niedziela, 21 września 2014

Rodzeństwo a ślub

Jesteś mężczyzną z południowych Indii i myślisz sobie, że już czas założyć rodzinę. Kandydatka na żonę jest, pieniądze na organizację przyjęcia są... myślisz, że wszystko gotowe. Nie tak szybko! Jeśli masz niezamężną siostrę młodszą o mniej niż 6 lat, to rodzina będzie wywierać na Ciebie presję, byś poczekał, aż ona zostanie wydana za mąż.

W pierwszej chwili wydało mi się to nielogiczne. Skoro to chłopak jest starszy, skoro ma pracę, mieszkanie, dziewczynę chętną do ślubu, to wszystko jest OK. Młodsza siostra może wziąć ślub później. Pamiętam, że w bajkach (zapewne europejskich), które dawno temu czytałam, były jakieś historie o tym, że młodsza siostra nie mogła wziąć ślubu zanim starsza siostra nie wyszła za mąż. Ale w przypadku, o którym słyszałam ostatnio, jest odwrotna sytuacja - to starszemu rodzeństwu zaleca się wstrzymanie ze ślubem do czasu wydania za mąż młodszego. I ten brat czeka tutaj już co najmniej rok, a przyszła żona w Indiach. Ona co jakiś czas wrzuca na facebookowy profil chłopaka listy miłosne; widać, że bardzo za nim tęskni. Nie wiadomo, jak długo jeszcze poczekają. On w Szwecji, ona w Indiach...

Tradycja. I przepływ pieniędzy w rodzinie. Takie wyjaśnienie dostałam od dwóch osób z południowych Indii. Ponieważ w Indiach to na rodzinie panny młodej, zgodnie z tradycją, spoczywa zdecydowana większość kosztów wesela, zatem każda dodatkowa pracująca osoba w rodzinie jest ważna, bo może wspomóc zebranie odpowiedniej kwoty na wesele. Dopóki mężczyzna nie założy rodziny, dopóty jego pieniądze wspomagają rodzinę, z której pochodzi - rodziców, rodzeństwo. Po założeniu rodziny, więcej pieniędzy inwestują zapewne w żonę i dzieci niż w przygotowanie ślubu siostry. Życie. W zgodzie z tradycją.

niedziela, 7 września 2014

Ångerrösta - czyli zagłosować i zmienić zdanie

Za tydzień wybory do parlamentu, rady województwa i gminy/dzielnicy. Podobnie jak przy Eurowyborach również teraz można głosować przedterminowo. Co ciekawe, w dniu wyborów (tym właściwym) można zmienić zdanie i oddać głos na kogoś innego!

Nie wiedziałam o tym wcześniej, ale głosy oddawane przedterminowo są w dniu wyborów wysyłane do komisji wyborczej, do której wyborca należy. Jeśli ktoś oddał głos, ale stwierdził później, że wolałby zagłosować na kogoś innego, to nie ma problemu - da się pierwszy głos unieważnić.
W dniu wyborów (i tylko w dniu wyborów, nie można tego zrobić ponownie przedterminowo) należy udać się do swojej komisji i powiedzieć o zmianie decyzji - można wówczas oddać nowy głos a stary (unieważniony) zabrać do domu.

Oznacza to, że głosy oddane przedterminowo są tajne, ale nie anonimowe. Anonimowość głosowania można osiągnąć jedynie głosując w lokalu wyborczym w dniu głosowania.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Zdrowotne konsekwencje remontu balkonu

Niedawno mieliśmy wymieniane okna w całym bloku. Nowe są dwa razy grubsze i nie uginają się, gdy próbuje się przymocować do szyby termometr z przyssawką.

Zmotywowani tą zmianą postanowiliśmy zająć się balkonem. Zdecydowaliśmy się na szybką opcję paneli z Ikei. Panele nie były idealnie dopasowane do rozmiaru naszego balkonu i musieliśmy je przyciąć, co zakończyło się poważną raną nogi.

Po zatamowaniu krwotoku, przypomniałam sobie o numerze alarmowym, który w wakacje reklamował się wszędzie - w wagonach metra, na peronach, w gazetach, w Internecie:

1177

Dzwoniąc tam czasem trzeba trochę poczekać (ja czekałam 10 minut, mimo że byłam pierwsza w kolejce). Telefon jest czynny całą dobę, a rozmowy odbierają pielęgniarki, które odpowiadają na wszelkie pytania związane ze zdrowiem, a w razie potrzeby zalecają wizytę u lekarza.

