środa, 21 września 2022

Ålandia - Lappo

Z naszą grupą spotkaliśmy się ponownie w Lappo. Ten port był znacznie większy niż poprzednie; była tam restauracja, pralnia, sklep spożywczy, a nawet można było wypożyczyć rowery.

[Port w Lappo]

W porcie była informacja o kilkukilometrowym szlaku spacerowym po wyspie, wyznaczonym przez białe kamienie. Poszliśmy całą grupą i w czasie spaceru widzieliśmy dwie rzeczy bardzo, według mnie, specyficzne dla Ålandii: stanowiska do disc golfa i wielkiego majstånga.

Miejsca do grania w disc golfa są na Ålandii dosłownie wszędzie. I widzieliśmy ludzi, którzy wychodzili z łódek z zestawem swoim dysków do rzucania. Nie znam zasad tej gry, więc nie rozumiem dlaczego nie wystarczy jeden dysk. Ale jak tylko gdzieś przy ścieżce widać było prostokąt pokryty sztuczną trawą, to oznaczało, że gdzieś w okolicy będzie łańcuchowy kosz do gry.

Majstångi są to dekorowane kwiatami słupy, które stawia się z okazji Midsommar (Nocy Świętojańskiej). Jakiś czas po obchodach, słup się rozbiera - mniej więcej tak jak choinkę po Bożym Narodzeniu. Na Ålandii jednak, słupy te stoją przez cały rok. Ponadto mają po 10-20 metrów wysokości i czasem poza kwiatami w ramach dekoracji używane są małe modele łódek.

[Majstång na Ålandii]

[Na spacerze]

[Widok na port]

Tuż obok naszej łódki zaparkowały wieczorem dwie polskie - z obozem młodzieżowym. Chwilę z nimi pogadaliśmy i dowiedzieliśmy się, że gdy kilka dni wcześniej płynęli z Polski do Finlandii wiatr ich bardzo spychał w stronę Rosji, więc gdy my walczyliśmy z falami płynąc do Finlandii, oni starali się nie dać zepchnąć na wschód. W czasie rozmowy okazało się też jak bardzo nie znamy terminów żeglarskich po polsku 😅


wtorek, 23 sierpnia 2022

Ålandia - Jurmo

Na Jurmo mieliśmy spotkać się z resztą ludzi z naszej grupy. Niestety przy Isokari, gdzie nocowali, bardzo mocno wiało, więc zdecydowali się zostać tam jeszcze jeden dzień. Nasza droga z Uusikaupunki do Jurmo była bardziej osłonięta, więc my wyruszyliśmy w drogę.

[Białe kammiene wieże jako punkty orientacyjne]

[Mijany statek]

Wiatr był słaby, a do tego trochę fal prosto w dziub, więc trochę bujało i chlapało przez całą drogę. W książce z informacjami o portach pisało, że ten w Jurmo jest wystawiony na południowy wiatr. My popatrzyliśmy na mapę i stwierdziliśmy, że to chyba nie jest jakiś duży problem, bo wokół jest gęsto od wysp, więc nie powinno być źle. A trzeba było zaufać doświadczeniu autorów przewodnika zamiast zdawać się na swoje przeczucia! Łódkę przycumowaliśmy przy betonowym nabrzeżu i, jak zwykle, przyczepiliśmy fendery. Niestety, nocą wiatr tak nami bujał, że fendery wyskakiwały ze swoich miejsc między łódką a nabrzeżem i łódka tarła o beton - na szczęście tylko gumowym brzegiem, ale było to baaaardzo głośne. Kilka razy w nocy chodziliśmy obniżać i wciskać fendery na ich miejsce, ale to pomagało tylko na chwilę.

[Zacumowani na noc]

[Kolacja - pulpety z puszki i ziemniaki z proszku]

[Lokalny prom]

Gdy wieje, nawet nie szczególnie mocno, różne elementy łódki wydają dźwięki. Fale chlupiąco uderzają o ściany, które są zaraz koło twojej głowy. Fendery - o ile nie mają materiałowych pokrowców - skrzypią. Naciągnięte liny wydają dźwięki jak w instrumentach strunowych, a te nienaciągnięte obijają się o twarde elementy łódki. Każdy musi wypracować sobie system uciszania elementów jego łódki, bo to przeszkadza nie tylko jemu ale też sąsiednim łódkom.

Na Jurmo są hodowane szkockie długowłose krowy, z których mięso można kupić w lokalnym sklepie. Niestety żywe krowy widzieliśmy tylko z daleka.

Poza dużą ilością zieleni na wyspie jest też mały sklep z mini restauracją, hostel, kilka domów i przystań dla lokalnych promów.

