Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Żaglówką do Finlandii

Gdy zimą rozmawialiśmy o letnich wakacjach, wiedzieliśmy już, że będziemy chcieli je spędzić na łódce. Patrzyliśmy na różne trasy, ale głównie na takie, gdzie można by było popływać od portu do portu, niezbyt długie odcinki. Opcja odwiedzenia Ålandii wydawała mi się nieco szalona, ale braliśmy ją pod uwagę w wersji 'popłyńmy do miasta Mariehamn, a jak będzie nam dobrze szło, to może dopłyniemy do Finlandii'.

Archipelag Ålandii to wyspy położone między stolicą Szwecji i Finlandii. Oddzielają morze Botnickie od Bałtyku. Formalnie jest to część Finlandii, ale ma swoją flagę i wszyscy mówią tam po szwedzku (poza tym, że mówią też po fińsku; w kontynentalnej Finlandii oba języki są urzędowe, ale moje doświadczenie jest takie, że łatwiej porozumieć się tam po angielsku niż po szwedzku).

W czasie wiosennych porządków w naszym klubie łódkowym rozmawialiśmy ze Stefanem, który chciał zorganizować grupową klubową wyprawę do Finlandii i Ålandii. Mnie ta opcja trochę przerażała - bo przecież do tej pory pływaliśmy tak, że zawsze ląd było widać, były inne łódki w okolicy, a teraz mielibyśmy płynąć po otwartym morzu, na dodatek nocą! Niemniej towarzystwo doświadczonych ludzi trochę mnie uspokajało i pozwoliło poczuć, że będziemy mieli wsparcie, więc będzie łatwiej; nawet jeśli o czymś sami nie pomyślimy, to inni zwrócą na to uwagę. Dobra okazja, żeby się czegoś nauczyć. Tak dołączyliśmy do grupy.

Im bliżej wyjazdu, tym bardziej intensywne były przygotowania - kupiliśmy stroje na deszcz i niską temperaturę, SUPa zamiast pontonu (wydawał się mniej problematyczny w trzymaniu na łódce, w praktyce okazało się, że w jedynym miejscu, gdzie się u nas mieści, blokuje widok i przejście z jednej strony łódki), zapasowe szekle, linę i grab baga (torbę do ewakuacji, w której znalazły się m.in. nóż, paszporty, krem z filtrem, czekolada i żyłka z haczykami do łowienia ryb). Pierwszy tydzień urlopy spędziliśmy jeżdżąc po sklepach przygotowując się do wyjazdu. Wcześniej, bo 3 tygodnie przed wyjazdem, zamówiliśmy mapy - trzeba było je sprowadzać z Finlandii, przy czym sklepy z mapami miały jedynie fińską wersję językową bez opcji zmiany języka chociażby na angielski. Papierowe mapy (elektroniczne mieliśmy - zarówno na nawigacji na łódce jak i w aplikacji na telefonach) przyszły w ostatniej chwili, odbieraliśmy je rano w dzień wyjazdu - poczta jest na stacji benzynowej, która otwiera się 1.5h przed otwarciem poczty, ale pani z obsługi zrozumiała sytuację i wydała nam paczkę wcześniej.

To, że nasza łódka będzie najwolniejsza, było wiadomo od początku. Motorożaglówki nie są specjalnie dobre ani jako żaglówki ani jako motorówki. Maksymalna prędkość, jaką my możemy osiągać to 6 węzłów; żaglówki innych uczestników mogą pływać po 8-9 węzłów. Po kilku godzinach od wystartowania z naszego portu straciliśmy wszystkich uczestników nie tylko z zasięgu wzroku, ale nawet z zasięgu radia. Wcześniej mogliśmy słyszeć, jak próbowali zrobić kawę, ale za mocno bujało na falach.

