Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 lipca 2018

Upały i pożary

W Hälsinglandzie śnieg leżał jeszcze w maju. Gdy zaczął topnieć, pojawiły się lokalne podtopienia, a po nich przyszła susza i upały. Już w czerwcu pojawiły się informacje o ogólnokrajowych problemach z jedzeniem dla zwierząt - m.in. krów. Rolnicy mają dla zwierząt pastwiska letnie i łąki, z których robią zimowe zapasy jedzenia. Ze względu na suszę, zwierzętom przestały wystarczać dotychczasowe pastwiska i zaczęły jeść trawę z łąk przeznaczonych na zimę. Pojawiły się wtedy pierwsze inicjatywy łączące ludzi mających nieużywane łąki z potrzebującymi rolnikami. Sprawa zrobiła się tak poważna, że nawet wojsko pozwoliło rolnikom wykosić trawę na poligonach. Część rolników, widząc, że nie będą mieć czym karmić zwierząt zimą, postanowiła zmniejszyć liczebność swoich stad; media informują, że obecnie kolejka do rzeźni jest długa na ponad dwa miesiące.

Drugim problemem są wysokie temperatury. Lipiec był najcieplejszy od 150 lat - nie ze względu na pojedyncze najwyższe temperatury, ale ze względu na średnią dla całego miesiąca. Nawet w Kirunie były dni gdy temperatura osiągała 28 stopni - wiem, bo sprawdzałam; liczyłam, że jeśli u nas będzie za gorąco, to wybierzemy się na kilka dni na północ.

[Termometrowi na oszklonym tarasie skończyła się skala]

Susza i wysokie temperatury przyczyniły się do pożarów. Duża część Szwecji pokryta jest lasami - w gminie Ljusdal, gdzie był największy pożar, lasy pokrywają 95% terenu. Pomimo tego, brakuje planów gaszenia pożarów na dużych obszarach (w tym dróg/przecinek przeciwpożarowych) i jest za mało latających jednostek gaśniczych (o czym była mowa już kilka lat temu przy innym dużym pożarze lasu).
Tydzień temu w wielu województwach wprowadzono zakaz grillowania - nawet na własnej działce i wyznaczonych miejscach. Ale już od wczoraj w Sztokholmie można grillować na własnej działce, a od dzisiaj również w Gävleborg; wciąż jednak nie wolno grillować ani palić ognisk w parkach, nawet w wyznaczonych miejscach. Niektóre sklepy wycofały czasowo ze swojej oferty jednorazowe grille; a campingi i miejsca odwiedzane przez turystów informują o zakazie grillowania i ryzyku pożarów w kilku językach (MSB - organizacja, której odpowiednikiem w Polsce jest prawdopodobnie Obrona Cywilna Kraju - udostępniła wzory w 10 językach, więc kto chce może wydrukować i wywiesić tę informację w swojej okolicy).

W Szwecji wciąż płonie ponad 20 miejsc, ale większość z nich jest już pod kontrolą.

środa, 9 sierpnia 2017

Park drapieżników

W miejscowości Orsa, niedaleko Mory, w regionie Dalarna, znajduje się park drapieżników. Kiedyś był to park niedźwiedzi, ale teraz mieszkają w nim również pantery śnieżne, rysie, wilki i rosomaki, więc park zmienił nazwę na bardziej adekwatną.

[Małe niedźwiedzie brunatne]

Poza wybiegami dla poszczególnych drapieżników, w parku znajduje się strefa arktyczna z tematycznym placem zabaw i małym domkiem z informacjami o Svalbardzie; można tam zobaczyć, jak wygląda noc polarna lub sprawdzić, czy we wstrzymywaniu oddechu dorówna się niedźwiedziowi polarnemu.
Samego niedźwiedzia polarnego też można tam spotkać. Przy jego wybiegu zamocowana jest armatka śnieżna, która jednak w letnie dni jest bezużyteczna. Zwierzę wyglądało na bardzo zmęczone wysoką temperaturą, więc najwyraźniej sadzawka na terenie wybiegu nie była w stanie go wystarczająco ochłodzić.

