poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Treriksröset

Treriksröset to kamień graniczny ustawiony w punkcie, gdzie spotykają się Szwecja, Finlandia i Norwegia. Do miejsca tego można dojść kilkunastokilometrowym szlakiem, lub dopłynąć łódką i przespacerować się 3-kilometrową ścieżką.

Podobno dłuża trasa piesza jest nieprzywidywalna ze względu na bobry, którym zdarza się przegryzać pomosty, przez co turyści bez kaloszy mają problem z dotarciem do celu suchą nogą.

Łódka odpływa z fińskiego Kilpisjärvi trzy razy dziennie. Podane przez przewoźnika godziny są, niestety, orientacyjne; my czekaliśmy 40 minut. Łódką płynie się 30-40 minut, a następnie idzie jedyną dostępną ścieżką.

[Widok ze szlaku w stronę jeziora Kuohkimajärvi]

[Jezioro Kuohkimajärvi]

[Łódka M/S Malla przywożąca pasażerów na szlak]

Mimo że na szlaku znajdują się drewniane pomosty, droga była miejscami zalana i trzeba było iść na przykład po kawałkach pociętego drzewa, trzymając się siatki, która chyba wyznaczała granicę ze Szwecją.

[Kładka na szlaku]

[Kładka na szlaku, przy trasie dla skuterów śnieżnych]

[Kwiatki na szlaku]

[Kwiatki na szlaku]

Na szlaku zobaczyć można było ludzi w kapeluszach z siatką, które przypominają kapelusz pszczelarski. Wydawało mi się do dziwne, do czasu, gdy musiałam się na chwilę zatrzymać, żeby ściągnąć kurtkę. Te kilkanaście sekund spowodowało, że obsiadło mnie sporo komarów, które już do końca wycieczki nie dawały mi spokoju.

Tuż przed puntem granicznym jest rozwidlenie szlaku. Żeby skręcić w dobrą stronę, trzeba znać fińską nazwę Treriksröset - czyli Rajapyykki.

[Drogowskaz]

Na kamieniu zaznaczone są godła Szwecji, Finlandii i Norwegii. Dojść do niego można po niezbyt szerokiej drewnianej kładce, która prowadzi wokół kamienia. Zarówno kamień jak i podstawa kładki zanurzone są w wodzie.

[Kładka prowadząca do kamienia granicznego]

[Kamień graniczny]

[Kładka przy kamieniu granicznym]


Informacje o łódce M/S Malla

niedziela, 6 sierpnia 2017

Samska kawa

Nocleg po wizycie na Nordkapp zarezerwowaliśmy w Havøysund. Tak odkryliśmy trasę widokową 889, którą dane nam było docenić dopiero w drodze powrotnej, następnego dnia. Mgła powodowała, że człowiek skupiał się głównie na wypatrywaniu zakrętów i reniferów; przy kiepskiej widoczności nie dało się zobaczyć, że z jednej strony drogi są skały, a z drugiej woda, więc szansa, że jakiś renifer się przybłąka, jest bardzo mała.

[Droga 889 w Norwegii]

[Droga 889 w Norwegii]

[Droga 889 w Norwegii]

[Zbliżamy się do Havøysund]

Havøysund nie ma nic szczególnego do zwiedzania. To małe miasteczko z portem, sklepem, cmentarzem i restauracją. Ponieważ przyjechaliśmy na miejsce dosyć wcześnie, a lokalna restauracja miała dobre opinie w Internecie, postanowiliśmy do niej pojechać na kolację.
Chcieliśmy sprawdzić na stronie restauracji jej adres, ale zamiast tego był tylko opis w stylu "za mostem skręć w lewo, dojedź do cmentarza, skręć w prawo...". Szukaliśmy więc po drodze punktów orientacyjnych i póki były budynki w okolicy, to jakoś szło, ale gdy w opisie pojawiła się informacja "kieruj się na wiatraki", a widoczność była na może 30 metrów, to stwierdziliśmy, że jedziemy prosto i zobaczymy, dokąd dojedziemy. W pewnym momencie udało nam się znaleźć kolejny punkt orientacyjny z listy - czerwony dom - ale zobaczyliśmy go dopiero w momencie mijania.


[Czerwony dom we mgle]

Dojechaliśmy w końcu do grupy czterech samochodów zaparkowanych przy drodze. Szerokość wyżwirowanej powierzchni wskazywała, że mógł to być parking. Zostawiliśmy tam auto i dalej udaliśmy się pieszo.