[Wyruszamy w drogę]

Fale to ta rzecz, której najbardziej się obawiałam. Prognozy nie mówiły nic o burzach (na szczęście), ale niektóre modele pogodowe przepowiadały nawet 2-metrowe fale. I chyba takie były, bo w nocy widać było, że fala była wyższa niż nasza łódka od powierzchni wody do dachu. Dodatkowo okres fal (tak, to też podają prognozy) był dosyć krótki, więc łódką bujało mocno.

Później okazało się, że w takich warunkach nie tylko ja dostałam choroby morskiej, ale na każdej łódce była co najmniej jedna osoba z takim samym problemem. Ludzie z naszej grupy mówili, że na ogół morze jest dużo spokojniejsze, szczególnie gdy w nocy wiatr się trochę uspokaja.

W nocy niebo było zachmurzone, ale nie całkiem, więc nie zrobiło się też całkiem ciemno - zachód słońca przeszedł we wschód. W czasie, gdy było najciemniej, przekraczaliśmy TSS - taką morską autostradę dla statków transportowych, która znajduje się na granicy szwedzko-fińskiej. Po stronie szwedzkiej płyną statki na południe, a po fińskiej na północ. Mamy na łódce AIS - nadajnik i odbiornik - więc dostawaliśmy ostrzeżenia, jeśli płynęliśmy z kimś na kolizyjnym kursie; trzeba było wtedy zmienić prędkość albo kierunek poruszania się. Przy naszych prędkościach i dobrej widoczności było bardzo dużo czasu na reakcję, niemniej to, że człowiek był zmęczony, śpiący i chory mogło wpływać na podejmowanie decyzji.

[Najciemniejszy moment nocy]

Gdy następnego dnia zobaczyliśmy ląd trzeba było się ogarnąć i wywiesić na łódce gościnną flagę Finlandii. W porcie przywitali nas nasi znajomi z grupy - niektórzy dotarli nawet 6 godzin wcześniej niż my. Nam trasa zajęła 30 godzin głównie dzięki temu, że gdy wiatr słabł podnosiliśmy prędkość dodając do żagli trochę mocy z silnika.

[Finlandia]

Drugiego dnia nasza grupa, bez nas, wyruszyła na wyspę Isokari zobaczyć latarnię morską, a my zostaliśmy w Uusikaupunki (czy używając szwedzkiej nazwy - Nystad), żeby odzyskać siły. Ja w sumie dwie doby żyłam na niedużej ilości suchego chleba i wody. Dopiero trzeciego dnia odważyłam się zjeść kawałek pizzy, a czwartego dnia już mogłam zjeść normalne śniadanie. To doświadczenie spowodowało jednak, że przez całą resztę naszej podróży bardzo uważałam, żeby się przypadkiem nie najeść, jeśli po jedzeniu czekało nas pływanie.

[Informacja o sortowaniu śmieci, a na niej 'kartonki']


[Park wiatraków w Nystad]


[Pooki - restauracja z marynistycznym wystrojem]


[Nagrobek ze szwedzkim tekstem.
Groby z drugiej wojny miały już napisy po fińsku]

niedziela, 2 kwietnia 2017

Biegówki

Śnieg stopniał, a wyczyszczone narty czekają na kolejny sezon. Bo już mamy swoje!

Na początku marca wybraliśmy się do Älvåsen, wypożyczyliśmy biegówki i pojechaliśmy na 4km trasę, gdzie wcześniej spacerowaliśmy. Tak się nam spodobało, że tydzień później jeździliśmy już na swoim sprzęcie.

[Trasa w Älvåsen]

Ponieważ do sklepu pojechaliśmy dzień po naszym pierwszym kontakcie z biegówkami, musieliśmy poprosić o pomoc sprzedawczynię. Spędziła z nami z pół godziny pomagając wybrać narty i buty, zaznaczając strefy woskowania na nartach i tłumacząc, co i jak często należy przy nich robić. Poza nartami, butami i kijkami, kupiliśmy więc również wosk, "żelazko" do woskowania, klej (podobno prostszy w użyciu niż woski do strefy hamowania), sprej i szmatki do czyszczenia, szczotkę, i dwa plastiki (płaski i okrągły) do zdrapywania nadmiaru wosku.