[Niedźwiedź polarny]

Przy wybiegach dla niedźwiedzi brunatnych stoją platformy widokowe, które pozwalają na obserwowanie terenu z góry. Na wybiegach rosną drzewa i są zbudowane sadzawki, a obserwowanie wszystkiego z wysokości pozwala wypatrzyć zwierzęta nawet jeśli akurat odpoczywają w cieniu za drzewem lub kamieniem.

[Podest widokowy]

[Widok z góry na park i okolicę]

Park położony jest na zboczu dość stromej góry, na której szczycie znajduje się restauracja Toppstugan. Restauracja jest już za terenem parku, ale całodzienne bilety wstępu pozwalają na dwukrotne przejście przez bramki, więc można wyjść na lunch do restauracji a później kontynuować wizytę w parku.
Do restauracji można też dojechać z drugiej strony góry, nie przechodząc przez park; a zimą można dostać się tam również korzystając z wyciągu narciarskiego (na szczycie góry mają swój początek trasy zjazdowe).

[Toppstugan - restauracja]

Kilka dni temu w parku miał miejsce wypadek, w którym niedźwiedź śmiertelnie ranił 19-letniego pracownika parku. Rodzinie, która miała wziąć udział w aktywności z drapieżnikiem udało się uciec. W czasie, gdy pracownik wchodzi na teren wybiegu dla zwierząt, zwierzęta te powinny być zamknięte w innej części swojego wybiegu. Przyczyną wypadku było najprawdopodobniej uszkodzenie ogrodzenia, ale sprawę wciąż bada policja. Do czasu wyjaśnienia, wszelkie zajęcia z udziałem odwiedzających i zwierząt zostają odwołane.

sobota, 5 sierpnia 2017

Nordkapp

W tym roku na wakacje pojechaliśmy na... północ. Jak zwykle - chciałoby się powiedzieć. Odwiedziliśmy "najbardziej" wysunięty na północ kawałek Europy, czyli Przylądek Północny (Nordkapp). W rzeczywistości najbardziej północny fragment Europy znajduje się na innej wyspie, do której jednak nie ma dojazdu, więc dla turystów to Nordkapp jest "tym miejscem".

[Nordkapp już za 13 km]

Pogoda w Norwegii była taka, jak zazwyczaj, gdy tam jedziemy, czyli pochmurno z niewielkimi opadami deszczu. Ponadto praktycznie na całej długości drogi E69, która prowadzi na Nordkapp, jechaliśmy we mgle - czasem mniejszej, czasem większej, ale czasem też można było zobaczyć, co się dzieje w okolicy, bo akurat jechaliśmy tuż pod chmurą.

[Mgliście]

Mgły w Laponii są problematyczne głównie ze względu na wypasające się renifery, które - nie zachowując należytej ostrożności - przebiegają przez jezdnię.

[Renifery na drodze]

Wjazd na parking przy Nordkapp jest płatny dla każdego turysty w pojeździe silnikowym. Jeśli przyjedzie się rowerem lub przyjdzie pieszo, wstęp jest darmowy. Kilka kilometrów przed terenem Nordkapp (terenem, bo poza symbolicznym globusem jest tam spory parking, hotel, restauracja, sklep z pamiątkami a nawet coś w rodzaju bezwyznaniowej kaplicy, w której można wziąć ślub) znajdują się dwa niewielkie parkingi, na których można zaparkować samochód by na przylądek dojść pieszo.

[Bramki wjazdowe na teren Nordkapp]

 [Nordkappowy globus]

Na samym przylądku było mgliście, ale momentami dało się zobaczyć wodę u podnóża skał.

[Zamglony globus na Nordkapp]

[Skały we mgle, ale morze widać]

[Przylądkowy widok na morze Barentsa]

Jakieś 100, może 200 metrów na zachód od obecnego Nordkappowego globusa, w miejscu, które jeszcze 100 lat temu było uznawane za najbardziej północy przylądek Europy, znajduje się niewielki obelisk i tabliczka informacyjna.

