poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Indyjskie kolejki do kina

Tydzień temu w pracy pojawił się nowy człowiek, P - programista, Szwed, 30-kilku latek. Widać, że ma doświadczenie w pracy i nieźle sobie radzi od pierwszego dnia. Ale ja nie o tym...

Ciekawe jest obserwowanie dyskusji na dowolny temat, zaczynający się od "a w naszym kraju..." między ludźmi pochodzącymi z całkiem innych kultur. Nie pamiętam, od czego rozmowa się zaczęła, ale w pewnym momencie pojawił się temat kin:
N: My w Indiach mamy w kinach osobne kolejki do kas dla pań i dla panów. Dla pań są na ogół krótsze, więc warto chodzić do kina z dziewczyną, żeby to ona kupiła bilety.
P: Ale dlaczego? Przecież to jest jawna dyskryminacja!
S: To nie chodzi o dyskryminację kobiet, tylko o zapewnienie im bezpieczeństwa.
P: Ale to jest dyskryminacja mężczyzn! Dlaczego ja, jako facet, mam stać w tej, nie dość że dłuższej, to jeszcze mniej bezpiecznej kolejce? I co jeśli przyjdę do kina z partnerem? Nie będziemy mogli skorzystać z tej krótszej kolejki, z której mogą korzystać panowie przychodzący ze swoimi dziewczynami.
P prawdopodobnie nie wiedział, że homoseksualne kontakty przestały być w Indiach przestępstwem dopiero kilka lat temu. Zarówno S jak i N pominęli to ostatnie pytanie milczeniem.
P jednak nie dawał za wygraną: Czy naprawdę w Indiach żyją aż tak niecywilizowani ludzie, że trzeba ich prawnie rozdzielać, żeby sobie krzywdy nie zrobili? Ostatnie przypadki takiej jawnej segregacji, o których wiem, miały miejsce w USA, a dotyczyły podziału ze względu na kolor skóry. Myślałem, że już się tak nigdzie nie dzieje. Nic takiego nie ma przecież miejsca w zachodnim świecie! Poza tym, dlaczego niby mężczyźni mają stanowić większe zagrożenie dla kobiet?
Dla mnie odpowiedź była oczywista - bo są silniejsi. I takie "prawo silniejszego" było bardzo dobrze widać, gdy rozdawano darmowe wejściówki na treningi w czasie Euro 2012. W Polsce - w cywilizowanym zachodnim świecie. P stwierdził, że to przecież byli huligani i nie powinnam ich stawiać na równi ze zwykłymi mężczyznami. Mnie się wydaje, że to "normalne", że mężczyźni są silniejsi i że czasami faktycznie byłoby bezpieczniej, gdyby ktoś odseparował od siebie te dwie grupy.

P jako przykład złej separacji podał imigrantów w Szwecji. Wskazywał, że są takie dzielnice, czy osiedla, gdzie dominują imigranci z jednego kraju. Wówczas tworzy się taka bańka - ludzie rozmawiają tylko ze swoimi ziomkami (bo mogą do tego używać swojego języka, a nie obcego), mają swoje sklepy, dominują na placach zabaw... i rośnie kolejne pokolenie wychowywane w Szwecji, ale jakby jednak w innym kraju, ojczyźnie ich rodziców. Żeby temu zapobiec, rząd stara się rozbijać takie enklawy, zmuszać ludzi do nauki języka. Wtedy nie ma takiej bariery, Szwedzi i imigranci nie stają na wrogich stanowiskach, tylko współpracują - bo spotykają się na co dzień, mówią tym samym językiem i odprowadzają dzieci do tego samego przedszkola. Dlatego P uważa, że taka separacja kobiet i mężczyzn może prowadzić do większych problemów w przyszłości.
N i S jednak zgodnie stwierdzili, że na razie spora część społeczeństwa jest na niższym stopniu rozwoju cywilizacyjnego, w związku z tym czasowo trzeba stosować rozwiązania prawne i "mechaniczne". Ale resztę załatwi edukacja i w przyszłości taka przymusowa separacja nie będzie już konieczna. Tylko na to potrzeba czasu.

Jeśli chodzi o równouprawnienie, to w indyjskich autobusach połowa miejsc jest przeznaczona specjalnie dla pań, a połowa dla panów. Miejsca są oznaczone tak samo jak miejsca dla osób starszych czy niepełnosprawnych w naszych autobusach i kierują nimi podobne zasady - usiąść na takim miejscu może każdy, ale powinien ustąpić miejsca osobie, dla której ono jest przeznaczone, jeśli się taka osoba pojawi.

Na pocieszenie N dodał, że takie osobne kolejki to specyfika miejsc o mniejszym bezpieczeństwie. Na przykład w bankach kolejka jest jedna, wspólna, niezależna od płci. A jeśli chodzi o kino, to każdy może kupić bilet na miejsce, które chce, więc Hindusi siedzą wymieszani i na sali kinowej podział na płcie wcale nie obowiązuje. O!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz