poniedziałek, 2 grudnia 2013

Odsiecz wiedeńska

Z kolegą Ch., Węgrem, rozmawialiśmy o etymologii jakichś słów i on twierdził, że w węgierskim słowa takie jak koń czy namiot pochodzą z czasów, gdy Węgry były pod panowaniem Turków. 

Jak na Polkę przystało skorzystałam z okazji i przypomniałam o naszym wielkim zwycięstwie pod Wiedniem, gdy w XVII wieku powstrzymaliśmy inwazję islamu na Europę -  każdy powinien znać mit o Polsce jako przedmurzu chrześcijaństwa!
No więc opowiadam i się najwyraźniej za bardzo ekscytuję, bo w pewnym momencie Ch. zaczyna się śmiać i przerywa mi pytaniem - "A czy ktoś oprócz was, Polaków, o tym słyszał?". 
Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć, ale wydawało mi się oczywiste, że przecież o takim ważnym wydarzeniu, wszyscy powinni się uczyć! 
A tu takie rozczarowanie. To tylko nas, w polskie szkole, karmiono przez lata nauki języka polskiego i historii, mitem naszej wyjątkowej pozycji w historii Europy. Niby człowiek powinien sobie z tego zdawać sprawę, ale jakoś tak przykro mi się zrobiło... że o naszej wyjątkowości wiemy tylko my sami...

niedziela, 1 grudnia 2013

Do pierwszej krwi

Marcin się przeziębił, a było to jakiś miesiąc temu. Taki jesienno-zimowy standard - kaszel, katar i gorączka. Po kilku dniach większość z tych objawów przeszła. Poza kaszlem. Raz kaszlał mniej, raz więcej, ale - mimo picia syropu i zalanego wrzątkiem tymianku - kaszel nie przechodził.
Wybrał się więc Marcin po wsparcie do przychodzi. Lekarz go zbadał i stwierdził, że ma pić syrop. A jeśli zacznie kaszleć krwią, to będzie to oznaka zapalenia płuc - wtedy ma ponownie przyjść do przychodni.
Do etapu krwi nie doszliśmy, a kaszel jak był, tak jest...

Rozmawiałam z mężem T - on też miał podobny problem i otrzymał taką samą diagnozę. Widocznie to taki kaszlowy standard w Skandynawii.

U dzieci długotrwały kaszel diagnozowany jest jako astma dziecięca i - z tego, co słyszałam - najczęstszą radą jest "to minie"... plus zalecenie picia syropów i podawania dużej ilości płynów.

Na przeziębienia zawsze dostaje się radę w postaci - odpoczywać, wygrzewać się i przyjmować dużo płynów. Skuteczne to to jest - ale chyba tylko dlatego, że przeziębienie na ogół samo przechodzi.

środa, 20 listopada 2013

Złodzieju, spróbuj szczęścia na innym piętrze

Gdy zmienialiśmy biuro, na naszym piętrze, od strony klatki schodowej, można było zobaczyć informację dla potencjalnego złodzieja (do wiadomości był nawet dołączony clipartowy złodziej). Myślałam, że to taki żart.

Teraz naszej kartki nie ma, ale wczoraj na pierwszym piętrze naszego budynku zobaczyłam kartkę z podobną informacją.


Może to wymagania firmy ubezpieczeniowej?
Ale dlaczego w takim razie zniknęła kartka z naszego piętra? Czyżby dlatego, że po firmie błąkają się czasem telefony bez nadzoru? Zapewne wolno wywieszać jedynie informacje zgodne z prawdą ;-)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Siedemnaście!

Spośród importowanych produkcji pokazywanych w szwedzkiej telewizji jedynie programy dla dzieci mają dubbing (o "wersji z lektorem" chyba nikt tutaj nie słyszał). Wszystkie pokazywane w telewizji brytyjskie seriale i amerykańskie filmy mają oryginalną ścieżkę dźwiękową i szwedzkie napisy. Z przyzwyczajenia starałam się słuchać i jednocześnie czytać, ale ze względu na to, że oba języki są "obce", to znacznie lepiej rozumiem, o co chodzi, jeśli skupiam się tylko na jednym.