Zanim wybraliśmy się do sklepu, nawet nie wiedziałam, że narty mają strefę hamowania (być może ma to bardziej profesjonalną nazwę). I że z tego powodu narty biegowe dopasowuje się nie tylko do wzrostu, ale również do wagi. Gdy ciężar ciała spoczywa na obu nartach, strefa hamowania nie ma kontaktu z podłożem, ale gdy ciężar przeniesie się na jedną nogę, to narta pod tą nogą powinna się stykać ze śniegiem całą powierzchnią.

W nowych nartach trzeba tę strefę zeszlifować - chociaż słowo "mocno porysować" lepiej oddaje to, co się z nartami robi - a następnie nawoskować albo nałożyć na nią klej. My użyliśmy pasków kleju, który rozciągnęliśmy na brzegach, bo równy brzeg mógłby spowodować, że narta by pojechała, a klej został na śniegu (tak przynajmniej powiedziała nam sprzedawczyni).

[Paski kleju]

Na pozostałą część narty nałożyliśmy wosk, topiąc go tym specjalnym żelazkiem. Po kilkunastu minutach nadmiar wosku zdrapaliśmy. I narty gotowe.

[Woskowanie nart]

Zarówno wosk i klej kupuje się na konkretne temperatury - my wosk mieliśmy bardziej wiosenny, bo na zakres -4 do +4 stopnie C. Wygląda więc na to, że woski trzeba będzie zmieniać kilka razy w sezonie. Albo biegać tylko wtedy, kiedy temperatura jest odpowiednia dla aktualnie nałożonego wosku ;-)

Muszę tu wspomnieć, że woskowanie nart w domu nie było najlepszym pomysłem. I nawet nie chodzi o kapanie woskiem na podłogę, bo takich plam mieliśmy zaledwie kilka - pod nartami mieliśmy rozłożone gazety. Ale przy zdrapywaniu nadmiaru wosku, pryskał on we wszystkich kierunkach, a potem wcierał się w podłogę. Dzięki temu podłoga w części pokoju została tak dobrze nawoskowana, że w ciągu kolejnych 2 tygodni kilka razy zdarzyło się nam lądować na podłodze, gdy szliśmy przez nawoskowaną strefę. Myślę, że dużo bezpieczniej robić woskowanie na podwórku; ewentualnie można spróbować szczelnie zakryć dużą (większą niż tylko najbliższa okolica nart) część podłogi w pokoju.

Jeśli chodzi o czyszczenie nart, to wosk wystarczy spryskać płynem do czyszczenia nart i przetrzeć szmatką. Większy problem jest z klejem. Po zdarciu jego grubszej warstwy, wciąż zostaje go sporo, a gdy próbuje się użyć spreju i szmatek, to klej zaczyna się przenosić na szmatkę i na palce, co nie jest przyjemne, bo trudno się go zmywa. Ale jest to możliwe!
Czyste narty czekają teraz na kolejną zimę.

wtorek, 21 lutego 2017

Rezerwat Älvåsen zimą

Przez ostatnich kilka tygodni śniegu w Sztokholmie było mało, a przecież jest luty, to nic dziwnego, że się człowiekowi marzy zimowy krajobraz. Przypadek sprawił, że trafiłam w Internecie na informację o rezerwacie przyrody w Älvåsen, niedaleko miejscowości Hassela. Trafić tam nie było łatwo (teraz już znam dokładne współrzędne: lat 62,0618 i long 16,7298), ponieważ ktoś zapomniał postawić w jednym miejscu znaku informującego o konieczności odbicia z głównej drogi.

Droga dojazdowa jest utrzymywana w wersji zimowej. Przy Hasseli droga była odśnieżona i trochę wyjeżdżona, więc była zarówno twarda nawierzchnia jak i lód. Im bliżej rezerwatu, tym więcej mieszanki lodu ze śniegiem, a na ostatnim kawałku już sam śnieg.




