Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 października 2020

Koronawirus w Szwecji

Od czasu pojawienia się pandemii w Europie minęło już ponad pół roku. Większość państw wprowadzała restrykcje o różnym natężeniu - na przykład nakaz noszenia maseczek. Szwecja poszła trochę inną drogą i z tego, co czytam, wiele osób ją za to krytykuje, ale niewielu z tych krytykujących ma obraz tego, jak to wygląda naprawdę.


Brak restrykcji

Nie jest prawdą brak restrykcji. W domach opieki wprowadzony był zakaz odwiedzin, który zniesiono dopiero na początku października. Jest również limit zgromadzeń ustalony na 50 osób - do jesieni nie działała na przykład Opera Królewska (Kungliga Operan) w Sztokholmie. Spodziewano się, że limit ten zostanie zniesiony w połowie października, ale tak się nie stało z uwagi na wzrost zachorowań. W restauracjach co drugi stolik jest nieczynny.

Folkhälsomyndigheten (FHM, Urząd Zdrowia Publicznego) wprowadził na początku pandemii zalecenia. W urzędzie tym nie pracują politycy tylko specjaliści od zdrowia, m.in. epidemiolodzy, i to on daje rządowi wskazówki, jak postępować. Od początku informowano, że zalecenia i ewentualne restrykcje będą wprowadzane na podstawie badań - jeśli wiadomo, że coś jest skuteczne (jak obecnie mycie rąk i zachowanie dystansu), to będzie zalecane. Informowano również, że zalecenia są wprowadzane z myślą, że pandemia może potrwać długi czas i przez to należy wziąć pod uwagę również długofalowe konsekwencje wszelkich ograniczeń - na przykład pogroszenie się zdrowia psychicznego na skutek długotrwałej izolacji.


Edukacja

Szkoły średnie i wyższe wprowadziły naukę zdalną, ale przedszkola i szkoły podstawowe pracowały cały czas normalnie. FHM wyszedł z założenia, że dzieci uczęszczające do tych placówek mieszkają w ich okolicy, więc nie zwiększają tłoku w transporcie i prawdopodobnie spotykają się ze sobą na co dzień. Ponadto izolacja takich dzieci od ich codzienności może mieć zły wpływ na ich psychikę. Wprowadzono jednak ograniczenie - jeśli dziecko ma najmniejsze oznaki przeziębienia (np. katar, z którym do tej pory mogło chodzić do placówki) musi zostać w domu; to w praktyce zapewne trochę ogranicza rozmiar grup.

Poproszono również ludzi o pracę z domu, o ile jest taka możliwość. Bardzo wiele firm przeszło na pracę zdalną (jesienią 40% mieszkańców Sztokholmu deklarowało, że będzie nadal pracować zdalnie) i będzie tak pracować co najmniej do końca roku (niektóre firmy już zapowiedziały kontynuację również w pierwszej połowie przyszłego roku). FHM co najmniej od wakacji podkreśla jednak wagę kontaktów społecznych w pracy i proponuje, żeby ludzie pracowali kilka dni z domu, kilka w biurze.


Sklepy

Wiele sklepów od razu na początku pandemii wprowadziło możliwość dostarczania towaru do samochodu. Zamawiało się rzeczy przez stronę internetową, dostawało potwierdzenie, gdy towar był gotowy do odbioru (w niektórych sklepach było to 15 minut od zamówienia, w innych do 2h), a potem zamawiający dawał znać - najczęściej przez formularz na stronie internetowej - że jest pod sklepem w taki-a-takim samochodzie, zaparkowanym na wyznaczonym do odbioru miejscu parkingowym. Były to zarówno sklepy z małą elektroniką, rzeczami hobbystycznymi jak i fast-foody. Niektóre małe sklepy (widziałam taką cukiernię i pasmanterię) wystawiły przed drzwiami dzwonki, żeby zawołać obsługę, gdy chciało się coś kupić, a nie chciało wchodzić do środka.

Część sklepów wprowadziło osłony kasjerów zrobione z plastiku, ale nie wszystkie. Godzin dla seniorów nie ma, ale w osiedlowym sklepie spożywczym widziałam wywieszony diagram z informacją, w których godzinach jest w sklepie mniej klientów.


Maseczki na nos i usta

W przyłbicach widziałam chyba tylko pracowników opieki, jeżdżących pomagać ludziom w ich domach, w maseczkach może kilkanaście osób - głównie starszych.