Czytałam ostatnio jakiś film akcji - bodajże "Spidermana" - i w jednej ze scen padło "sjutton" (co dosłownie znaczy "siedemnaście"). Tyle że zupełnie nie pasowało mi to do kontekstu.
Zaczęłam więc szukać i na stronie Rady Języka (Språkrådet) znalazłam wyjaśnienie. Okazało się, że przeklinanie przy użyciu liczb jest czymś typowym dla całej Skandynawii. Używa się liczb 7, 16, 18, 19, 100 i 1000 (w formie współczesnej tusen i starszej tusan). Liczby można miksować i używać na przykład jako 700 czy 7000.

Do standardowych nieliczbowych mocnych przekleństw należy wzywanie diabła (djävulen) czy piekła (helvete). Jeśli natomiast ktoś chce podkreślić swoją złość w trochę słabszy sposób używa liczb.

18 jest uznawana za liczbę Odyna, więc jest "niebezpieczna" - w związku z tym częściej używa się liczb sąsiednich 17 (i podobnej jej 7, która dodatkowo w wielu kulturach starożytnych jest liczbą magiczną) oraz 19.

środa, 13 listopada 2013

Historia pralni

W niedziele na svt1 emitowany jest teleturniej "Allt om Sverige" ("Wszystko o Szwecji"). Amerykanie szwedzkiego pochodzenia poznają szwedzką kulturę, swoje rodzinne historie (co ich łączy ze Szwecją, kiedy i w jakich okolicznościach ich przodkowie wyemigrowali do USA) i walczą o możliwość spotkania ze swoją szwedzką rodziną. Oni nie mówią po szwedzku, nie mają żadnego kontaktu ze swoimi krewnymi i praktycznie nic o Szwecji nie wiedzą - do USA emigrowali ich dziadkowie, pradziadkowie i prapradziadkowie.

Z ostatniego odcinka dowiedziałam się, skąd wzięły się pralnie w każdym kwartale. Otóż w 1955 roku przeprowadzono badanie, z którego wynikało, że pranie (zapewne ręczne), jest tak bardzo czasochłonnym zajęciem, że umożliwienie ludziom dostępu do pralni automatycznych pozwoliłoby na zaoszczędzenie 150 milionów roboczogodzin. Wprowadzono więc prawo nakazujące budowę pralni, dzięki czemu 10 lat później 90% ludzi miało do niej dostęp.
Do teraz w wielu domach nie ma pralki, a dostęp do pralki i suszarki jest głównym powodem konfliktów wśród sąsiadów.

Inną ciekawostką pokazaną w ostatnim odcinku były szwedzkie rodziny. Amerykanie mieli zamieszkać z nimi i brać udział w ich życiu - zjeść razem kolację, odprowadzić dzieci do przedszkola itd. Jedna z Amerykanek była zszokowana, że rodzina z kilkorgiem dzieci mieszka w dość ciasnym mieszkaniu w bloku (pani ta mieszka w USA w 300-metrowym domu). Szwedka wyjaśniła, że kiedyś mieli 4-kondygnacyjny dom z trzema garażami. Mieli wtedy dużo przestrzeni, ale mało czasu spędzali razem. Zdecydowali się więc przeprowadzić do mieszkania o mniejszej powierzchni, ale bardziej przytulnego, w którym wszyscy spędzają czas razem.


sobota, 2 listopada 2013

Skogskyrkogården

W ubiegłym roku również wysiadłam na stacji metra Skogskyrkogården, ale wygląda na to, że poszłam w złym kierunku. Wychodząc ze stacji można pójść na cmentarz po jednej lub po drugiej stronie ulicy - po jednej stronie (i to tam byłam rok temu) znajduje się zwykły cmentarz, a po drugiej miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco (czyli właściwy Skogskrykogården).

Cmentarz został zaprojektowany na początku XX wieku, a głównym celem przyświecającym jego projektantom było stworzenie wyjątkowego miejsca, w którym architektura będzie współistniała z naturą.

