Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inności. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 września 2018

Lekcja parkowania

O miejsce na bezpłatnym parkingu pod domem jest trudno, więc gdy się jakieś znajdzie, to człowiek próbuje zaparkować poprawiając się czasem i dziesięć razy. Nie raz wychodziłam drzwiami od strony pasażera, bo te od strony kierowcy nie otwierały się wystarczająco, a kierowcy z auta po prawej stronie też wypadałoby umożliwić wejście do jego samochodu.
Gdy kika dni temu któryś raz próbowałam poprawić auto, żeby w końcu wjechać na miejsce parkingowe i nikogo nie porysować, zobaczyłam, że jakiś pan puka w moja szybę. Przedstawił się jako nauczyciel ze szkoły nauki jazdy (mają parking obok) i powiedział, że widzi, jak próbuję zaparkować i chciałby mi pokazać, jak to zrobić najłatwiej. Najpierw wyjaśnił w teorii, a później zapytał, czy może wejść do samochodu, to mi pomoże krok po kroku. I faktycznie, wsiadł, wyjaśnił każdy krok i zaparkowałam równo wzdłuż linii za pierwszym razem!
Jakoś wcześniej skupiałam się na tym, żeby po prostu zaparkować, a nie zastanawiałam się nigdy, jak to zrobić optymalnie. Teraz już wiem! 
Jak dobrze mieć sąsiada :-)

wtorek, 31 lipca 2018

Upały i pożary

W Hälsinglandzie śnieg leżał jeszcze w maju. Gdy zaczął topnieć, pojawiły się lokalne podtopienia, a po nich przyszła susza i upały. Już w czerwcu pojawiły się informacje o ogólnokrajowych problemach z jedzeniem dla zwierząt - m.in. krów. Rolnicy mają dla zwierząt pastwiska letnie i łąki, z których robią zimowe zapasy jedzenia. Ze względu na suszę, zwierzętom przestały wystarczać dotychczasowe pastwiska i zaczęły jeść trawę z łąk przeznaczonych na zimę. Pojawiły się wtedy pierwsze inicjatywy łączące ludzi mających nieużywane łąki z potrzebującymi rolnikami. Sprawa zrobiła się tak poważna, że nawet wojsko pozwoliło rolnikom wykosić trawę na poligonach. Część rolników, widząc, że nie będą mieć czym karmić zwierząt zimą, postanowiła zmniejszyć liczebność swoich stad; media informują, że obecnie kolejka do rzeźni jest długa na ponad dwa miesiące.

Drugim problemem są wysokie temperatury. Lipiec był najcieplejszy od 150 lat - nie ze względu na pojedyncze najwyższe temperatury, ale ze względu na średnią dla całego miesiąca. Nawet w Kirunie były dni gdy temperatura osiągała 28 stopni - wiem, bo sprawdzałam; liczyłam, że jeśli u nas będzie za gorąco, to wybierzemy się na kilka dni na północ.

[Termometrowi na oszklonym tarasie skończyła się skala]

Susza i wysokie temperatury przyczyniły się do pożarów. Duża część Szwecji pokryta jest lasami - w gminie Ljusdal, gdzie był największy pożar, lasy pokrywają 95% terenu. Pomimo tego, brakuje planów gaszenia pożarów na dużych obszarach (w tym dróg/przecinek przeciwpożarowych) i jest za mało latających jednostek gaśniczych (o czym była mowa już kilka lat temu przy innym dużym pożarze lasu).
Tydzień temu w wielu województwach wprowadzono zakaz grillowania - nawet na własnej działce i wyznaczonych miejscach. Ale już od wczoraj w Sztokholmie można grillować na własnej działce, a od dzisiaj również w Gävleborg; wciąż jednak nie wolno grillować ani palić ognisk w parkach, nawet w wyznaczonych miejscach. Niektóre sklepy wycofały czasowo ze swojej oferty jednorazowe grille; a campingi i miejsca odwiedzane przez turystów informują o zakazie grillowania i ryzyku pożarów w kilku językach (MSB - organizacja, której odpowiednikiem w Polsce jest prawdopodobnie Obrona Cywilna Kraju - udostępniła wzory w 10 językach, więc kto chce może wydrukować i wywiesić tę informację w swojej okolicy).

W Szwecji wciąż płonie ponad 20 miejsc, ale większość z nich jest już pod kontrolą.

sobota, 14 maja 2016

Swish

Swish to system do szybkiego przesyłania pieniędzy za pomocą aplikacji mobilnej (jest program na iPhone'a, Androida i Windows Phone'a). Powstał w 2012 roku jako narzędzie dla osób prywatnych, ale od 2014 mogą z niego korzystać również firmy.
Program zrobił się bardzo popularny mniej więcej dwa lata temu. Wtedy widziałam, że korzystają z niego moi znajomi, a mniej więcej rok temu zobaczyłam, że organizacje charytatywne podają na ulotkach swój numer Swish. Gdy w ten weekend szukałam fryzjera, widziałam na stronie jednego z zakładów fryzjerskich, że nie przyjmują gotówki, ale można u nich płacić kartą, fakturą lub właśnie Swishem.