Początkowo myślałam, że FHM nie wprowadza obowiązku ich noszenia ze względu na ich niedostępność (w Szwecji, jak chyba w całej Europie, były wiosną problemy ze środkami ochronnymi dla pracowników służby zdrowia). Ale również później nie wprowadzono nawet zalecenia korzystania z maseczek. FHM tłumaczy to tym, że ludzie nosząc maseczki czuliby się pewniej i z lekkimi objawami wychodziliby z domu myśląc, że nikomu już nie zagrażają. Po drugie, złe korzystanie z maseczki może zwiększać ryzyko zarażenia, bo ludzie nie będą trzymać dystansu, a później dotkną maseczki ściągając ją w nieprawidłowy sposób.


Ułatwienia w przepisach chorobowych

Według szwedzkiego prawa pracy pierwszy dzień chorobowego jest bezpłatny, a chorując krócej niż 7 dni nie potrzeba przedstawiać pracodawcy zaświadczenia od lekarza. Dla ludzi mniej zarabiających te pieniądze zarobione jednego dnia mogły być na tyle ważne, że lekko chorzy chodzili do pracy, a FHM zalecał, żeby przy najmniejszych objawach zostać w domu i nie wychodzić z niego aż do drugiego dnia po ustąpieniu objawów. Żeby ludzie nie obawiali się o mniejszą wypłatę, wprowadzono zasiłek chorobowy już od pierwszego dnia. Jest to ustalona odgórnie kwota, niezależna od pensji, płatna przez Försäkringskassan (odpowiednik ZUSu) a nie pracodawcę, który do tej pory płacił za pierwsze 2 tygodnie chorobowego pracownika. Ponadto zwolnienie lekarskie nie jest potrzebne aż przez 4 tygodnie. Chodziło o to, by odciążyć służbę zdrowia jednocześnie dając ludziom możliwość pozostania w domu w przypadku łagodnych symptomów chorobowych.


Domy opieki

Wysoka śmiertelność w Szwecji na początku pandemii pochodziła głównie z domów opieki. Problemy były dwa - niskoopłacany personel tych placówek często pracował w kilku domach opieki, przenosząc wirusa pomiędzy nimi; a po drugie opieka paliatywna zamiast leczenia. Dziennik Dagens Nyheter prowadził w tej drugiej sprawie śledztwo dziennikarskie. Zakaz odwiedzin powodował często, że rodzina nie do końca wiedziała, co się dzieje z ich bliskimi w domach opieki i nie mogła interweniować widząc, że opieka nie jest taka, jak należy.


Wzrost zachorowań jesienią

FHM twierdzi, że obecny wzrost zachorowań (wzrost wykrytych zarażonych, bez - jak na razie - wzrostu liczby chorych na oddziałach intensywnej terapii czy śmierci) bierze się głównie z imprez studenckich, częściowo również wynika z powrotu ludzi z pracy zdalnej do pracy w biurze. Wzrost widziany jest w grupie 19-65, czyli osób studiujących i pracujących. Wśród dzieci, młodzieży i seniorów liczba zachorowań jest w miarę stabilna.


Model Szwedzki

FHM podkreśla, że nie chodzi o uzyskanie odporności stadnej, a o nieprzeciążenie systemu opieki zdrowotnej. Jeśli chodzi o uzyskanie odporności, to badania krwiodawców wskazują, że w niektórych regionach Szwecji odporność może mieć 1% mieszkańców, a w innych 10%. Kraj jest duży, na niektórych terenach zagęszczenie ludności jest bardzo małe, ale w dużych miastach już mamy tłok w komunikacji miejskiej. Większość ludzi słucha zaleceń, nawet jeśli nie za ich nieprzestrzeganie nic nie grozi. FHM od początku mówiło, że ich zalecenia opierają się na dowodach naukowych i specyfice kraju; to, co działa w Szwecji niekoniecznie zadziała w innym miejscu. A skuteczność będzie można ocenić dopiero po dłuższym czasie.


Statystyki

Patrząc na statystyki wiele osób zapomina, że w Polsce żyje cztery razy więcej ludzi niż w Szwecji (nie wspominając już np. o zagęszczeniu ludności, co też ma wpływ na rozprzestrzenianie się choroby), więc chcąc porównać ilość zachorowań, ciężkich przypadków czy zgonów, pomnóżcie dane ze Szwecji razy 4 i dopiero wtedy porównujcie z Polską.