[Obelisk w miejscu wcześniej uznanym za najbardziej wysunięte na północ]

W czerwcu 1988 roku na Nordkapp spotkało się siedmioro dzieci - Jasmine z Tanzanii, Rafael z Brazylii, Ayumi z Japonii, Sithideh z Tajlandii, Gloria z Włoch, Anton z ZSRR i Louise z USA. Każde z dzieci zaprojektowało płaskorzeźbę, które rok później zostały odlane w brązie. Postawiono tam wówczas również rzeźbę "Matka i dziecko" Evy Rybakken.
Od 1989 roku przyznawana jest nagroda Dzieci Ziemi. Nagrodę tę w wysokości 100 000 koron może dostać osoba lub organizacja, która pomaga dzieciom znajdującym się w trudnej sytuacji.

[We mgle teren Nordkapp wygląda trochę jak krajobraz księżycowy]

[Informacja o rzeźbie "Dzieci Ziemi"] 

[Rzeźba "Dzieci Ziemi"] 


Na terenie Nordkapp pracuje wielu zagranicznych studentów, więc rozmowy po szwedzku odpadają, chyba że akurat trafi się na Norwega.

niedziela, 7 maja 2017

Noc w lesie

W ostatnią sobotę kwietnia wybraliśmy się na obserwowanie zwierząt w lesie. W Hälsinglandzie znaleźliśmy zagrodę Norrigården Vildmark, którą prowadzi leśniczy. Poza dziennymi wycieczkami do lasu i noclegiem w gospodarstwie, można tam wynająć na noc jedną z dwóch kryjówek w lesie: małą lub dużą.

My zarezerwowaliśmy małą, ale ponieważ nie było innych gości tego dnia, leśniczy zaproponował nam zostanie na noc w dużej, która ma toaletę w środku.

[Widok z górnego łóżka]

[Stanowiska obserwacyjne]

Samochód zostawiliśmy na podwórku leśniczego. Następnie leśniczy zabrał nas do lasu swoim samochodem, a na końcu czekał nas jeszcze kilkunastominutowy spacer przez las. W całkowitej ciszy, żeby nie spłoszyć zwierząt.

[Śnieg na leśnym poboczu]

Gdy dotarliśmy na miejsce, była mniej więcej godzina 16:30. Zwierzęta pojawiają się w okolicy godziny 19:00, a potrzeba około 2 godzin, żeby zapach ludzkich śladów rozmył się na tyle, by zwierzęta przestały omijać dane miejsce.
Wewnątrz drewnianego domku było 0 stopni. Leśniczy włączył ogrzewanie gazowe i poinstruował nas, że możemy rozmawiać tylko szeptem, nie powinniśmy tupać, a gdy zwierzęta zjawią się w pobliżu, nie powinniśmy wykonywać gwałtownych ruchów (będąc w pomieszczeniu!), żeby ich nie przepłoszyć.

[Regulamin]

W domku nie było prądu ani bieżącej wody. W tym, w którym spaliśmy była toaleta kompostująca, a w drugim, mniejszym, toaleta była kilka metrów za domem - dla tych mniej odważnych zostawiono wewnątrz domu wiadro.

Oba drewniane domki są pokryte siatką maskującą, ale poza oknami mają też otwory na aparaty fotograficzne, żeby nie trzeba było robić zdjęć przez szybę. Między małą a dużą kryjówką znajduje się rzadszy las, w którym wysypywane jest jedzenie dla niedźwiedzi. Poza niedźwiedziami przychodzą w tę okolicę również rosomaki i lisy.

[Widok z okna]

[Ogrzewanie]

Nam udało się zobaczyć niedźwiedzie, ale były w oddali, tak że trzeba było patrzeć przez lornetkę, by je zobaczyć.

W nocy nagrzaliśmy wnętrze do jakichś 10 stopni, więc można było obserwować las siedząc bez czapki, chociaż pod kocem.  Pod koniec kwietnia w nocy jest ciemno przez kilka godzin, więc poszliśmy spać. A kładąc się spać wyłączyliśmy ogrzewanie. Dzięki temu prostemu trikowi temperatura nad ranem spadła do 5 stopni, a ja spędziłam noc w śpiworze, czapce i pod kocem.