Ponieważ chciałam być pewna, że się dogadam, wybrałam opcję rozmowy po angielsku. Niestety, osoba, która odebrała telefon, rozumiała mnie, ale nie umiała odpowiedzieć na moje pytania po angielsku, bo brakowało jej słów. Przeszliśmy więc na szwedzki - wyszło na to, że ranę opatrzyliśmy dobrze i nie ma konieczności wizyty u lekarza, ale że w naszym przypadku warto założyć stripa, żeby rana się ładniej zrosła. Był późny wieczór, ale - ku naszemu zaskoczeniu - okazało się, że istnieje w naszym mieście coś takiego, jak całodobowa apteka! W centrum miasta, tuż przy głównej stacji metra - na Klarabergsgatan 33. 1.5h później mieliśmy już w domu stripy i zapas plastrów oraz samoprzylepny bandaż (super sprawa, bo nie wymaga żadnego wiązania czy klejenia, tylko sam się trzyma).

Rana w nodze spowodowała duże utrudnienia w poruszaniu, tak że skończyło się na 2-tygodniowej pracy z domu. Szczególnie, gdy przeczytaliśmy, że przy zbyt wczesnej próbie używania uszkodzonych mięśni można się nabawić poważniejszych problemów. W tym czasie pojawiały się różne dziwne rzeczy związane z nogą - szybkie męczenie się, czy chwilowe sinienie nogi. Ale wszystko zrzucaliśmy na karb zranienia. W drugim tygodniu doszły problemy ze snem, ból w okolicy żeber - wydawało się najpierw, że człowiek spał w złej pozycji, że dni takie gorące (było wtedy około 30 stopni)... wszystko dało się jakoś wyjaśnić. Jednak ilość dziwnych objawów pogarszających samopoczucie osiągnęła taki poziom, że przyszedł czas na wujka Googla. Po wpisaniu objawów, jeden z pierwszych wpisów prowadził do strony 1177.se . Wszystkie objawy zgadzały się idealnie, więc od razu zadzwoniliśmy do Närakuten - to coś w rodzaju przychodni, ale działającej popołudniami (mniej więcej od 16:00 do 22:00). Już kiedyś dowiedzieliśmy się, że nasz Närakuten jest na Liljeholmen i że należy tam wcześniej zadzwonić, żeby się umówić na konkretną godzinę. Dostaliśmy termin na "za godzinę". Więc szybki obiad, 10 minut dojazdu samochodem i przychodnia (pusta, bo skoro każdy umawia się na godzinę, to praktycznie nikt nie czeka w poczekalni). Po zapłaceniu 350 SEK (standardowa cena za wizytę u lekarza) i kilku minutach w gabinecie, lekarz stwierdził, że on nie może ani zaprzeczyć ani wykluczyć naszego podejrzenia. Powiadomił więc najbliższy szpital i kazał nam tam jechać - niedaleko, kolejne 10 minut samochodem.

W szpitalu wszystko potoczyło się szybko. Spędziliśmy około 7h na izbie przyjęć, ale ciągle coś się wokół nas działo. Kilka pobrań krwi, kilka kroplówek, rentgen, tabletki. O 3 rano okazało się, że trzeba zostać na oddziale. Na szczęście już następnego dnia po południu można było wrócić do domu - z dwoma strzykawkami z lekarstwem, które trzeba było sobie wstrzyknąć. Jedną dziennie. A trzeciego dnia kontrola zakończona dobrą wiadomością - już jest ok i można wracać do pracy. Z tym, że przez kolejne 6 miesięcy będą tabletki i kontrole (pierwsza telefoniczna, kolejna w lokalnej przychodni, która już dostała informację o pacjencie).