Dlaczego ten system jest taki przyjazny? Po pierwsze nie trzeba znać numeru konta, żeby zrobić przelew; wystarczy znać numer telefonu (w przypadku osób prywatnych; firmy mają swoje specjalne numery). Po drugie, pieniądze dochodzą do odbiorcy od razu, nawet jeśli jest weekend, a odbiorca ma konto w innym banku.

System ten ma też ograniczenia. Na razie jest w nim tylko 8 szwedzkich banków - ale w tym 6 największych.

Aby móc korzystać z systemu, trzeba zainstalować aplikację Swish, powiązać w banku swój numer telefonu z numerem konta, a także mieć mobilny identyfikator (Mobile ID). Mobile ID jest powszechnie używane, ma je chyba każdy użytkownik smartfona (dzięki niemu można się uwierzytelniać logując się do przychodni, urzędu podatkowego, banku). A pozostałe formalności zajmują kilka minut, gdy ma się dostęp do banku przez stronę internetową.

Do czego ludzie używają Swisha? Według mnie najcześciej do dzielenia rachunków w knajpach. Oraz do zbiórek - ktoś wrzuca posta na FB, znajomi mogą swishnąć pieniądze, a osoba organizująca zbiórkę od razu widzi, ile pieniędzy udało się uzbierać.


Więcej informacji o systemie można znaleźć na stronie getswish.se

sobota, 6 lutego 2016

Rachunki i zwrot

Każdy rachunek do zapłacenia (czy to czynsz, czy faktura ze sklepu internetowego) zawiera na dole zestaw cyfr i znaków przeznaczonych do odczytu maszynowego. Dzięki temu można było uniknąć przepisywania (i pomyłki przy przepisywaniu) danych niezbędnych do płatności.

Obecnie, gdy można mieć dostęp do swojego konta bankowego w telefonie, funkcja skanowania rachunku bardzo przyspiesza jego zapłacenie. Jednak aplikacja banku to tylko program i zdarzają się w nim błędy. W ten sposób zapłaciliśmy ostatnio za dużo urzędowi transportu (Transportstyrelsen) - program zamiast 39 SEK przeczytał 59 SEK i taki przelew poszedł.
Zorientowaliśmy się tydzień później, gdy z dostaliśmy bon z Transportstyrelsen. Na 20 SEK. Dołączona do niego była informacja, że ze względu na to, że urząd nie ma oficjalnie zarejestrowanego naszego konta bankowego, nie mogą zwrócić nadpłaconej kwoty na konto, więc wysyłają bon. Bon jest ważny przez 2 miesiące w kilku dużych sieciach spożywczych i aptekach.

Dziwne to. Mogli zostawić pieniądze na poczet następnej opłaty; szczególnie w tym przypadku, gdy papier na wydrukowanie bonu i koszty przesyłki były zapewne w kwocie zbliżonej do wartości bonu.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Plastry a rasizm

W drodze do pracy słucham czasem programu pierwszego szwedzkiego radia - P1. Najczęściej radio sobie gra, a ja patrzę się przez okno albo przeglądam wiadomości na telefonie. Przedwczoraj przykuły moją uwagę dwa słowa "plaster" oraz "rasizm"; ich połączenie było tak dziwne, że zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie.

Na antenie była obecna autorka bloga Vardags rasismen (Codzienny rasizm), redaktor i przedstawicielka apteki albo firmy farmaceutycznej (tak wnioskuję z tego, co mówiła). Blogerka zwracała uwagę na coś, o czym nigdy nie pomyślałam w kategoriach problemu. Plastry. Są plastry z postaciami z kreskówek, plastry przezroczyste i takie najzwyczajniejsze, w kolorze skóry. Problem w tym, że te ostatnie produkowane są tylko w jednym kolorze - beżowym.

Autorka bloga pochodzi z Kolumbii; do Szwecji przeprowadziła się mając 2 lata, gdy została zaadoptowana przez szwedzką rodzinę. Ma więc ciemniejszą skórę i te beżowe plastry nie są tak niewidoczne, jak być powinny.

Rozwiązanie według blogerki jest proste - wprowadzić więcej odcieni plastrów! Pani będąca drugim gościem w studiu powiedziała, że zajmą się wprowadzeniem tego pomysłu w życie, ale zanim produkt pojawi się na rynku może minąć około roku.

Blogerka mówiła, że to dopiero początek, bo przecież są jeszcze między innymi akcesoria do włosów i inne rzeczy, którymi będzie można się zająć w następnej kolejności. Ja nie wiem, czy dobrze słyszałam, ale mam wrażenie, że blogerka wspomniała coś o rajstopach albo skarpetkach, ale przecież te występują w różnych odcieniach... tyle że te odcienie mogą być ciemniejsze niż moja skóra ale wciąż zbyt jasne dla kogoś, kto urodził się w Ameryce Południowej.