[Pobudka]

[Temperatura o poranku]

O 7 rano przyjechał po nas leśniczy. Gdy zobaczył, że nam zimno, wysłał nas do nagrzanego samochodu, więc mogliśmy odmarzać w czasie, gdy on m.in. zbierał informacje z zamontowanych w pobliżu kryjówek kamer. Miło z jego strony, że przychodząc po nas zostawił w lesie otwarty samochód.
Gdy jechaliśmy do zagrody, widzieliśmy w lesie dwie samice głuszca - stały przy drodze i najwyraźniej na coś czekały - a później jeszcze stado saren na polu leśniczego. Zapytaliśmy, czy one nie boją się podchodzić tak blisko. Leśniczy odpowiedział, że przestały przychodzić zimą, gdy dwa razy wilki upolowały w tym miejscu sarny, ale teraz znowu przychodzą.

[Sarny przed domem leśniczego]

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Ślady w śniegu - pies czy wilk?

Przez podwórko przy studze biegły ślady - od wewnętrznej drogi osiedlowej, przez podwórku, skręcały za domem, a następnie w stronę drugiej drogi za domem, za którą jest las.

Ślady wyglądały na psie, miały około 8 cm, miejscami widać było wyraźnie odciśnięte pazury. Ślady układały się w jedną linię i szły prosto, bez nadmiarowych zakrętów wskazujących na rozglądanie się. Między dwoma kolejnymi śladami był około 30 cm odstępy.

[Ślad w ziemi]

[Ślad w śniegu; widoczne pazury]

Z jednej strony ślady trochę za małe, jak na wilka (o 2-3 cm za małe), i zbyt blisko zabudowań (około metra od ściany domu i przez środek podwórka). Nie było jednak w pobliżu śladów butów, a psów biegających bez smyczy praktycznie się nie spotyka. Ponadto ślady szły prosto, jakby zwierzę wiedziało dokąd idzie, a nie tylko zwiedzało okolicę.

[Po lewej stronie stuga, po prawej ślady zwierzęcia]

Ślady wchodziły w gęsty las, więc nie sprawdziliśmy dokąd prowadzą, a bez przeanalizowania dłuższego kawałka śladów, a być może nawet znalezienia odchodów, nie jest łatwo stwierdzić, czy ślady należą do psa, czy do wilka, który też jest częścią psiej rodziny.

[Ślady prowadzą do lasu]

wtorek, 3 stycznia 2017

Karmnik i ptaki

Jesienią zbudowaliśmy karmnik i postawiliśmy go tuż przy oknie, żeby móc obserwować, kto nas odwiedza. Do karmienia kupiliśmy najpierw ziarniste kulki i mieszankę zbóż, ale widać było, że sikorki zostawiają zboże, wyjadając orzeszki ziemne i słonecznik.

[Karmnik]

Raz przy karmniku widać było ślady saren - pewnie przyszły po zboże, którego nie zjadły ptaki.

[Tajemniczy ziarnożercy]

Dokupiliśmy więc 10 litrowe opakowanie słonecznika (szarego w białe pasy, dopiero niedawno się dowiedziałam, że czarny jest lepszy, bo bardziej tłusty).

[Wiadro słonecznika (to nie jest największa paczka, którą można kupić!)]

Na słonecznik skusiły się trzy rodzaje sikorek:
- bogatka
- modraszka
- raniuszek (tego widziałam tylko raz albo dwa)

[Sikorki]

Niestety sikorki nie chcą spokojnie jeść w karmniku, tylko podlatują, biorą jedno ziarno i uciekają na pobliskie drzewo. Tam rozłupują nasiona, rozrzucając łupki na trawnik. Przy okazji zrobiły tam też toaletę, więc gdy nie ma śniegu, ziemia upstrzona jest białymi plamami i łupkami - trochę jak śmietnik wygląda... ale posprzątamy to na wiosnę!

[Ptasi śmietnik]

Raz zjawił się dzięcioł - z czarnym czubkiem głowy i czerwonymi piórami przy ogonie. Duży (w porównaniu do sikorek) i piękny - nigdy wcześniej nie oglądałam dzięcioła z tak bliska! Chciałam, żeby do nas częściej wpadał, więc poczytaliśmy i okazało się, że te ptaki lubią orzeszki ziemne. Kupiliśmy orzeszki w siatce - pół leży w karmniku, pół zwisa (myślałam, że ptak może mieć problem ze zmieszczeniem się do środka, ale okazuje się, że jeśli chce, to je w środku karmnika bez problemu) - i teraz dzięcioł przylatuje codziennie. Nie trzeba nawet siedzieć przy oknie i czekać - tak wali dziobem w karmnik, że słychać go nawet z drugiego pokoju!