Opieka w szpitalu jest naprawdę miła - zarówno na izbie przyjęć, jak i na oddziale. Przyjście na zły oddział (nie ten, gdzie leży pacjent), poza godzinami odwiedzin, nie skutkuje żadnymi przykrościami w stosunku do odwiedzającego. Wręcz przeciwnie - personel pomaga znaleźć odpowiedni oddział i łóżko.
Co ciekawe, jedzenie w szpitalu jest dobre. Na śniadanie do wyboru m.in. musli lub kanapka; kanapka na chlebie ciemnym lub jasnym; z szynką lub z serem. Prawie jak w hotelu ;-)

Wiedziałam, że jest limit na opłaty związane z wizytami u lekarzy (chyba 1000 SEK rocznie, czyli mniej więcej 3 wizyty), ale nie wiedziałam, że to samo dotyczy lekarstw. Jeśli ktoś w ciągu roku musi wydać więcej niż 2200 SEK, to wszystkie kolejne leki na receptę - po przekroczeniu tych 2200 SEK - są za darmo.

sobota, 7 czerwca 2014

Kosläpp 2014

Rok temu pisałam o tej imprezie organizowanej przez Arlę. W marcu tego roku sprawdzałam prawie codziennie stronę Arli poświęconą kosläppowi i, gdy tylko pojawiła się taka możliwość, zarezerowałam bilety. Fizycznych biletów tak naprawdę nie ma, nie dostałam również żadnego potwierdzenia rezerwacji. Natomiast kilka dni przed wybranym przeze mnie kosläppem dostałam mejla z informacją o zmianie miejsca parkowania, gdyż przez dużą ilość opadów rozmokła łąka, na której miał być parking.
Niestety, na tego kosläppa w końcu nie pojechaliśmy, bo akurat 10. maja musiałam iść do pracy. Przykro mi było, nawet coś tam w pracy wspomniałam. Okazało się, że szef widział - jeżdżąc do swojego domku letniskowego - zagrodę, gdzie można wziąć udział w krowim safari. W Väddö. Sezon na krowie safari zaczyna się co prawda dopiero w czerwcu, ale na stronie internetowej znalazłam informację, że oni również organizują kosläpp! 17. maja - a więc jeszcze nie wszystko stracone! I nie trzeba było się wcześniej zapisywać.

Pojechaliśmy więc - około 100 km w jedną stronę. Na miejscu kartonowe tablice informacyjne wskazującego dokąd jechać, ponadto obsługa w odblaskowych kamizelkach kierująca na parking na łące. Na wąskiej drodze prowadzącej do gospodarstwa nie byliśmy sami. Były inne samochody, rowerzyści, piesi.

[Parking na łące]

Przy zagrodzie sprzedawano kiełbaski, lody (z własnej mleczarni), oczywiście kawę i ciasto.  Kupiliśmy lody i udaliśmy się w kierunku łąki, gdzie miały się pokazać krowy.
Było sporo ludzi, ale mimo wszystko nie aż tylu, żeby nie dało się zobaczyć, co się dzieje na łące.

[Oczekiwanie na krowy]

Ogłoszono, że krowy zostają wypuszczone; krowy najpierw szły, potem biegły i skakały - tak, jak można to było zobaczyć na filmach z poprzednich kosläppów. Gdy dotarły do końca pastwiska, stojący tam organizatorzy zaczęli je przeganiać z powrotem. Dwie krowy się zaczęły szturchać rogami, ale to by generalnie było na tyle. W sumie 5 minut oglądania.

[Krowy]

[Goście i krowy]

[Pierwszy wiosenny wypas]

Krowy obejrzane, lody zjedzone, więc ruszyliśmy w kierunku parkingu. Przed nami 100 km drogi do domu.

[Zagrody]

[Powrót]

[Łąka]

poniedziałek, 26 maja 2014

Eurowybory

Pierwsze głosowanie na szwedzkie partie za nami!

Jakieś dwa miesiące temu otrzymaliśmy listownie informację o możliwości dopisania się do spisu wyborców. Należało podać nazwę poprzedniego okręgu wyborczego (z wyborów do PE), do którego się należało i odesłać w otrzymanej kopercie. Koperta była "z okienkiem", adres był wpisany na zgłoszeniu, które wypełnialiśmy. Oboje zrobiliśmy ten sam błąd i przed zaklejeniem kopert nie sprawdziliśmy, czy włożyliśmy kartkę do koperty w taki sposób, by adres był widoczny. Jedną kopertę na szczęście udało się rozkleić i w niej wysłaliśmy oba zgłoszenia.
Miesiąc temu dostaliśmy kartkę, która potwierdza możliwość wzięcia udziału w wyborach. Na niej znajdował się numer wyborcy.