Nigdy wcześniej nie myślałam, że plastry mogą być przejawem rasizmu.

sobota, 21 lutego 2015

Herby Kiruny i Falun

W herbach Kiruny i Falun pojawiają się znaki powszechnie używane jako symbole płci:

[Herb Kiruny - źródło: Wikimedia]

[Herb Falun - źródło: Wikimedia]

Skąd się tam wzięły? Symbole te używane są nie tylko jako oznaczenie płci męskiej i żeńskiej ale również planet (Mars i Wenus) oraz metali (żelaza i miedzi). I to właśnie te ostatnie przedstawione są w herbach - w Kirunie rudy żelaza zaczęto wydobywać ponad 100 lat temu, a miedź w Falun już w X wieku!

Kopalnia w Kirunie jest tak ważnym miejscem wydobycia, że gdy ekspertyzy wykazały poważne zagrożenie miasta szkodami górniczymi, zamiast zamknąć kopalnię zdecydowano się kilka lat temu przenieść centrum miasta o 3 kilometry na wschód. Zabytkowe budynki zostaną przeniesione, a ludzie przesiedleni do zaprojektowego od nowa miasta.

Miedź w Falun to nie tylko kopalnia, ale również czerwony kolor. Specjalny miedziany odcień nosi nazwę tego miasta - Falu Rörfärg - i to na ten kolor pomalowana jest większość tradycyjnych domów w Szwecji.

sobota, 14 lutego 2015

Centralne biuro statystyczne i imiona

Po przyjeździe do Szwecji dostaliśmy do wypełnienia ankietę, w której pytano nas m. in. o wykształcenie. Ankieta była długa i prawdopodobnie nieobowiązkowa.

Na stronie internetowej SCB (Statistiska centalbyrån) można znaleźć statystyki z różnych kategorii - m.in. dotyczące wykształcenia, opieki zdrowotnej, środowiska i ludności (np. najpopularniejsze imiona). W wyszukiwarce imion i nazwisk sprawdzaliśmy, jak popularne są w Szwecji niektóre imiona i przypadkiem znaleźliśmy taką ciekawostkę:

[Wyniki wyszukiwania dla imienia Adam]

Panów Adamów jest w Szwecji 25 tysięcy, to jeszcze nic dziwnego. Zaskakującym jest natomiast, że aż 169 kobiet ma na imię Adam, z czego aż 12 używa go jako imienia podstawowego (tilltalsnamn).

W Szwecji nie jest niczym niezwykłym posiadanie kilku imion - kilku, czyli na przykład czterech, ale nie są one używane na co dzień. Tilltalsnamn niekoniecznie jest pierwszym imieniem, ale tym wybranym, którym człowiek chce być nazywanym i którym się przedstawia - podając imię i nazwisko używa się tilltalsnamn, a nie pierwszego imienia. Wybór imienia podstawowego nie jest obowiązkowy, ale można go dokonać w sposób formalny w urzędzie stanu cywilnego (Folkbokföring).

niedziela, 14 grudnia 2014

Drzewo przy E4

Gdy jechaliśmy zobaczyć kozła, pierwszą niespodzianką w drodze do Gävle było słońce. Tuż za Uppsalą niebo zrobiło się niebieskie, a świecące nisko słońce pięknie odbijało się w lusterkach i raziło. I to było naprawdę WOW! W listopadzie w Sztokholmie było tylko kilka godzin słońca (tak, są takie statystyki, w tym samym miesiącu leżąca na północy Kiruna była blisko rekordowej liczby godzin - 140, o ile dobrze pamiętam; Sztokholm miał chyba 4 albo 6), ale ponieważ w drodze do i z pracy jest już ciemno, a jak człowiek siedzi w biurze to nie patrzy na pogodę, nie było to jakoś szczególnie zauważalne. Ale teraz, jak słońce świeciło tak mocno, i tak jasno, zrozumieliśmy radość ludzi, którzy w biurowcu Marcina witali brawami lutowe słońce :-) To było zaraz po naszym przyjeździe do Szwecji, więc nie bardzo rozumieliśmy z czego tu się cieszyć - w Polsce słońce zimą to przecież normalna sprawa.

Słońce zrobiło takie wrażenie, że człowiek chciał się podzielić ze znajomymi tą informacją. Weszłam na Facebooka i chciałam wybrać miejsce, żeby pokazać, gdzie to słońce świeci - na ogół Facebook pokazuje w podpowiedziach najbliższe miejscowości, restauracje i takie tam. Tym razem pokazało mi się drzewo - "To cholerne drzewo przy E4" ; to mnie zainteresowało, bo co takiego może być w drzewie przy autostradzie, że ponad 9 tysięcy osób zaznaczyło swoją obecność w tym miejscu.