Tuż przed rezerwatem jest parking. Gdy przyjechaliśmy stało tam kilka samochodów a ludzie przypinali swoje narty, bo od razu przy parkingu zaczynają się dwie kilkukilometrowe trasy biegowe!

Do rezerwatu zimą nie bardzo da się wejść, bo szlaki do wędrówek pieszych zasypane są co najmniej półmetrową warstwą śniegu. Śladów ludzkich butów na nich nie stwierdzono. Szliśmy więc wzdłuż trasy do biegania, ale gdy tylko się dało, skręciliśmy w przeciwnym niż narciarze kierunku.

[Trasa do biegów narciarskich]

Z lasu wyszliśmy na całkowicie płaski teren. Nie ma tak idealnie równych pól uprawnych! To musiało być zasypane śniegiem jezioro. Nasze przypuszczenia potwierdziła znaleziona na skraju lasu przysypana śniegiem łódka.

[Jezioro zasypane śniegiem]

[Coś przebiegło przez jezioro]

Jeśli w weekend będzie słoneczna pogoda, to może uda się nam wypożyczyć narty i spróbować swoich sił w zupełnie dla nas nowym sporcie? Jeśli nie, to na pewno przyjedziemy do Älvåsen późną wiosną lub latem, żeby pospacerować po rezerwacie i sprawdzić, co takiego można zobaczyć z wieży widokowej.






niedziela, 12 lutego 2017

Puchar Świata w biegach narciarskich, Falun 2017

Dwa tygodnie temu w Falun odbyły się zawody w biegach narciarskich - jedne z zawodów w ramach Pucharu Świata. Pojechaliśmy zobaczyć, jak taka impreza wygląda i muszę przyznać, że zaskoczył mnie zarówno rozmiar trasy (oglądaliśmy sprint), jak i liczba kibiców.

[Skocznie w Falun]

[Tymczasem na niesprintowej trasie biegowej]

O ile trybuny przy linii startu i mety były wypełnione po brzegi, to już wzdłuż trasy ludzie stali pojedynczo, więc można było podejść gdziekolwiek i wszystko było dobrze widać.

[Kibice na Mördarbacken]

[Ekipa przedbiegaczy]

Trasa sprintu była na tyle krótka, że stojąc przy podbiegu na Mördarbacken widać było linię startu i odcinek tuż za startem, podbieg i jeszcze zakręt po zjeździe z Mördarbacken.

Ciekawe było, czym zajmowali się ludzie w oczekiwaniu na biegi. Otóż piknikowali. Siedzieli na karimatach, przy grillach i ogniskach, które rozpalali na śniegu, na zalesionym terenie ośrodka sportowego, przy trasie biegowej. Ktoś chyba nawet obchodził urodziny, bo jedna z grup ogniskowych śpiewała szwedzkie Sto lat.

[Piknik na śniegu]

[Grillowanie]

środa, 8 lutego 2017

SM-veckan w Söderhamn

SM-veckan, to tydzień (a właściwie dwa, bo jeden zimą i jeden latem), w którym odbywają się mistrzostwa Szwecji w różnych sportach. W tym roku zawody zimowe odbywały się w Söderhamn, gdzie miałam zaplanowane ferie zimowe.

Riksidrottsförbundet (Szwedzkie Stowarzyszenie Sportowe) decyduje, w jakich dyscyplinach będą rywalizować sportowcy i wygląda na to, że na zimowych zawodach nie muszą znaleźć się wyłącznie sporty zimowe. W tym roku były między innymi taniec towarzyski na wózkach, kręgle i trial motocyklowy.
Były też klasyczne sporty zimowe, jak biegi narciarskie czy slalom równoległy, ale mnie najbardziej zainteresowały wyścigi skuterów i biegi narciarskie z psami.