[Droga do restauracji]

Kilkadziesiąt metrów dalej z mgły wyłoniła się restauracja. Yay!

W menu kilka dań - w tym gulasz z renifera i jakaś ryba - a ponadto samska kawa. I od kawy zaczęliśmy! O czymś, co nazywa się kaffeost, czyli "serze do kawy", słyszałam wcześniej, ale sama nie próbowałam zalewać sera kawą. A samska kawa to coś więcej niż kaffeost.
Kawę dostaliśmy w pojemniku, którego używa się do przygotowania kawy na ognisku. Ponadto w kawowym zestawie były suszone plasterki mięsa renifera oraz ser w plasterkach. Do kubka wlewa się kawę i wsadza kawałek mięsa, żeby zmiękł - chwilę trwa zanim to się stanie, w tym czasie kawa nabywa mięsno-słonego smaku. Z serem sprawa jest prostsza, bo on się w kawie rozpuszcza (jak na zapiekance) zostawiając oka tłuszczu. O ile namoczone w kawie mięso jest całkiem niezłe (tylko trzeba poczekać dłuższą chwilę aż porządnie zmięknie), a kawa z aromatem mięsa nie smakuje najgorzej, o tyle tłuszcz serowy w kawie zmieniał ją na niepijalną dla mnie.

[Samska kawa]

Podobno z restauracji jest ładny widok na morze. Niestety, nie było nam dane go podziwiać. Zamiast tego mogliśmy się poczuć jak w lecącym przez chmury samolocie.



sobota, 5 sierpnia 2017

Nordkapp

W tym roku na wakacje pojechaliśmy na... północ. Jak zwykle - chciałoby się powiedzieć. Odwiedziliśmy "najbardziej" wysunięty na północ kawałek Europy, czyli Przylądek Północny (Nordkapp). W rzeczywistości najbardziej północny fragment Europy znajduje się na innej wyspie, do której jednak nie ma dojazdu, więc dla turystów to Nordkapp jest "tym miejscem".

[Nordkapp już za 13 km]

Pogoda w Norwegii była taka, jak zazwyczaj, gdy tam jedziemy, czyli pochmurno z niewielkimi opadami deszczu. Ponadto praktycznie na całej długości drogi E69, która prowadzi na Nordkapp, jechaliśmy we mgle - czasem mniejszej, czasem większej, ale czasem też można było zobaczyć, co się dzieje w okolicy, bo akurat jechaliśmy tuż pod chmurą.

[Mgliście]

Mgły w Laponii są problematyczne głównie ze względu na wypasające się renifery, które - nie zachowując należytej ostrożności - przebiegają przez jezdnię.

[Renifery na drodze]

Wjazd na parking przy Nordkapp jest płatny dla każdego turysty w pojeździe silnikowym. Jeśli przyjedzie się rowerem lub przyjdzie pieszo, wstęp jest darmowy. Kilka kilometrów przed terenem Nordkapp (terenem, bo poza symbolicznym globusem jest tam spory parking, hotel, restauracja, sklep z pamiątkami a nawet coś w rodzaju bezwyznaniowej kaplicy, w której można wziąć ślub) znajdują się dwa niewielkie parkingi, na których można zaparkować samochód by na przylądek dojść pieszo.

[Bramki wjazdowe na teren Nordkapp]

 [Nordkappowy globus]

Na samym przylądku było mgliście, ale momentami dało się zobaczyć wodę u podnóża skał.

[Zamglony globus na Nordkapp]

[Skały we mgle, ale morze widać]

[Przylądkowy widok na morze Barentsa]

Jakieś 100, może 200 metrów na zachód od obecnego Nordkappowego globusa, w miejscu, które jeszcze 100 lat temu było uznawane za najbardziej północy przylądek Europy, znajduje się niewielki obelisk i tabliczka informacyjna.

[Obelisk w miejscu wcześniej uznanym za najbardziej wysunięte na północ]

W czerwcu 1988 roku na Nordkapp spotkało się siedmioro dzieci - Jasmine z Tanzanii, Rafael z Brazylii, Ayumi z Japonii, Sithideh z Tajlandii, Gloria z Włoch, Anton z ZSRR i Louise z USA. Każde z dzieci zaprojektowało płaskorzeźbę, które rok później zostały odlane w brązie. Postawiono tam wówczas również rzeźbę "Matka i dziecko" Evy Rybakken.
Od 1989 roku przyznawana jest nagroda Dzieci Ziemi. Nagrodę tę w wysokości 100 000 koron może dostać osoba lub organizacja, która pomaga dzieciom znajdującym się w trudnej sytuacji.