Udało mi się znaleźć informację, że to drzewo to dąb, który rósł przy drodze zanim wybudowano tam autostradę. A ponieważ krajobraz w tym miejscu jest dosyć nudny, a droga prosta, to jeden z projektantów drogi - Ove Ekman - stwierdził, że to drzewo przełamie monotonię. Zmieniono więc trochę plan drogi (to zwiększyło koszty, ale przy koszcie całej autostrady nie było to aż tak widoczne), doprowadzono nawadnianie i drzewo stoi. Ove miał w planach podświetlenie drzewa, ale ten pomysł nie został przyjęty (a Ove zmarł).

[Dąb przy E4]



wtorek, 14 października 2014

Patrol Rodzicielski

Odkąd do pracy przyszła S. , Belgijka, mama dwójki nastolatków, ponownie zaczął się dla mnie w biurze bardzo interesujący czas. Poznawania zwyczajów belgijskich (mam wrażenie, że ich narodowe jedzenie to cokolwiek wmieszane w puree ziemniaczane - tym "czymś" może być zarówno szpinak czy marchewka jak i kiszona kapusta) oraz słuchania opowieści o różnicach między wychowaniem szwedzkim a bejgijskim (wspomnienia S. z dzieciństwa są zaskakująco podobne do moich, chociaż S. jest ode mnie prawie 20 lat starsza).

Niedawno S. była na swoim pierwszym Föräldravandring (spacerze rodziców). Rodzice uczniów klas 7 do 9 otrzymują zaproszenie (można powiedzieć że wezwanie, jednak udział nie jest obowiązkowy) do nocnego patrolu w 2-3 osobowych grupach. Rodzice mają specjalne odblaskowe kamizelki z oznaczeniami Rodzicielskiego Patrolu i odwiedzają okolice, gdzie spotykają się nastolatki. Wbrew pozorom nie chodzi o to, by młodych ludzi przepędzać i straszyć, ale by im pomóc. Jeśli ktoś wypije zbyt dużo, to odwozi się go do szpitala lub wzywa karetkę. Pilnuje się, żeby młodzież, która zapije się do nieprzytomności na przykład nie zamarzła.

Akcje takie odbywają się w każdy weekend, święta krajowe i z okazji zakończenia roku szkolnego - tak by zapewnić jak największe bezpieczeństwo nastolatkom. Każda dzielnica i gmina w kraju ma rozpisany plan patroli na rok szkolny.

Szwedzi podkreślają, że to bardzo ważne, by brać w tym udział, bo można uratować komuś życie. Ale jest jeszcze jeden aspekt - Szwedzi lubią się spotykać, integrować, ale muszą mieć jakiś cel. Im ważniejszy społecznie, tym chętniej się przyłączają.

Informacje z Ekerö
Informacje z Östermalm, Sztokholm

sobota, 7 czerwca 2014

Kosläpp 2014

Rok temu pisałam o tej imprezie organizowanej przez Arlę. W marcu tego roku sprawdzałam prawie codziennie stronę Arli poświęconą kosläppowi i, gdy tylko pojawiła się taka możliwość, zarezerowałam bilety. Fizycznych biletów tak naprawdę nie ma, nie dostałam również żadnego potwierdzenia rezerwacji. Natomiast kilka dni przed wybranym przeze mnie kosläppem dostałam mejla z informacją o zmianie miejsca parkowania, gdyż przez dużą ilość opadów rozmokła łąka, na której miał być parking.
Niestety, na tego kosläppa w końcu nie pojechaliśmy, bo akurat 10. maja musiałam iść do pracy. Przykro mi było, nawet coś tam w pracy wspomniałam. Okazało się, że szef widział - jeżdżąc do swojego domku letniskowego - zagrodę, gdzie można wziąć udział w krowim safari. W Väddö. Sezon na krowie safari zaczyna się co prawda dopiero w czerwcu, ale na stronie internetowej znalazłam informację, że oni również organizują kosläpp! 17. maja - a więc jeszcze nie wszystko stracone! I nie trzeba było się wcześniej zapisywać.

Pojechaliśmy więc - około 100 km w jedną stronę. Na miejscu kartonowe tablice informacyjne wskazującego dokąd jechać, ponadto obsługa w odblaskowych kamizelkach kierująca na parking na łące. Na wąskiej drodze prowadzącej do gospodarstwa nie byliśmy sami. Były inne samochody, rowerzyści, piesi.

[Parking na łące]

Przy zagrodzie sprzedawano kiełbaski, lody (z własnej mleczarni), oczywiście kawę i ciasto.  Kupiliśmy lody i udaliśmy się w kierunku łąki, gdzie miały się pokazać krowy.
Było sporo ludzi, ale mimo wszystko nie aż tylu, żeby nie dało się zobaczyć, co się dzieje na łące.

[Oczekiwanie na krowy]

Ogłoszono, że krowy zostają wypuszczone; krowy najpierw szły, potem biegły i skakały - tak, jak można to było zobaczyć na filmach z poprzednich kosläppów. Gdy dotarły do końca pastwiska, stojący tam organizatorzy zaczęli je przeganiać z powrotem. Dwie krowy się zaczęły szturchać rogami, ale to by generalnie było na tyle. W sumie 5 minut oglądania.