Nie czytałam wcześniej o zasadach wyścigów skuterów, ale wyglądało to mniej więcej tak, że na owalnym torze były kilka śniegowych górek; skutery ruszały jednocześnie i gdy ostatni z zawodników zbliżał się do końca pierwszego okrążenia, na tor wyjeżdżał dodatkowy skuter. Wyścig kończył się, gdy dwóch lub trzech zawodników wyprzedziło ten dodatkowy skuter.

[Wyścigi skuterów śnieżnych]

W czasie zawodów była też chwila grozy, gdy jedna z prowadzących zawodniczek wypadła na zakręcie ze swojego skutera. Po upadku leżała na śniegu obok pojazdu, na środku trasy wyścigu, ale na szczęście nikt z pozostałych zawodników w nią nie wjechał. Chyba nic poważnego się nie stało, bo gdy przyszli medycy, to dziewczyna szła już o własnych siłach.

Biegi narciarzy z psami wyglądały tak półprofesjonalnie, bo psy się gubiły...
Na pierwszych okrążeniach (dwóch u panów i jednym u pań) pies ma założoną uprząż, do której podczepione są małe sanki (albo jakiś obciążnik), a za sankami jest narciarz z kijkami (czyli taki tradycyjny narciarz biegowy). Początkowo myślałam, że psy będą narciarzy ciągnąć pod górę, ale wyglądało na to, że przez około pół górki narciarz i pies biegli obok siebie. Ponadto psy się plątały między sobą (uroki startu wspólnego w zawodach z dużą ilością linek), czasem nie wyrabiały na zakrętach, a praktycznie wszystkie poza pierwszymi dwoma biegnącymi blisko siebie, próbowały skracać drogę i trzeba było je zawracać na trasę.
Na ostatnim okrążeniu narciarze odpinali większość uprzęży oraz sanki i przyczepiali linkę od psa bezpośrednio do swojego pasa. W czasie wyścigu pań, jeden bies był tak podekscytowany udziałem w zawodach, że zapomniał poczekać na podczepienie do swojej narciarki i ona go później musiała dogonić na trasie. Najwyraźniej się udało, bo do mety wszyscy dotarli w parach ludzko-psich.

[Bieg narciarzy z psami]

[Bieg narciarek z psami]

Z żeglarstwem na lodzie był pewien problem. Lód był, ale wiatru prawie wcale. Część zawodów odwołano i uznano wyniki cząstkowe za końcowe.
Widziałam tutaj dwa typy żagli - jeden przypominał żagiel do windsurfingu, a drugi duży latawiec.


[Żeglarstwo na lodzie]

W czasie SM-veckan miało miejsce Vinterkalaset (Zimowa Impreza), w ramach którego co wieczór na scenie pod ratuszem w Söderhamn wstępowali muzycy.

niedziela, 31 stycznia 2016

Bezpieczeństwo na lodzie

W tym roku po raz pierwszy wyszłam w łyżwach na jezioro. Zaczęłam od małego miejskiego jeziora, które na dodatek było nieodśnieżone, więc jeździło się bardzo wolno.

Na lodzie ludzie jeździli, spacerowali całymi rodzinami, z wózkami dziecięcymi, sankami. Lód przysłonięty śniegiem wyglądał trochę jak łąka. Tylko wędkarze siedzący przy takich malutkich lodowych kraterach (ta kupka lodu z wetkniętą wędką nie wyglądała jak znany z telewizji przerębel) przypominali, że tam pod spodem jest woda.

Szwedzi bardzo polecają jazdę długodystansową. Na jeziorze takim jak Mälaren jest się gdzie rozpędzić - podobno to niesamowite uczucie, szczególnie gdy wiatr wieje w plecy. Taka trasa to często 20-30 km. Trzeba się więc do niej przygotować - poza łyżwami, kijkami, prowiantem i napojami bardzo ważny jest sprzęt ratunkowy.