[Plan wyspy]

[Sklep z rękodziełem]

[Droga na plażę]

[Strach na turystów]

[Spacer po wyspie]
    

Informacje o Jurmo

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Żaglówką do Finlandii

Gdy zimą rozmawialiśmy o letnich wakacjach, wiedzieliśmy już, że będziemy chcieli je spędzić na łódce. Patrzyliśmy na różne trasy, ale głównie na takie, gdzie można by było popływać od portu do portu, niezbyt długie odcinki. Opcja odwiedzenia Ålandii wydawała mi się nieco szalona, ale braliśmy ją pod uwagę w wersji 'popłyńmy do miasta Mariehamn, a jak będzie nam dobrze szło, to może dopłyniemy do Finlandii'.

Archipelag Ålandii to wyspy położone między stolicą Szwecji i Finlandii. Oddzielają morze Botnickie od Bałtyku. Formalnie jest to część Finlandii, ale ma swoją flagę i wszyscy mówią tam po szwedzku (poza tym, że mówią też po fińsku; w kontynentalnej Finlandii oba języki są urzędowe, ale moje doświadczenie jest takie, że łatwiej porozumieć się tam po angielsku niż po szwedzku).

W czasie wiosennych porządków w naszym klubie łódkowym rozmawialiśmy ze Stefanem, który chciał zorganizować grupową klubową wyprawę do Finlandii i Ålandii. Mnie ta opcja trochę przerażała - bo przecież do tej pory pływaliśmy tak, że zawsze ląd było widać, były inne łódki w okolicy, a teraz mielibyśmy płynąć po otwartym morzu, na dodatek nocą! Niemniej towarzystwo doświadczonych ludzi trochę mnie uspokajało i pozwoliło poczuć, że będziemy mieli wsparcie, więc będzie łatwiej; nawet jeśli o czymś sami nie pomyślimy, to inni zwrócą na to uwagę. Dobra okazja, żeby się czegoś nauczyć. Tak dołączyliśmy do grupy.

Im bliżej wyjazdu, tym bardziej intensywne były przygotowania - kupiliśmy stroje na deszcz i niską temperaturę, SUPa zamiast pontonu (wydawał się mniej problematyczny w trzymaniu na łódce, w praktyce okazało się, że w jedynym miejscu, gdzie się u nas mieści, blokuje widok i przejście z jednej strony łódki), zapasowe szekle, linę i grab baga (torbę do ewakuacji, w której znalazły się m.in. nóż, paszporty, krem z filtrem, czekolada i żyłka z haczykami do łowienia ryb). Pierwszy tydzień urlopy spędziliśmy jeżdżąc po sklepach przygotowując się do wyjazdu. Wcześniej, bo 3 tygodnie przed wyjazdem, zamówiliśmy mapy - trzeba było je sprowadzać z Finlandii, przy czym sklepy z mapami miały jedynie fińską wersję językową bez opcji zmiany języka chociażby na angielski. Papierowe mapy (elektroniczne mieliśmy - zarówno na nawigacji na łódce jak i w aplikacji na telefonach) przyszły w ostatniej chwili, odbieraliśmy je rano w dzień wyjazdu - poczta jest na stacji benzynowej, która otwiera się 1.5h przed otwarciem poczty, ale pani z obsługi zrozumiała sytuację i wydała nam paczkę wcześniej.

To, że nasza łódka będzie najwolniejsza, było wiadomo od początku. Motorożaglówki nie są specjalnie dobre ani jako żaglówki ani jako motorówki. Maksymalna prędkość, jaką my możemy osiągać to 6 węzłów; żaglówki innych uczestników mogą pływać po 8-9 węzłów. Po kilku godzinach od wystartowania z naszego portu straciliśmy wszystkich uczestników nie tylko z zasięgu wzroku, ale nawet z zasięgu radia. Wcześniej mogliśmy słyszeć, jak próbowali zrobić kawę, ale za mocno bujało na falach.

[Wyruszamy w drogę]

Fale to ta rzecz, której najbardziej się obawiałam. Prognozy nie mówiły nic o burzach (na szczęście), ale niektóre modele pogodowe przepowiadały nawet 2-metrowe fale. I chyba takie były, bo w nocy widać było, że fala była wyższa niż nasza łódka od powierzchni wody do dachu. Dodatkowo okres fal (tak, to też podają prognozy) był dosyć krótki, więc łódką bujało mocno.

Później okazało się, że w takich warunkach nie tylko ja dostałam choroby morskiej, ale na każdej łódce była co najmniej jedna osoba z takim samym problemem. Ludzie z naszej grupy mówili, że na ogół morze jest dużo spokojniejsze, szczególnie gdy w nocy wiatr się trochę uspokaja.