[Krowy]

[Goście i krowy]

[Pierwszy wiosenny wypas]

Krowy obejrzane, lody zjedzone, więc ruszyliśmy w kierunku parkingu. Przed nami 100 km drogi do domu.

[Zagrody]

[Powrót]

[Łąka]

piątek, 18 kwietnia 2014

"Wiemy, co jest po śmierci"

taki tekst zobaczyłam ostatnio na plakacie w metrze. A kilka dni później w gazecie.

[Reklama w gazecie]

"Wielu się zastanawia. A my wiemy na pewno." - ten przykuwający uwagę swoim nagłówkiem tekst, to reklama firmy zajmującej się prawem rodzinnym.
Tutaj (w języku szwedzkim) można zrobić sobie szybki test i zobaczyć, jak mniej więcej działa prawo spadkowe dla wybranej konfiguracji rodzinnej. Reklama zachęca też do umówienia się na darmową wizytę, by omówić swoją sytuację. I dowiedzieć się, jak zabezpieczyć swoją wolę testamentem.

Rodziny w Szwecji funkcjonują w różnych konfiguracjach i chyba na każdą funkcję istnieje odpowiednie słowo w języku szwedzkim:
- gift - żonaty, zamężna; dotyczy osób różnej płci
- registrerade partner - zarejestrowany partner tej samej płci
- sambo - osoba mieszkająca razem z inną osobą, pozostająca z nią w nieformalnym związku (przy czym "nieformalny" nie oznacza, że jest on nieuznawany przez państwo; np. osoba będąca sambo szwedzkiego obywatela, może szybciej starać się o obywatelstwo)
- särbo - osoba będąca w nieformalnym związku z drugą osobą, ale mieszkająca osobno-
- delsbo - osoba mieszkająca z partnerem przez część czasu; np. gdy partner pracuje w odległym miejscu
- mamsbo - dorosła osoba mieszkająca z rodzicami
-  mamma, pappa, barn - czyli mama, tata i dziecko
- bonusmamma, bonuspappa, bonusbarn - czyli macocha, ojczym i pasierb

sobota, 12 kwietnia 2014

Tulipany

Najpopularniejszymi kwiatami ciętymi są tulipany. W bukietach po 10 jednokolorowych sztuk lub po 15 w bukietach jedno- i wielokolorowych można spotkać nie tylko w kwiaciarniach, ale również w supermarketach.

W osiedlowym sklepie, gdzie najczęściej robimy zakupy, sprzedawane są tulipany z Ekerö (o ile nie ma w Szwecji jakiegoś drugiego Ekerö, to kwiatki przebywają do nas bardzo krótką drogę; podróżują jedynie w obrębie Stockholms län). Oczywiście na opakowaniu duży napis, że to produkt szwedzki, a tuż obok informacja, że nie wypływa negatywnie na klimat.

[Produkt szwedzki, z certyfikatem klimatycznym]

Z dokładniejszego opisu znajdującego się na foliowym opakowaniu można się dowiedzieć, że szklarnie, w których hodowane są kwiaty, ogrzewa się używając biopaliw, że energia elektryczna pochodzi z elektrowni wodnych, a przy uprawie nie używa się nawozów.

[Szczegółowe informacje o procesie hodowli]

Ponadto ślad węglowy rekompensowany jest sadzeniem drzew w Afryce, co dodatkowo wspomaga walkę z ubóstwem w tamtych rejonach.

[Informacje o śladzie węglowym i kompensacji emisji dwutlenku węgla]

A ja tylko kwiatki do wazonu chciałam kupić.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Odsiecz wiedeńska

Z kolegą Ch., Węgrem, rozmawialiśmy o etymologii jakichś słów i on twierdził, że w węgierskim słowa takie jak koń czy namiot pochodzą z czasów, gdy Węgry były pod panowaniem Turków. 

Jak na Polkę przystało skorzystałam z okazji i przypomniałam o naszym wielkim zwycięstwie pod Wiedniem, gdy w XVII wieku powstrzymaliśmy inwazję islamu na Europę -  każdy powinien znać mit o Polsce jako przedmurzu chrześcijaństwa!
No więc opowiadam i się najwyraźniej za bardzo ekscytuję, bo w pewnym momencie Ch. zaczyna się śmiać i przerywa mi pytaniem - "A czy ktoś oprócz was, Polaków, o tym słyszał?". 
Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć, ale wydawało mi się oczywiste, że przecież o takim ważnym wydarzeniu, wszyscy powinni się uczyć! 
A tu takie rozczarowanie. To tylko nas, w polskie szkole, karmiono przez lata nauki języka polskiego i historii, mitem naszej wyjątkowej pozycji w historii Europy. Niby człowiek powinien sobie z tego zdawać sprawę, ale jakoś tak przykro mi się zrobiło... że o naszej wyjątkowości wiemy tylko my sami...

niedziela, 1 grudnia 2013

Do pierwszej krwi

Marcin się przeziębił, a było to jakiś miesiąc temu. Taki jesienno-zimowy standard - kaszel, katar i gorączka. Po kilku dniach większość z tych objawów przeszła. Poza kaszlem. Raz kaszlał mniej, raz więcej, ale - mimo picia syropu i zalanego wrzątkiem tymianku - kaszel nie przechodził.
Wybrał się więc Marcin po wsparcie do przychodzi. Lekarz go zbadał i stwierdził, że ma pić syrop. A jeśli zacznie kaszleć krwią, to będzie to oznaka zapalenia płuc - wtedy ma ponownie przyjść do przychodni.
Do etapu krwi nie doszliśmy, a kaszel jak był, tak jest...