[We mgle teren Nordkapp wygląda trochę jak krajobraz księżycowy]

[Informacja o rzeźbie "Dzieci Ziemi"] 

[Rzeźba "Dzieci Ziemi"] 


Na terenie Nordkapp pracuje wielu zagranicznych studentów, więc rozmowy po szwedzku odpadają, chyba że akurat trafi się na Norwega.

czwartek, 29 czerwca 2017

Postarzanie drzew w Skåne

Pod koniec kwietnia w lasach w okolicy Lund przeprowadzono kilkudniową akcję postarzania (veteranisering) drzew.  Postarzanie polega na zwiększaniu ilości martwego drewna w młodych drzewach, głównie dębach, przez celowe uszkadzanie korony drzewa i łamanie gałęzi. Dzięki temu zwiększa się powierzchnię do życia dla różnych gatunków - a może być ich aż 500, w tym porosty, grzyby, owady i pajęczaki.

Postarzając drzewa, leśnicy próbują załatać przerwę pokoleniową w drzewach na obszarze Natura-2000 w okolicy Lund. Duża część drzew na tym terenie ma ponad 250 lat, a drugą grupę stanowią drzewa młodsze niż 100 lat. Gdyby sytuacja pozostała niezmieniona, starsze drzewa zaczęłyby padać ze starości, gdy w okolicy nie byłoby jeszcze drzew odpowiednio starych, by mogły się na nie przenieść organizmy z martwego drzewa. Dzięki postarzaniu leśnicy mają nadzieję na zapewnienie wszystkim gatunkom ciągłości dobrych warunków do życia.

Źródło: Skogen.se

niedziela, 7 maja 2017

Noc w lesie

W ostatnią sobotę kwietnia wybraliśmy się na obserwowanie zwierząt w lesie. W Hälsinglandzie znaleźliśmy zagrodę Norrigården Vildmark, którą prowadzi leśniczy. Poza dziennymi wycieczkami do lasu i noclegiem w gospodarstwie, można tam wynająć na noc jedną z dwóch kryjówek w lesie: małą lub dużą.

My zarezerwowaliśmy małą, ale ponieważ nie było innych gości tego dnia, leśniczy zaproponował nam zostanie na noc w dużej, która ma toaletę w środku.

[Widok z górnego łóżka]

[Stanowiska obserwacyjne]

Samochód zostawiliśmy na podwórku leśniczego. Następnie leśniczy zabrał nas do lasu swoim samochodem, a na końcu czekał nas jeszcze kilkunastominutowy spacer przez las. W całkowitej ciszy, żeby nie spłoszyć zwierząt.

[Śnieg na leśnym poboczu]

Gdy dotarliśmy na miejsce, była mniej więcej godzina 16:30. Zwierzęta pojawiają się w okolicy godziny 19:00, a potrzeba około 2 godzin, żeby zapach ludzkich śladów rozmył się na tyle, by zwierzęta przestały omijać dane miejsce.
Wewnątrz drewnianego domku było 0 stopni. Leśniczy włączył ogrzewanie gazowe i poinstruował nas, że możemy rozmawiać tylko szeptem, nie powinniśmy tupać, a gdy zwierzęta zjawią się w pobliżu, nie powinniśmy wykonywać gwałtownych ruchów (będąc w pomieszczeniu!), żeby ich nie przepłoszyć.

[Regulamin]

W domku nie było prądu ani bieżącej wody. W tym, w którym spaliśmy była toaleta kompostująca, a w drugim, mniejszym, toaleta była kilka metrów za domem - dla tych mniej odważnych zostawiono wewnątrz domu wiadro.

Oba drewniane domki są pokryte siatką maskującą, ale poza oknami mają też otwory na aparaty fotograficzne, żeby nie trzeba było robić zdjęć przez szybę. Między małą a dużą kryjówką znajduje się rzadszy las, w którym wysypywane jest jedzenie dla niedźwiedzi. Poza niedźwiedziami przychodzą w tę okolicę również rosomaki i lisy.

[Widok z okna]

[Ogrzewanie]

Nam udało się zobaczyć niedźwiedzie, ale były w oddali, tak że trzeba było patrzeć przez lornetkę, by je zobaczyć.

W nocy nagrzaliśmy wnętrze do jakichś 10 stopni, więc można było obserwować las siedząc bez czapki, chociaż pod kocem.  Pod koniec kwietnia w nocy jest ciemno przez kilka godzin, więc poszliśmy spać. A kładąc się spać wyłączyliśmy ogrzewanie. Dzięki temu prostemu trikowi temperatura nad ranem spadła do 5 stopni, a ja spędziłam noc w śpiworze, czapce i pod kocem.