[Dzięcioł]

niedziela, 11 października 2015

Nietoperze przy uniwersytecie

Nie miałam specjalnych planów na tegoroczną jesień, do czasu, gdy dostałam ulotki z kursami oferowanymi przez Medborgarskolan i ABF. W Medborgarskolan byliśmy jakieś dwa lata temu na szwedzkich konwersacjach, ale było bardzo przeciętnie, więc nasza przygoda z kursami językowymi zakończyła się na tym jednym.

W katalogach znalazłam kilka kursów, które strasznie mi się spodobały, ale nie chciałam brać za dużo, więc z wielkim bólem zrezygnowałam z wykładów o historii Szwecji. Zapisałam się za to na 10-godzinny kurs pływania kajakiem (to już za mną, kurs był w sierpniu), wybrałam się na nietoperzowy spacer z przewodnikiem i będę poznawać zdrową kuchnię skandynawską (w listopadzie).

Na spacery z przewodnikiem nie trzeba się zapisywać. Trzeba przyjść we wskazane miejsce o podanej godzinie, znaleźć (nieoznaczoną!) grupę i kupić bilet na spacer.

Pan przewodnik od nietoperzy miał takie małe, przypominające radio, urządzenie, które tłumaczyło z "nietoperzowego" na "nasze". Można dzięki niemu było usłyszeć piski i klikania, gdy w okolicy pojawiał się nietoperz.

W parku przy uniwersytecie w Sztokholmie można spotkać 3 gatunki nietoperzy (z 19 obecnych w Skandynawii):
- nordycki (nordfladdermus)
- wodny (vattenfladdermus)
- karlik drobny (dvärgpipistrell)

Każdy gatunek "nadaje" na innej częstotliwości i ma inny wzór dźwięków - trudno to nazwać melodią, są to raczej piski i stuki. Czasem z urządzenia przewodnika było słychać coś, co dla mnie brzmiało jak nietoperz, ale przewodnik mówił, że to tylko zakłócenia...

W czasie, gdy przewodnik skupiał się na swoim radyjku, zmieniając częstotliwości i kierując urządzenie w różne strony, by sprawdzić obecność poszczególnych gatunków nietoperzy, my oglądaliśmy nietoperze przelatujące tuż nad naszymi głowami. 

Obserwacja nietoperzy wodnych była szczególnie ciekawa. Mieliśmy mocną latarkę, która oświetlała pas wody sięgając drugiego brzegu (jakieś kilkadziesiąt metrów), do tego włączyliśmy radyjko i jak tylko pojawiał się dźwięk, wpatrywaliśmy się w oświetloną powierzchnię wody. Nietoperze przelatywały z dużą prędkością tuż na wodą.

Gdy chce się obserwować nietoperze, ważna jest pogoda. Musi sprzyjać małym owadom - im więcej komarów i muszek, tym większa szansa na spotkanie po zmierzchu nietoperza.

Wracając ze spaceru, spotkaliśmy inną grupę wyruszającą na poszukiwanie nietoperzy. Była to grupa zorganizowana przez Muzeum Historii Naturalnej (Naturhistoriska museet) i było w niej ze 100 osób. Ich przewodnicy mieli odblaskowe kamizelki i megafony. Przy nich nasza grupa wypadała skromnie - było nas kilkanaście osób z jednym przewodnikiem.


Informacje o nietoperzach w Szwecji: 

wtorek, 28 lipca 2015

Kolmården

Ogród zoologiczny w Kolmården założono w latach '60. Od początku planowany był jako miejsce, gdzie zwierzęta nie mieszkają w klatkach i maja duże otwarte wybiegi.

[Hotel dla owadów, w menu: nektar]

Kolmården to miejscowość położona niecałe 150 km na południowy zachód od Sztokholmu. Większość tej trasy pokonuje się autostradą E4, ale ostatnie 30 km to wąska kręta droga przez kilkudomowe osady i lasy.

