zarabiać więcej, to raczej nie zostanie nauczycielem; stąd w szkołach kształcących nauczycieli w niektórych rocznikach nie ma klas dla przyszłych nauczycieli matematyki, gdyż nie było chętnych. Poziom pensji zdecydowanie do tego nie zachęca. Ale to ma się zmienić - m.in. kosztem niezwiększania firmom ulg podatkowych przy zatrudnianiu osób poniżej 25 roku życia.
Problemy edukacyjne nie są niczym nowym, jednak w przeszłości mogły one mieć inne, bardzo zaskakujące źródło. Chodzi o nauczanie matematyki.
Po drugiej wojnie światowej państwo szwedzkie było bardzo przeciwne kapitalistom. Kapitalizm był zły. A kim jest kapitalista? To ktoś, kto umie liczyć - doszły do wniosku władze. Jak więc najskuteczniej blokować rozwój kapitalistów? Ograniczyć lekcje matematyki! Tak więc nawet dzieci, którym matematyka wchodziła do głowy łatwo, nie mogły dowiedzieć się w szkole więcej niż podstawa przewiduje. Pewnie nikt nie kontrolował, czy po zajęciach szkolnych dziecko zdobywało ponadprogramowe umiejętności, ale założę się, że uczniów wybiegających ponad program jest mniej niż tych, którzy zostawiają tornister w domu i wybiegają na podwórko.
Później przyszedł socjalizm. I wszyscy mieli być równi. Niezależnie od szczególnych uzdolnień. Więc założenie było inne, ale realizacja taka sama.
Stąd się bierze kiepska znajomość matematyki w społeczeństwie. Przynajmniej według jednego, starszego ode mnie o pokolenie, Szweda. Ciekawa teoria.
Problemy edukacyjne nie są niczym nowym, jednak w przeszłości mogły one mieć inne, bardzo zaskakujące źródło. Chodzi o nauczanie matematyki.
Po drugiej wojnie światowej państwo szwedzkie było bardzo przeciwne kapitalistom. Kapitalizm był zły. A kim jest kapitalista? To ktoś, kto umie liczyć - doszły do wniosku władze. Jak więc najskuteczniej blokować rozwój kapitalistów? Ograniczyć lekcje matematyki! Tak więc nawet dzieci, którym matematyka wchodziła do głowy łatwo, nie mogły dowiedzieć się w szkole więcej niż podstawa przewiduje. Pewnie nikt nie kontrolował, czy po zajęciach szkolnych dziecko zdobywało ponadprogramowe umiejętności, ale założę się, że uczniów wybiegających ponad program jest mniej niż tych, którzy zostawiają tornister w domu i wybiegają na podwórko.
Później przyszedł socjalizm. I wszyscy mieli być równi. Niezależnie od szczególnych uzdolnień. Więc założenie było inne, ale realizacja taka sama.
Stąd się bierze kiepska znajomość matematyki w społeczeństwie. Przynajmniej według jednego, starszego ode mnie o pokolenie, Szweda. Ciekawa teoria.
Subskrybuj:
Posty (Atom)