[Pobudka]

[Temperatura o poranku]

O 7 rano przyjechał po nas leśniczy. Gdy zobaczył, że nam zimno, wysłał nas do nagrzanego samochodu, więc mogliśmy odmarzać w czasie, gdy on m.in. zbierał informacje z zamontowanych w pobliżu kryjówek kamer. Miło z jego strony, że przychodząc po nas zostawił w lesie otwarty samochód.
Gdy jechaliśmy do zagrody, widzieliśmy w lesie dwie samice głuszca - stały przy drodze i najwyraźniej na coś czekały - a później jeszcze stado saren na polu leśniczego. Zapytaliśmy, czy one nie boją się podchodzić tak blisko. Leśniczy odpowiedział, że przestały przychodzić zimą, gdy dwa razy wilki upolowały w tym miejscu sarny, ale teraz znowu przychodzą.

[Sarny przed domem leśniczego]

sobota, 6 maja 2017

Läkfremjandet - promotorzy zabawy

Läkfremjandet jest szwedzkim oddziałem organizacji International Play Association (IPA), która zajmuje się promowaniem zabawy wśród dzieci. Organizacja została założona w 1961 roku i liczy obecnie 50 państw członkowskich. IPA skupia się na promowaniu artykułu 31 z Konwencji Praw Dziecka, który mówi, że prawo dziecka do zabawy jest jednym z praw człowieka.

Läkfremjandet doszło do wniosku, że w szwedzkie dzieci spędzają obecnie na zabawie mniej czasu niż wcześniej, a ponadto uważają one, że zabawy są nudne. Organizacja postanowiła zmienić ten trend i odwiedza przedszkola oraz szkoły organizując dzieciom czas na przerwach, pokazując różne zabawy.

Szwedzki oddział IPA zajmuje się również katalogowaniem zabaw. Listę ponad 500 zabaw pogrupowanych według okazji (zabawy na Wielkanoc, Midsommar czy urodziny) można znaleźć na internetowej stronie archiwum zabaw.



czwartek, 4 maja 2017

Public Lending Right w Szwecji

W porannej audycji radiowej usłyszałam o propozycji podniesienia opłat, które biblioteki płacą autorom książek. Podwyżka miałaby być nieduża - chyba z 1,60 kr do 1,76 kr od każdego wypożyczenia. Zdziwiło mnie, że biblioteki płacą autorom za każde wypożyczenie książki, chociaż wcześniej słyszałam o opłacie za e-booki.

Pamiętam, że w polskich bibliotekach miejskich, do których byłam zapisana, była jakaś nieduża opłata miesięczna albo roczna. Te pieniądze miały być przeznaczane na zakup nowych książek. O opłatach na rzecz autorów nie słyszałam.
W Sztokholmie biblioteki, w których wypożyczam książki, są bezpłatne.

W Uni Europejskiej na początku lat 90 wprowadzono dyrektywę PLR (Public Lending Right), która dotyczyła rekompensat dla autorów nieodpłatnie udostępnianych utworów. Zanim Unia Europejska wydała dyrektywę, prawo to obowiązywało w Dani od prawie 50 lat. Na świecie PLR jest wdrożony w kilkudziesięciu państwach, ale nie ma wśród nich Polski - prawdopodobnie dlatego nie słyszałam wcześniej o rekompensatach dla autorów, mimo że płaciłam składki na bibliotekę.

Jesienią ubiegłego roku była w Szwecji e-bookowa afera. Rodzina jednego wydawcy wypożyczała książki w formacie elektronicznym - książki z tego wydawnictwa. Biblioteki za wypożyczanie e-booków płacą więcej niż za tradycyjne książki, bo aż 30 kr, więc ktoś zwietrzył możliwość łatwego zarobku.
Sprawa wyszła na jaw, ponieważ w ciągu kilku miesięcy biblioteka musiała zapłacić wydawnictwu w sumie 82 000 kr. Pracownicy biblioteki zaczęli przyglądać się źródłom kosztów i odkryli, że kilka osób wypożycza w kółko te same książki, w tym książki nie przeznaczone dla swojej grupy wiekowej.
Po tym odkryciu biblioteki zaczęły pracować nad systemem zabezpieczającym przed podobnymi nadużyciami, ale nie słyszałam, żeby zostały już podjęte jakieś decyzje w tej sprawie.