Jest kilka podstawowych zasad, o których trzeba pamiętać, gdy wpadnie się do wody:
- należy obrócić się w kierunku, z którego się przyjechało - tam lód był wystarczająco mocny, by nas utrzymać, więc tam trzeba wrócić
- opieramy się przedramionami o lód i próbujemy go ukruszyć - trzeba złamać tak dużo lodu, jak się da, by dotrzeć do wystarczająco grubego
- następnie przy pomocy specjalnych kolców (isdubbar) lub czegoś ostrego wyciągamy się z wody - powoli, raz jedna ręka, raz druga; i tak czołgamy się po lodzie jeszcze kawałek, by odsunąć się od wody

Ponadto sprzęt:
- kask
- niemetalowy gwizdek
- kolce (isdubbar)
Warto mieć też linę ratunkową i suche ubranie w wodoszczelnym opakowaniu.

Kolce są bardzo prostym, ale ciekawym narzędziem. Nosi się je na szyi i ważne, żeby były wysoko na klatce, praktycznie tuż przy szyi - chodzi o to, by ich nie zgubić i nie szukać na plecach w momencie, gdy się wpadnie do wody.

[Kolce w zestawie z gwizdkiem kupione w sklepie Clas Ohlson]

[Instrukcja obsługi kolców]

Bardziej szczegółowe informacje dotyczące przygotowań do jazdy po jeziorach można znaleźć tutaj.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Mecz bez zwycięzcy

W meczach piłki nożnej drużyn dziecięcych (poniżej lat 13) nie będzie ogłaszanych zwycięzców. Przepisy wejdą w życie w roku 2017, niemniej organizatorzy turniejów będą mogli ubiegać się o zwolnienie konkretnych zawodów z przestrzegania tego prawa.

Szwedzki Związek Piłki Nożnej (Svenska Fotbollförbundet) podjął tę decyzję po kilku latach obserwacji grup dziecięcych. Chcą w ten sposób zmniejszyć napięcie i poprawić atmosferę panującą w czasie zawodów.

Źródło: DN Sport

poniedziałek, 23 lutego 2015

Sportlov, czyli ferie zimowe

Zimową przerwę dla uczniów wprowadzono w Szwecji w latach '40 XX wieku. W ramach oszczędzania węgla, który był w tamtym czasie towarem reglamentowanym. Stąd też ferie zimowe wzięły swoją pierwszą nazwę - kokslov.
Uczniom organizowano w tym czasie różne zajęcia, które w niedługim czasie zaczęły się skupiać wokół sportów zimowych, a ferie zmieniły nazwę na sportowe (sportlov).

W latach '50 doszedł argument medyczny - późną zimą zwiększa się ilość infekcji, więc unikanie skupisk ludzi pomaga ograniczyć ilość zarażeń (szczyt zachorowań na grypę przypada - o ile dobrze pamiętam - w lutym).

Ferie zimowe w Szwecji trwają tydzień i w różnych gminach mają różne terminy, ale zawsze między 7 a 12 tygodniem roku. Ich termin zależy również od daty Wielkanocy, gdyż ferie są planowane tak, by tydzień ferii zimowych i tydzień ferii wielkanocnych nie były zbyt blisko siebie.

W niektórych szkołach wprowadzono eksperymentalne ferie (flexibelt sportlov), gdzie każdy uczeń mógł wybierać, w którym z zaproponowanych przez szkołę tygodni, chce mieć ferie. Zrobiono to, by ułatwić rodzinom mającym dzieci w szkołach w różnych gminach, wspólny wyjazd na ferie.
W jednej ze szkół z pomysłu wycofano się po 2 latach, gdyż koszt zastępstw nauczycieli w szkołach w czasie takich ferii był zbyt wysoki.
Niektóre szkoły rozważają wprowadzenie wyboru tygodnia ferii, ponieważ są rodzice, którzy chcąc wyjechać na tańsze ferie i tak zwalniają dzieci ze szkoły już po oficjalnym terminie ferii.
Część szkół już wycofała się z pomysłu uważając, że dając rodzicom i uczniom wybór, same mają problem z realizacją programu nauczania.

wtorek, 10 grudnia 2013

Lodowisko na Kungsträdgården

W niedzielę pojechałam do centrum, żeby wypróbować moje nowe łyżwy na lodowisku na Kungsträdgården.