W Szwecji głosowanie rozpoczęło się 7. maja - od tego czasu można było oddać swój głos w bibliotekach czy galeriach handlowych. Stały tam specjalne stanowiska (w Liljeholmen Galeria wyglądało to trochę jak "zapraszamy na darmowe pomiary ciśnienia"), gdzie można było zagłosować (a jeśli zapomniało się swojej karty z numerem wyborcy, to w niektórych punktach można było ją sobie wydrukować). Skorzystało z tego około 10% uprawnionych do głosowania w Szwecji.

My wybraliśmy głosowanie standardowe i w niedzielę 25. maja udaliśmy się do lokalu wyborczego oddalonego od naszego domu o jakieś 200m - czyli do szkoły znajdującej się zaraz obok naszego bloku.
Przed wejściem do szkoły stali przedstawiciele 6 ugrupowań (w szarfach z ich nazwami) i rozdawali listy kandydatów ze swoich partii. Wzięliśmy ulotki i udaliśmy się do klasy, w której głosował nasz okręg. Przy wejściu stała pani, która wręczyła nam po kopercie. Następnie udaliśmy się do komisji, której przedstawiciele widząc nasze puste koperty, wskazali nam miejsca za parawanami i powiedzieli, żebyśmy najpierw oddali głos i później do nich przyszli.

Miejsca za parawanami to stoliki rozmiaru kartki A4. Marcin poszedł za jeden z nich, ja stanęłam przy sąsiednim. Przeczytałam wszystkie napisy na kopercie i nadal nie wiedziałam, jak mogę oddać głos. Marcin też nie, więc poszedł do komisji i zapytał - usłyszałam, że ma włożyć kartkę do koperty. Popatrzyłam na kartki otrzymane przed wejściem - żadna z nich nie zawierała informacji o partii, na którą chciałam głosować. Nie skojarzyłam, że Marcin dostał inne kartki przy wejściu, bo przechodził obok innych ludzi; zaczęłam się go pytać, co robić, żeby zagłosować. Wtedy jeden z członków komisji zwrócił mi uwagę, że nie można przeszkadzać w głosowaniu i jeśli mam pytania, to mam się jego zapytać i on mi pomoże. Zapytałam, dostałam odpowiedź i wtedy zrozumiałam, jak działa ten system.

Po pierwsze - można głosować na partię, nie trzeba głosować na osobę (to wiedziałam już wcześniej). 
Po drugie - kartki rozdawane przy wejściu lub otrzymane wcześniej razem z wyborczymi ulotkami to SĄ karty do głosowania. Zaraz przy drzwiach wejściowych do szkoły była skrzynka z listami ze wszystkimi dostępnymi partiami i stamtąd wzięłam kartkę z listą kandydatów partii, na którą chciałam oddać swój głos.
Samo głosowanie polega na wsadzeniu wybranej kartki do otrzymanej koperty. Jeśli na kartce nie postawi się krzyżyka, to głosuje się na partię; postawienie krzyżyka przy konkretnym kandydacie powoduje, że to na niego oddaje się swój głos.
Widziałam na zdjęciach, że w Szwecji są urny wyborcze, jednak w naszym okręgu urn nie było. Z moją zaklejoną kopertą udałam się więc do stolika komisji - w kopercie była dziurka, więc widać było, że w środku jest kartka. Pani z komisji wzięła ode mnie list z moim numerem wyborcy, pan sprawdził, że jestem na liście, a następnie pani sprawdziła dane w mojej legitymacji (szwedzka karta ID ze zdjęciem), odebrała kopertę i powiedziała, że to wszystko.

Co ciekawe, jeśli nie miałabym dokumentu ze zdjęciem (i szwedzkim numerem ID, zapewne), to wystarczyłoby, żeby ktokolwiek - np. Marcin - pokazał swój dokument i powiedział, że ja to ja. To by wystarczyło, by potwierdzić moją tożsamość :-)

Sondażowe wyniki telewizja pokazała o 21:00, ale o 23:00 (gdy cała Europa zakończyła głosowanie) dostępne były już wyniki z ponad połowy punktów wyborczych. I w ciągu kolejnej godziny można było obserwować na ekranie pasek postępu - ile głosów jest policzonych, jaki jest procentowy wynik której partii. Gdy szłam spać około północy, to niepoliczone były jedynie głosy z około 50 okręgów (w sumie okręgów było niecałe 6000). Co za prędkość!

piątek, 18 kwietnia 2014

"Wiemy, co jest po śmierci"

taki tekst zobaczyłam ostatnio na plakacie w metrze. A kilka dni później w gazecie.