Szwecja nie publikuje danych codziennie, tylko od wtorku do piątku. Ponadto zgony potrafią się pojawić w statystykach z kilkutygodniowym opóźnieniem (FHM podaje, że dopiero dane prezentujące stan sprzed 10 dni można uważać za w miarę dokładne), a mam wrażenie, że media podając najświeższe dane podają tylko liczbę zgonów z tego dnia, mimo że FHM aktualizuje statystyki wstecz.


Dane statystyczne:

niedziela, 31 stycznia 2016

Bezpieczeństwo na lodzie

W tym roku po raz pierwszy wyszłam w łyżwach na jezioro. Zaczęłam od małego miejskiego jeziora, które na dodatek było nieodśnieżone, więc jeździło się bardzo wolno.

Na lodzie ludzie jeździli, spacerowali całymi rodzinami, z wózkami dziecięcymi, sankami. Lód przysłonięty śniegiem wyglądał trochę jak łąka. Tylko wędkarze siedzący przy takich malutkich lodowych kraterach (ta kupka lodu z wetkniętą wędką nie wyglądała jak znany z telewizji przerębel) przypominali, że tam pod spodem jest woda.

Szwedzi bardzo polecają jazdę długodystansową. Na jeziorze takim jak Mälaren jest się gdzie rozpędzić - podobno to niesamowite uczucie, szczególnie gdy wiatr wieje w plecy. Taka trasa to często 20-30 km. Trzeba się więc do niej przygotować - poza łyżwami, kijkami, prowiantem i napojami bardzo ważny jest sprzęt ratunkowy.

Jest kilka podstawowych zasad, o których trzeba pamiętać, gdy wpadnie się do wody:
- należy obrócić się w kierunku, z którego się przyjechało - tam lód był wystarczająco mocny, by nas utrzymać, więc tam trzeba wrócić
- opieramy się przedramionami o lód i próbujemy go ukruszyć - trzeba złamać tak dużo lodu, jak się da, by dotrzeć do wystarczająco grubego
- następnie przy pomocy specjalnych kolców (isdubbar) lub czegoś ostrego wyciągamy się z wody - powoli, raz jedna ręka, raz druga; i tak czołgamy się po lodzie jeszcze kawałek, by odsunąć się od wody

Ponadto sprzęt:
- kask
- niemetalowy gwizdek
- kolce (isdubbar)
Warto mieć też linę ratunkową i suche ubranie w wodoszczelnym opakowaniu.

Kolce są bardzo prostym, ale ciekawym narzędziem. Nosi się je na szyi i ważne, żeby były wysoko na klatce, praktycznie tuż przy szyi - chodzi o to, by ich nie zgubić i nie szukać na plecach w momencie, gdy się wpadnie do wody.

[Kolce w zestawie z gwizdkiem kupione w sklepie Clas Ohlson]

[Instrukcja obsługi kolców]

Bardziej szczegółowe informacje dotyczące przygotowań do jazdy po jeziorach można znaleźć tutaj.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Plastry a rasizm

W drodze do pracy słucham czasem programu pierwszego szwedzkiego radia - P1. Najczęściej radio sobie gra, a ja patrzę się przez okno albo przeglądam wiadomości na telefonie. Przedwczoraj przykuły moją uwagę dwa słowa "plaster" oraz "rasizm"; ich połączenie było tak dziwne, że zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie.

Na antenie była obecna autorka bloga Vardags rasismen (Codzienny rasizm), redaktor i przedstawicielka apteki albo firmy farmaceutycznej (tak wnioskuję z tego, co mówiła). Blogerka zwracała uwagę na coś, o czym nigdy nie pomyślałam w kategoriach problemu. Plastry. Są plastry z postaciami z kreskówek, plastry przezroczyste i takie najzwyczajniejsze, w kolorze skóry. Problem w tym, że te ostatnie produkowane są tylko w jednym kolorze - beżowym.

Autorka bloga pochodzi z Kolumbii; do Szwecji przeprowadziła się mając 2 lata, gdy została zaadoptowana przez szwedzką rodzinę. Ma więc ciemniejszą skórę i te beżowe plastry nie są tak niewidoczne, jak być powinny.

Rozwiązanie według blogerki jest proste - wprowadzić więcej odcieni plastrów! Pani będąca drugim gościem w studiu powiedziała, że zajmą się wprowadzeniem tego pomysłu w życie, ale zanim produkt pojawi się na rynku może minąć około roku.