Lodowisko mnie zaskoczyło, bo można na nim jeździć za darmo! Ponadto za darmo można wypożyczyć na miejscu kask - kaski są obowiązkowe dla dzieci i rekomendowane dorosłym. Płatne jest jedynie wypożyczenie łyżew (60 SEK za godzinę) oraz ostrzenie łyżew (60 SEK).

Mimo że darmowe, lodowisko ma normalną obsługę - o pełnych godzinach jeździ maszyna wyrównująca lód, są kryte szatnie (w kształcie stożkowych domków), ławki, toaleta.

Wokół lodowiska są rozwieszone lampki, lecą z głośników świąteczne piosenki. Obok są też karuzele i kilka budek z jedzeniem. I jeszcze duża choinka. Wszystko razem tworzy przyjemną atmosferę.




piątek, 6 kwietnia 2012

Å vi e AIK

Firmie udało się kupić bilety na jeden z półfinałowych meczów! Nie jest to rzecz prosta - nam udało się dopiero za trzecim podejściem - bilety rozchodzą się w kilka, może kilkanaście, minut od rozpoczęcia sprzedaży. Nie udało się kupić miejsc obok siebie, ale w każdej grupie był przynajmniej jeden Szwed, który wyjaśniał, co się dzieje.

[bilet: rząd 10, miejsce 9]

Mecz odbywał się w niepozornej metalowej hali Hovet tuż obok Stockholm Globe Arena.
[po lewej Hovet, po prawej Stockholm Globe Arena]

Na początku wszyscy odśpiewali hymn drużyny, potem była prezentacja naszych zawodników i drużyny gości. Przy "naszych" (AIK) wszyscy klaskali, przy gościach były gwizdy i buczenia. Niefajne - lepiej jednak było na polskich meczach siatkówki, gdzie starano się unikać takiego powitania.

[hymn AIK]

Mecz był ważny, ponieważ porażka oznaczała wejście do finału drużyny gości, a wygrana prowadziła do jeszcze jednego meczu, więc dawała gospodarzom szansę na finał.

Atmosfera była bardzo gorąca - pierwsza tercja ciągnęła się dosyć długo, w drugiej padł jeden gol dla AIK, a trzecia była wręcz błyskawiczna i padło w niej po jednym golu dla każdej drużyny. Ale jakie emocje! Ludzie na trybunach śpiewali i zagrzewali gospodarzy do walki, ale padały też wyzwiska pod adresem gości ("jävla bönder") i sędziego ("lilla hora"), który nie był zbyt sprawiedliwy (z tego, co wyjaśniali mi szwedzcy koledzy ;-)) i trochę bardziej gnębił gospodarzy.

Mocnego piwa (piwo dzieli się tutaj na lekkie - dostępne w sklepach spożywczych - i mocniejsze - dostępne w państwowych sklepach monopolowych) nie wolno pić na terenie hali poza wyznaczonymi miejscami. W tych 'miejscach' jest strasznie tłoczno i pijący oddzieleni są od reszty ludzi barierkami. Żeby zmieścić się w takiej strefie, ludzie wychodzili z widowni chwilę przed końcem tercji.

[mecz]
[policja]

[po przerwie]

Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:1. Po jego zakończeniu zawodnicy AIK podjechali pod sektor fanów (pewnie siedzą tam właściciele rocznych karnetów), gdzie było najwięcej transparentów, szalików, flag i innych niezbędnych kibicowi gadżetów, i podziękowali za doping.
[podziękowania dla wiernych kibiców]


Aż mi się zamarzył karnet roczny na następny sezon...