[Reklama w gazecie]

"Wielu się zastanawia. A my wiemy na pewno." - ten przykuwający uwagę swoim nagłówkiem tekst, to reklama firmy zajmującej się prawem rodzinnym.
Tutaj (w języku szwedzkim) można zrobić sobie szybki test i zobaczyć, jak mniej więcej działa prawo spadkowe dla wybranej konfiguracji rodzinnej. Reklama zachęca też do umówienia się na darmową wizytę, by omówić swoją sytuację. I dowiedzieć się, jak zabezpieczyć swoją wolę testamentem.

Rodziny w Szwecji funkcjonują w różnych konfiguracjach i chyba na każdą funkcję istnieje odpowiednie słowo w języku szwedzkim:
- gift - żonaty, zamężna; dotyczy osób różnej płci
- registrerade partner - zarejestrowany partner tej samej płci
- sambo - osoba mieszkająca razem z inną osobą, pozostająca z nią w nieformalnym związku (przy czym "nieformalny" nie oznacza, że jest on nieuznawany przez państwo; np. osoba będąca sambo szwedzkiego obywatela, może szybciej starać się o obywatelstwo)
- särbo - osoba będąca w nieformalnym związku z drugą osobą, ale mieszkająca osobno-
- delsbo - osoba mieszkająca z partnerem przez część czasu; np. gdy partner pracuje w odległym miejscu
- mamsbo - dorosła osoba mieszkająca z rodzicami
-  mamma, pappa, barn - czyli mama, tata i dziecko
- bonusmamma, bonuspappa, bonusbarn - czyli macocha, ojczym i pasierb

niedziela, 13 kwietnia 2014

Matematyka

Poziom edukacji w Szwecji jest obiektem dyskusji zarówno na poziomie zwykłych obywateli, jak i mediów czy polityków. Jednym z podkreślanych w ostatnich miesiącach problemów jest wynagrodzenie nauczycieli - sytuacja jest podobna jak w Polsce, czyli jeśli ktoś może ze swoim wykształceniem pracować w innej branży (np. matematycy w firmach ubezpieczeniowych czy bankach) i zarabiać więcej, to raczej nie zostanie nauczycielem; stąd w szkołach kształcących nauczycieli w niektórych rocznikach nie ma klas dla przyszłych nauczycieli matematyki, gdyż nie było chętnych. Poziom pensji zdecydowanie do tego nie zachęca. Ale to ma się zmienić - m.in. kosztem niezwiększania firmom ulg podatkowych przy zatrudnianiu osób poniżej 25 roku życia.

Problemy edukacyjne nie są niczym nowym, jednak w przeszłości mogły one mieć inne, bardzo zaskakujące źródło. Chodzi o nauczanie matematyki.
Po drugiej wojnie światowej państwo szwedzkie było bardzo przeciwne kapitalistom. Kapitalizm był zły. A kim jest kapitalista? To ktoś, kto umie liczyć - doszły do wniosku władze. Jak więc najskuteczniej blokować rozwój kapitalistów? Ograniczyć lekcje matematyki! Tak więc nawet dzieci, którym matematyka wchodziła do głowy łatwo, nie mogły dowiedzieć się w szkole więcej niż podstawa przewiduje. Pewnie nikt nie kontrolował, czy po zajęciach szkolnych dziecko zdobywało ponadprogramowe umiejętności, ale założę się, że uczniów wybiegających ponad program jest mniej niż tych, którzy zostawiają tornister w domu i wybiegają na podwórko.
Później przyszedł socjalizm. I wszyscy mieli być równi. Niezależnie od szczególnych uzdolnień. Więc założenie było inne, ale realizacja taka sama.

Stąd się bierze kiepska znajomość matematyki w społeczeństwie. Przynajmniej według jednego, starszego ode mnie o pokolenie, Szweda. Ciekawa teoria.