Rozmawiałam z mężem T - on też miał podobny problem i otrzymał taką samą diagnozę. Widocznie to taki kaszlowy standard w Skandynawii.

U dzieci długotrwały kaszel diagnozowany jest jako astma dziecięca i - z tego, co słyszałam - najczęstszą radą jest "to minie"... plus zalecenie picia syropów i podawania dużej ilości płynów.

Na przeziębienia zawsze dostaje się radę w postaci - odpoczywać, wygrzewać się i przyjmować dużo płynów. Skuteczne to to jest - ale chyba tylko dlatego, że przeziębienie na ogół samo przechodzi.

środa, 20 listopada 2013

Złodzieju, spróbuj szczęścia na innym piętrze

Gdy zmienialiśmy biuro, na naszym piętrze, od strony klatki schodowej, można było zobaczyć informację dla potencjalnego złodzieja (do wiadomości był nawet dołączony clipartowy złodziej). Myślałam, że to taki żart.

Teraz naszej kartki nie ma, ale wczoraj na pierwszym piętrze naszego budynku zobaczyłam kartkę z podobną informacją.


Może to wymagania firmy ubezpieczeniowej?
Ale dlaczego w takim razie zniknęła kartka z naszego piętra? Czyżby dlatego, że po firmie błąkają się czasem telefony bez nadzoru? Zapewne wolno wywieszać jedynie informacje zgodne z prawdą ;-)

środa, 2 października 2013

Norweska autostrada

W maju tego roku, gdy odwiedziliśmy Norwegię, zdarzyło nam się przejechać niewielki odcinek trasy norweską autostradą. Bramek nie było, a płacić na trasie można było jedynie gotówką i w tym celu trzeba było zjechać przed autostradą do miejsca poboru opłat. Nie mieliśmy gotówki, więc pojechaliśmy przed siebie, zastanawiając się, czy dostaniemy z tej okazji mandat czy nie.

Właśnie dostaliśmy rachunek. Ze zdjęciem, na którym nie widać nic poza rejestracją samochodu (bardzo wyraźną) - cała reszta jest czarna. Rachunek jest napisany po szwedzku, przekręcili nam nazwisko (bo Marcin zamiast jednej polskiej litery, ma literę fińską, która najwyraźniej nie występuje w norweskim), a kwotę podano w koronach norweskich i szwedzkich - co jest o tyle dobre, że nie trzeba będzie się zastanawiać, ile dokładnie przelać.

sobota, 28 września 2013

Wyjazd integracyjny na Fogdö

O., nasz nowy szef, chciał się z nami zintegrować i zaprosił nas do swojego letniego domu na Fogdö, wyspie na północ od Sztokholmu. Szef przyjeżdża do naszego biura tylko raz w tygodniu i załatwia też wtedy wszystkie spotkania z zarządem, więc nie ma za dużo czasu, żeby sobie z nami ot tak pogadać.

Szef mieszka w Uppsali, więc umówiliśmy się na spotkanie na miejscu, w jego domu. Ze Sztokholmu pojechaliśmy dwoma samochodami - jednym ja z Chińczykami a pozostali z D., naszym grafikiem, jego samochodem. Dawno nie prowadziłam, ale poszło gładko, chociaż jechaliśmy dość wolno - tak wolno, że wszyscy inni nas wyprzedzali.

Nigdy wcześniej nie byłam w domku letniskowym (w sumie to taki domek całoroczny, bo miał ogrzewanie; po szwedzku nazywa się stuga), a teraz miałam okazję zobaczyć nawet dwa, bo szef pożyczył również domek sąsiadów, żebyśmy wszyscy mieli gdzie spać.

[Nad morzem]

Dom ma duży pokój dzienny z aneksem kuchennym i dużymi oknami (jedno wychodzi na taras i zajmuje pół ściany, a drugie na bocznej ścianie sięga od podłogi aż po sufit). Z tarasu widać Bałtyk. W salonie jest zarówno duży stół, jak i kanapa, telewizor i kominek. Poza tym sypialnie są bardzo małe, z łóżkami piętrowymi, a poza łóżkiem jest może metr przestrzeni, na który znajduje się nieduża szafa albo stolik. Szef ma jeszcze mały domek dla gości - taka 1-pokojowa kabina z dwoma łóżkami piętrowymi. Dobry pomysł - wszystko skupia się w części dziennej, a na nocleg jest przeznaczone tylko niezbędne minimum.