Pierwsze, co nas zaskoczyło po przyjeździe na miejsce, to naprawdę duży parking. Prognoza pogody zapowiadała deszcz, wiec spodziewaliśmy się niewielu odwiedzających, ale pomyliliśmy się. Bardzo. Najwyraźniej ludzie uważają, ze w czasie deszczu przyjemniej spacerować po zoo niż siedzieć na plaży.

Bilety wstępu można kupić nie tylko w kasie, ale również na stronie internetowej parku, więc nie trzeba stać w kolejce.
Przy wejściu do parku są automatyczne bramki, które nie działały, gdy my przyjechaliśmy, i bilety sprawdzano ręcznie.

Za bramkami są wózki, podobne do dziecięcych zabawek: platforma na kółkach i dyszel. W parku widzieliśmy dużo rodzin, które na tych wózkach woziły torby, lodówki turystyczne, parasole a nawet dzieci.

Największym hitem podczas naszej wizyty w parku były niedźwiedzie chodzące po drzewach. Pierwszy raz w życiu widziałam, jak mały niedźwiadek wspina się kilka metrów w górę na drzewo.

[Mały miś]

[Misiowa wspinaczka]

Część parku poświęcona tygrysom jest urządzona w stylu azjatyckim. Budynki wyglądają jak wyjęte w Tomb Raidera, stoisko z jedzeniem serwuje bodajże tajskie jedzenie w "chińskich" pudełkach, z pałeczkami. Klimat jest naprawdę fajny!
Do tego "prezentacja" tygrysów w porze karmienia jest tak ułożona, że (mam wrażenie) nietresowane zwierzęta, zachowują się zgodnie z muzyką. Tzn. opiekun rzuca im mięso raz z jednej raz z drugiej strony rzeczki płynącej przez wybieg, a tygrysy biegną do niego przez most złożony z kilku kamieni. I akurat wtedy leci taka bardziej dynamiczna muzyka.

[Budynek przy wybiegu tygrysów - widok z boku]

[Budynek przy wybiegu tygrysów - widok z przodu]

Na wybiegu znajduje się wkopany autobus z rosyjskimi napisami. To pewnie dlatego, że mieszkają tam tygrysy syberyjskie. Widziałam kiedyś zdjęcia z odwiedzin króla w Kolmården, wówczas król i opiekun tygrysów byli wewnątrz tego autobusu.

[Tygrysy]

Na drugim końcu parku znajduje się kolejka linowa o długości ponad 2,5 km. Wagoniki są ośmioosobowe, ale my jechaliśmy tylko we dwoje. Obsługa kolejki przydziela odwiedzających do wagonika, więc pewnie w dni, gdy odwiedzających jest więcej, upychają ludzi bardziej (za nami stała rodzina 4-osobowa, więc spokojnie mogliby nas wpakować do jednego wagonika).

[Odjeżdżające wagoniki]

[Powracające wagoniki]


[Widok na zatokę]

[Kolejka]

Kolejka jedzie nad wybiegami niedźwiedzi, łosi, żyraf, zebr i lwów, a przewodnik audio (do wyboru w języku szwedzkim, fińskim, angielskim i duńskim albo norweskim) opowiada o zwyczajach zwierząt. To była druga najfajniejsza atrakcja parku, zaraz po niedźwiedziach.

[Niedźwiedź na drzewie]

[Żyrafy ze znajomymi]

[Żubry]

[Łosie]

[Lwy]

Gdy zaczęło bardziej padać, wróciliśmy do domu. Drugie pół parku - w tym małpiarnia - musi poczekać na kolejna wizytę.

W parku jest też cześć rozrywkowa poświęcona Bamsemu (Bamses Värld), z atrakcjami dla najmłodszych fanów najsilniejszego niedźwiadka na świecie. Można odwiedzić dom Bamsego, przejechać się samochodem z żółwiem Skalmanem, pokręcić się na statku albo przejechać się kolejką.

[Świat Bamsego - statek]

[Świat Bamsego - domek Bamsego]

[Świat Bamsego - domek babci]