Na 102 hektarach jest 100 000 miejsc pochówku, przy czym każde z większych wyznań ma wydzieloną swoją część na cmentarzu. Na terenie cmentarza jest 5 kaplic, krematorium i miejsce pamięci.

Całość wygląda duży park, w znacznej części pokryty lasem z wysokimi drzewami iglastymi (obstawiam, że drzewa mogą mieć nawet po kilkanaście metrów).



Są górki. Jedna z nich to minneslund (miejsce pamięci), czyli teren, gdzie wysypywane są prochy po kremacji. Było dzisiaj dobrze widać, gdzie były niedawne "rozsypania" - na jesiennoburej trawie wyrożniały się internsywnie zielone okręgi; widać, gdzie ziemia została zasilona w nowe składniki (ale nie mam tego na żadnym zdjęciu).



Bardzo widoczne były dzisiaj służby porządkowe - szczególnie w miejscach takich jak missenlund, gdzie ludzie zapalają  znicze i zostawiają kwiaty (ba, widziałam nawet jedną dynię ze świeczką w środku!); wypalone znicze czy śmieci są natychmiast usuwane.

Przy każdym grobie znajduje się mała kartka z numerem kwatery oraz uchwyt na dodatkową informację. Czasami jest to wiadomość o tym, że nieopłacony grób przeszedł na własność zarządcy cmentarza a czasem prośba o skoszenie trawy.

Swoje specjalne miejsce ma grób Grety Garbo i chyba jako jedyny jest wyróżniony na planie cmentarza.




poniedziałek, 28 października 2013

Związki zawodowe

Historia związków zawodowych zaczęła się od konfliktu pracodawcy z pracownikiem. Konflikt tak się rozwinął, że pracodawca poprosił o pomoc wojsko, w skutek działań którego pracownik stracił życie. Skończyło się to zamieszkami i wprowadzeniem prawa o niemieszaniu się wojska i policji w sprawy przedsiębiorstw.

Pierwsze związki zawodowe miały bardzo silną pozycję - również w stosunku do pracowników. Gdy związek ogłaszał strajk, to pracownikowi nie wolno było podjąć pracy. Za brak posłuszeństwa groziły nawet kary cielesne. Dzięki tej wewnętrznej dyscyplinie związki mogły walczyć o dobre prawo i przywileje pracownicze.

W Szwecji większość branż ma swoje "specjalistyczne" związki, ale istnieją też takie zrzeszające ludzi wykonującego każdy rodzaj pracy - jednym z nich jest Unionen.

Związki zawodowe nadal mają bardzo silną pozycję. Przynależność kosztuje około 200 koron miesięcznie, ale jeśli pracodawca będzie chciał zwolnić członka związku, to będzie musiał się z tego dokładnie wytłumaczyć. Poza tym procedury pozwalają na ugranie dodatkowego miesiąca do okresu wypowiedzenia zawartego w umowie.
Minusem jest to, że pracodawca nie może pracownikowi powiedzieć, że zostanie zwolniony, dopóki nie zostanie to zatwierdzone przez związek. Ale nawet wtedy informacja ta przychodzi do pracownika od przedstawiciela związku a nie od pracodawcy - co wygląda dziwnie, bo dostaje się ją od obcego człowieka.

Jedną z zasad obowiązujących przy zwolnieniach jest kolejność zatrudnienia. Najpierw zwalnia się tych, którzy mają najkrótszy staż w danej firmie. Firmy mają swoje sposoby, żeby zostawić lepszego pracownika z krótszym stażem - zmieniają mu na przykład stanowisko (przy czym gorszy pracownik z dłuższym stażem może zakwestionować taką zmianę i próbować udowodnić, że również jest w stanie wykonywać obowiązki na tym nowym stanowisku).

Ludzie, którzy należą do związków zawodowych, często zapisują się do A-kassa (można też należeć do A-kassa, a nie należeć do związku). W zamian za comiesięczne składki, w przypadku utraty pracy, przez kilka miesięcy dostaje się zapomogę - są róże warianty, można dostawać około 10 tysięcy koron, można ileś procent ostatniej pensji.