Blogerka mówiła, że to dopiero początek, bo przecież są jeszcze między innymi akcesoria do włosów i inne rzeczy, którymi będzie można się zająć w następnej kolejności. Ja nie wiem, czy dobrze słyszałam, ale mam wrażenie, że blogerka wspomniała coś o rajstopach albo skarpetkach, ale przecież te występują w różnych odcieniach... tyle że te odcienie mogą być ciemniejsze niż moja skóra ale wciąż zbyt jasne dla kogoś, kto urodził się w Ameryce Południowej.

Nigdy wcześniej nie myślałam, że plastry mogą być przejawem rasizmu.

piątek, 26 czerwca 2015

Frikort, czyli limit opłat za opiekę zdrowotną

W Szwecji wizyty dorosłych u lekarza, pielęgniarki czy w gabinecie rehabilitacyjnym są płatne (jedna wizyta to koszt około 200 kr). Istnieje jednak górny limit opłat - w ciągu 12 miesięcy nie zapłaci się więcej niż 1100 kr. Ponadto region, czyli coś co odpowiada chyba polskiemu województwu, może ustalić niższy limit.
Po osiągnięciu limitu, można (to ważne, że można, ale nie trzeba!) wyrobić kartę (frikort), która upoważnia do darmowych wizyt do końca okresu 12 miesięcy, który liczy się od daty opłaty, od której liczymy 1100 kr. Można więc skalkulować, czy lepiej wyrabiać kartę od razu, czy lepiej poczekać do kolejnej wizyty.
Wyrabianie karty trwa kilka minut - można poprosić o nią przy płaceniu za wizytę i odebrać już po wizycie u lekarza.

Na lekarstwa przepisywane przez lekarza też jest limit rocznych opłat - wynosi on 2200 kr. Tutaj nie potrzeba już żadnej karty, ponieważ wszystkie recepty znajdują się w elektronicznym systemie, więc zniżka nalicza się automatycznie.

Info na 1177

czwartek, 14 sierpnia 2014

Zdrowotne konsekwencje remontu balkonu

Niedawno mieliśmy wymieniane okna w całym bloku. Nowe są dwa razy grubsze i nie uginają się, gdy próbuje się przymocować do szyby termometr z przyssawką.

Zmotywowani tą zmianą postanowiliśmy zająć się balkonem. Zdecydowaliśmy się na szybką opcję paneli z Ikei. Panele nie były idealnie dopasowane do rozmiaru naszego balkonu i musieliśmy je przyciąć, co zakończyło się poważną raną nogi.

Po zatamowaniu krwotoku, przypomniałam sobie o numerze alarmowym, który w wakacje reklamował się wszędzie - w wagonach metra, na peronach, w gazetach, w Internecie:

1177

Dzwoniąc tam czasem trzeba trochę poczekać (ja czekałam 10 minut, mimo że byłam pierwsza w kolejce). Telefon jest czynny całą dobę, a rozmowy odbierają pielęgniarki, które odpowiadają na wszelkie pytania związane ze zdrowiem, a w razie potrzeby zalecają wizytę u lekarza.

Ponieważ chciałam być pewna, że się dogadam, wybrałam opcję rozmowy po angielsku. Niestety, osoba, która odebrała telefon, rozumiała mnie, ale nie umiała odpowiedzieć na moje pytania po angielsku, bo brakowało jej słów. Przeszliśmy więc na szwedzki - wyszło na to, że ranę opatrzyliśmy dobrze i nie ma konieczności wizyty u lekarza, ale że w naszym przypadku warto założyć stripa, żeby rana się ładniej zrosła. Był późny wieczór, ale - ku naszemu zaskoczeniu - okazało się, że istnieje w naszym mieście coś takiego, jak całodobowa apteka! W centrum miasta, tuż przy głównej stacji metra - na Klarabergsgatan 33. 1.5h później mieliśmy już w domu stripy i zapas plastrów oraz samoprzylepny bandaż (super sprawa, bo nie wymaga żadnego wiązania czy klejenia, tylko sam się trzyma).