Domy nie są ogrodzone - nie ma ani płotów, ani żywopłotu czy drzew rosnących na linii działki. Nasze spożywcze zakupy całą noc spędziły na ławce przed domem, ale nikt się nimi nie zainteresował (nawet dzikie zwierzęta). Droga dojazdowa jest nieutwardzona i nie ma oświetlenia przy drodze - domki letniskowe są na końcu leśnej drogi - więc w nocy jest naprawdę ciemno! Jednego kolegę musiałam odprowadzić do sąsiedniej stugi, w której miał spać, bo mimo że miał latarkę w telefonie, to bał się sam przebywać poza domem.

[Nasza stuga, ciemność i księżyc]

Wnętrza domu szefa były urządzone w kolorach białym i niebieskim. Nie tylko ściany, kanapa czy dywan, ale nawet talerze, kubki i ręczniki.

Przyjemnie się siedzało przy kominku, obserwując przez okno ulewę.

Szef okazał się całkiem sympatycznym i troskliwym człowiekiem. Miło było poznać jego ludzką stronę - robił nam kawę, gotował zupę i smażył hambugery. Nie wydawał poleceń i nie oczekiwał wyjaśnień.

W ramach wieczornej integracji siedzieliśmy i gadaliśmy prawie do 3 rano (następnego dnia kolega, który wracał ze mną samochodem pytał, czy na pewno mogę prowadzić, bo wyglądam na bardzo zmęczoną; ten sam kolega kiedyś w biurze, gdy pytałam, czy możemy włączyć klimatyzację, stwierdził, że jemu nie jest gorąco, bo jest chudy... 'w przeciwieństwie do mnie' - ta końcówka taka niedopowiedziana była, ale jasna ;-)). Generalnie: było sympatycznie.
Szef pytał, jak się nam pracuje, czego byśmy oczekiwali, co by nas zmotywowało, co nam przeszkadza  w pracy... ale pytał też o komunikację i o to, jak go odbieramy. Ja już nawet go polubiłam, więc nie miałam problemu, żeby mu grzecznie, ale wprost powiedzieć, że często ma niemiły "władczy" ton, gdy odpisuje na wiadomości na Skype'ie i nie daje miejsca na dyskusję. Okazało się, że to mu tak jakoś samo wychodzi, ale jak najbardziej zawsze można z nim porozmawiać i przedstawić swoją opinię. Dobrze wiedzieć :-)
Oczywiście na większość pytań szefa koledzy odpowiadali, że jest super i że nie mają żadnych problemów. Ale czasem jak ja wyskakiwałam z listą rzeczy, które mi przeszkadzają, to sami się dołączali, że faktycznie jest tak, jak mówię.

Kiedyś, jak O. przejmował nasz zespół od M., to powiedział mi, że słyszał, że czasem się zachowuję bardzo po polsku. Tak jakbym miała dwie natury. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Nie wiedziałam nawet, czy to coś pozytywnego czy negatywnego. Teraz była okazja, żeby go zapytać. I dowiedziałam się, że ta polskość, to potok słów - czasem gadam tak dużo, że nie daję mu dojść do głosu, nie ma szansy się zapytać o szczegóły czy udzielić odpowiedzi. Jest na to jakieś szwedzkie określenie, ale zapomniałam, jakie.
Jak się tak zastanowię, to czasami faktycznie gadam bez końca. Rzadko, ale na ogół wtedy jak się nazbiera rzeczy, które mnie frustrują. Nie chodzę do szefa z każdą pierdołą (zwłaszcza, że go nie ma w biurze na co dzień), ale te rzeczy się kumulują i w pewnym momencie, gdy pojawia się coś, co mi bardzo utrudnia pracę, to idę do szefa albo do kadrowego i mówię, co się dzieje i że potrzebuję ich pomocy. Nigdy się nie zastanawiałam, jak to wygląda z ich perspektywy.
To interesujące, dowiedzieć się, jak się jest postrzeganym przez innych.

piątek, 30 sierpnia 2013

Loppis i Lem

Niedaleko T-Centralen jest jeden z polskich sklepów. Pojechałam tam, żeby sprawdzić, czy nie mają tam żółtych milanowskich krówek. Nie wiedziałam jednak, że głównym deptaku jest książkowy loppis (pchli targ).

Cała wolna przestrzeń zastawiona była stołami z książkami a wokół tłumy ludzi. Nie było łatwo przejść tych kilkuset metrów, co chwilę utykałam gdzieś czekając aż zwolni się przejście i uda mi się przesunąć o kolejnych kilka kroków. I tak zobaczyłam Lema.

W ogromnej różnorodności tytułów znajome nazwisko polskiego autora rzuciło się w oczy. Pech chciał, że to "Opowieści o pilocie Pirxie" ("Rymdpiloten Pirx"). Jedna z niewielu znienawidzonych przeze mnie książek. Nie wiem dlaczego, ale bardzo dobrze pamiętam, jak w podstawówce męczyłam ją przez cały miesiąc wakacji i skończyć nie mogłam. No i pojawił się dylemat - brać Lema po szwedzku, mimo że tytułu nie lubię, czy nie brać wcale.

Cena była bardzo niska, więc zdecydowałam, że kupię - nawet jeśli nie przeczytam ;) Gdy chciałam zapłacić, pan, który to sprzedawał, powiedział, że jest oferta "2 w cenie 1" i żebym sobie wzięła jeszcze drugą książkę. Więc poszłam się rozejrzeć. Grzebałam w kartonach, aż w końcu znalazłam coś, co nie wyglądało źle - książki Jana Olofa Olssona, dziennikarza, który w latach '50-'70 wydał kilka książek opisujących m.in. jego wyjazdy do USA i Wielkiej Brytanii. Znalazłam książkę z Krakowem (!) w tytule, ale po pobieżnym przekartkowaniu stwierdziłam, że jest głównie o JFK, więc z niej zrezygnowałam. Ale ta druga książka gratis wciąż kusiła... wzięłam książkę o życiu w Szwecji w latach '70. Olssona.

[Lem i Olsson]

OK, 2 książki za 50 kr - brzmi nieźle. Idę zapłacić. Tym razem obsługuje mnie jakaś pani i pyta, czy patrzyłam do brązowego kartonu. No nie patrzyłam. Więc pani mnie informuje, że jak kupuję książkę, to mogę sobie z tamtego kartonu wziąć jedną za darmo (to już inna promocja niż "2 w cenie 1", ale można skorzystać z obu jednocześnie). Stwierdzam, że dosyć czasu już spędziłam na wybieraniu - a przecież przyjechałam tylko sprawdzić, czy mają w krówki w spożywczym... - więc mówię, że nie jestem zainteresowana. Pani jeszcze raz podkreśla, że książka jest za darmo. Ja kolejny raz mówię, że dziękuję, ale nie chcę. Pani chyba nie bardzo wierzy, że ja rozumiem, co ona do mnie mówi, więc po raz kolejny powtarza swoje...  ekhm. Po trzeciej odmowie połączonej z podaniem pieniędzy pani daje za wygraną.

A krówek milanowskich w sklepie brak. Nadzieja jednak jest, bo nie ja jedna ich szukałam. Zostały zamówione i mają się pojawić w wrześniu!

sobota, 20 lipca 2013

Dlaczego oni śpiewają (i tańczą)?

Hinduscy znajomi narzekają na produkcje hollywoodzkie. Na co konkretnie? Na brak piosenek! Odpowiednio długie wstawki taneczne są ważne, bo pozwalają na wyjście do toalety, zrobienie herbaty w domu czy kupienie napoju i popcornu w kinie.

Wydawało mi się, że te piosenki to dosyć istotna i widowiskowa część filmu, więc szkoda je przegapić. Dowiedziałam się jednak, że wszystkie te wstawki w formie teledysków można pooglądać w internecie przed czy po obejrzeniu filmu. Poza tym można ich też posłuchać na płycie, więc wyjście na herbatę nie powoduje większych strat.

Gdy ogląda się w kinie produkcję hollywoodzką, wszystkie potrzebne rzeczy trzeba kupić przed seansem, a każde wyjście do toalety skutkuje utratą fragmentu fabuły. Człowiek przyzwyczajony do przerw, musi się od nowa nauczyć oglądać filmu. I to go boli.

piątek, 19 lipca 2013

Przedszkolne wymagania

Słyszałam, że polskie dzieci są gotowe na pójście do przedszkola, gdy przestają korzystać z pieluch. A kiedy gotowe są szwedzkie dzieci? Gdy potrafią samodzielnie chodzić!
P. twierdzi, że do przedszkola najczęściej trafiają 12-18 miesięczniaki, bo wtedy są już na tyle mobilne, że nie utkną zimą w śniegu na kilka godzin.

P. ma w przedszkolu 2 córki, więc i doświadczenie praktyczne w temacie przedszkoli. Mówił kiedyś, że do normalnych praktyk przedszkolnych należy pakowanie zimą dzieci do wózków, przykrywanie kocem i trzymanie na mrozie w godzinach leżakowania.

Sama widziałam, że w okolicznych przedszkolach dzieci, niezależnie od pory roku i pogody, prawie cały czas są na podwórku. Wiosną, gdy jest ładna pogoda, nawet posiłki jedzą na zewnątrz.
Zimą niechodzący dzieciak zostałby ubrany w kombinezon i wysadzony na plac zabaw, gdzie miałby dużą szansę utknąć w śniegu lub w nim popełzać. Mało atrakcyjne jak na zimowe codzienne kilkugodzinne zajęcie.

---

Temperatura przekracza 20 stopni, słońce nagrzewa ulice i budynki... zaczynam tęsknić za śnieżnymi zaspami.