Rana w nodze spowodowała duże utrudnienia w poruszaniu, tak że skończyło się na 2-tygodniowej pracy z domu. Szczególnie, gdy przeczytaliśmy, że przy zbyt wczesnej próbie używania uszkodzonych mięśni można się nabawić poważniejszych problemów. W tym czasie pojawiały się różne dziwne rzeczy związane z nogą - szybkie męczenie się, czy chwilowe sinienie nogi. Ale wszystko zrzucaliśmy na karb zranienia. W drugim tygodniu doszły problemy ze snem, ból w okolicy żeber - wydawało się najpierw, że człowiek spał w złej pozycji, że dni takie gorące (było wtedy około 30 stopni)... wszystko dało się jakoś wyjaśnić. Jednak ilość dziwnych objawów pogarszających samopoczucie osiągnęła taki poziom, że przyszedł czas na wujka Googla. Po wpisaniu objawów, jeden z pierwszych wpisów prowadził do strony 1177.se . Wszystkie objawy zgadzały się idealnie, więc od razu zadzwoniliśmy do Närakuten - to coś w rodzaju przychodni, ale działającej popołudniami (mniej więcej od 16:00 do 22:00). Już kiedyś dowiedzieliśmy się, że nasz Närakuten jest na Liljeholmen i że należy tam wcześniej zadzwonić, żeby się umówić na konkretną godzinę. Dostaliśmy termin na "za godzinę". Więc szybki obiad, 10 minut dojazdu samochodem i przychodnia (pusta, bo skoro każdy umawia się na godzinę, to praktycznie nikt nie czeka w poczekalni). Po zapłaceniu 350 SEK (standardowa cena za wizytę u lekarza) i kilku minutach w gabinecie, lekarz stwierdził, że on nie może ani zaprzeczyć ani wykluczyć naszego podejrzenia. Powiadomił więc najbliższy szpital i kazał nam tam jechać - niedaleko, kolejne 10 minut samochodem.

W szpitalu wszystko potoczyło się szybko. Spędziliśmy około 7h na izbie przyjęć, ale ciągle coś się wokół nas działo. Kilka pobrań krwi, kilka kroplówek, rentgen, tabletki. O 3 rano okazało się, że trzeba zostać na oddziale. Na szczęście już następnego dnia po południu można było wrócić do domu - z dwoma strzykawkami z lekarstwem, które trzeba było sobie wstrzyknąć. Jedną dziennie. A trzeciego dnia kontrola zakończona dobrą wiadomością - już jest ok i można wracać do pracy. Z tym, że przez kolejne 6 miesięcy będą tabletki i kontrole (pierwsza telefoniczna, kolejna w lokalnej przychodni, która już dostała informację o pacjencie).

Opieka w szpitalu jest naprawdę miła - zarówno na izbie przyjęć, jak i na oddziale. Przyjście na zły oddział (nie ten, gdzie leży pacjent), poza godzinami odwiedzin, nie skutkuje żadnymi przykrościami w stosunku do odwiedzającego. Wręcz przeciwnie - personel pomaga znaleźć odpowiedni oddział i łóżko.
Co ciekawe, jedzenie w szpitalu jest dobre. Na śniadanie do wyboru m.in. musli lub kanapka; kanapka na chlebie ciemnym lub jasnym; z szynką lub z serem. Prawie jak w hotelu ;-)

Wiedziałam, że jest limit na opłaty związane z wizytami u lekarzy (chyba 1000 SEK rocznie, czyli mniej więcej 3 wizyty), ale nie wiedziałam, że to samo dotyczy lekarstw. Jeśli ktoś w ciągu roku musi wydać więcej niż 2200 SEK, to wszystkie kolejne leki na receptę - po przekroczeniu tych 2200 SEK - są za darmo.

niedziela, 1 grudnia 2013

Do pierwszej krwi

Marcin się przeziębił, a było to jakiś miesiąc temu. Taki jesienno-zimowy standard - kaszel, katar i gorączka. Po kilku dniach większość z tych objawów przeszła. Poza kaszlem. Raz kaszlał mniej, raz więcej, ale - mimo picia syropu i zalanego wrzątkiem tymianku - kaszel nie przechodził.
Wybrał się więc Marcin po wsparcie do przychodzi. Lekarz go zbadał i stwierdził, że ma pić syrop. A jeśli zacznie kaszleć krwią, to będzie to oznaka zapalenia płuc - wtedy ma ponownie przyjść do przychodni.
Do etapu krwi nie doszliśmy, a kaszel jak był, tak jest...

Rozmawiałam z mężem T - on też miał podobny problem i otrzymał taką samą diagnozę. Widocznie to taki kaszlowy standard w Skandynawii.

U dzieci długotrwały kaszel diagnozowany jest jako astma dziecięca i - z tego, co słyszałam - najczęstszą radą jest "to minie"... plus zalecenie picia syropów i podawania dużej ilości płynów.

Na przeziębienia zawsze dostaje się radę w postaci - odpoczywać, wygrzewać się i przyjmować dużo płynów. Skuteczne to to jest - ale chyba tylko dlatego, że przeziębienie na ogół samo przechodzi.