W nocy niebo było zachmurzone, ale nie całkiem, więc nie zrobiło się też całkiem ciemno - zachód słońca przeszedł we wschód. W czasie, gdy było najciemniej, przekraczaliśmy TSS - taką morską autostradę dla statków transportowych, która znajduje się na granicy szwedzko-fińskiej. Po stronie szwedzkiej płyną statki na południe, a po fińskiej na północ. Mamy na łódce AIS - nadajnik i odbiornik - więc dostawaliśmy ostrzeżenia, jeśli płynęliśmy z kimś na kolizyjnym kursie; trzeba było wtedy zmienić prędkość albo kierunek poruszania się. Przy naszych prędkościach i dobrej widoczności było bardzo dużo czasu na reakcję, niemniej to, że człowiek był zmęczony, śpiący i chory mogło wpływać na podejmowanie decyzji.

[Najciemniejszy moment nocy]

Gdy następnego dnia zobaczyliśmy ląd trzeba było się ogarnąć i wywiesić na łódce gościnną flagę Finlandii. W porcie przywitali nas nasi znajomi z grupy - niektórzy dotarli nawet 6 godzin wcześniej niż my. Nam trasa zajęła 30 godzin głównie dzięki temu, że gdy wiatr słabł podnosiliśmy prędkość dodając do żagli trochę mocy z silnika.

[Finlandia]

Drugiego dnia nasza grupa, bez nas, wyruszyła na wyspę Isokari zobaczyć latarnię morską, a my zostaliśmy w Uusikaupunki (czy używając szwedzkiej nazwy - Nystad), żeby odzyskać siły. Ja w sumie dwie doby żyłam na niedużej ilości suchego chleba i wody. Dopiero trzeciego dnia odważyłam się zjeść kawałek pizzy, a czwartego dnia już mogłam zjeść normalne śniadanie. To doświadczenie spowodowało jednak, że przez całą resztę naszej podróży bardzo uważałam, żeby się przypadkiem nie najeść, jeśli po jedzeniu czekało nas pływanie.

[Informacja o sortowaniu śmieci, a na niej 'kartonki']


[Park wiatraków w Nystad]


[Pooki - restauracja z marynistycznym wystrojem]


[Nagrobek ze szwedzkim tekstem.
Groby z drugiej wojny miały już napisy po fińsku]

wtorek, 25 stycznia 2022

Zorza

Od czasu naszego przyjazdu do Szwecji bezskutecznie polowaliśmy na zorzę polarną. Za to w ciągu ostatnich trzech miesięcy udało się nam zobaczyć ją dwukrotnie!

Co przyczyniło się do sukcesu? Jesienią dołączyłam do facebookowej grupy Norrsken, na której ludzie nie tylko publikują zdjęcia zorzy, ale też informują, jeśli będzie ona widoczna bardziej na południe niż zwykle. 

Miałam już wcześniej zainstalowaną aplikację, która pokazuje wartość indeksu KP - aktywności geomagnetycznej. Przy KP=5 jest duża szansa na zobaczenie zorzy w Sztokholmie, KP=7 daje szansę na zobaczenie jej w północnej Polsce. Tylko aplikacji trzeba używać i sprawdzać informacje na bieżąco, bo prognozy często się mylą (z mojego doświadczenia wynika, że częściej prognozują wyższy indeks KP niż prawdziwy). Z wspomnianej wcześniej grupy dowiedziałam się o innej aplikacji, która wysyła powiadomienia, gdy w miejscu, gdzie aktualnie się znajduję, jest szansa na zorzę w ciągu najbliższej godziny. I to był klucz do sukcesu!

Drugą rzeczą, której dowiedziałam się z tej samej grupy, jest widoczność. Gdy zorza jest słaba, może być prawie niewidoczna gołym okiem, ale już przez obiektyw aparatu z trybem nocnym widać ją wyraźnie:

[Zorza, listopad 2021]

[Zorza, listopad 2021]

Zorza na zdjęciach poniżej była widoczna gołym okiem jako lekko zielona jaśniejsza smuga. Obiektyw aparatu w telefonie widział ją zdecydowanie wyraźniej:

[Zorza, styczeń 2022]

[Zorza, styczeń 2022]

W styczniu udało nam się zobaczyć tańczącą zorzę - zamiast prawie nieruchomej łuny były ruszające się, pojawiające i znikające smugi. Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego ludzie praktycznie nie publikują filmów z tańcem zorzy, jeśli już to raczej filmy poklatkowe. Teraz już wiem - do ładniejszych, czyli jaśniejszych i wyraźniejszych zdjęć, potrzeba dłuższego czasu naświetlania (moje zdjęcia były naświetlane przez 3s), a na filmie obraz jest wyraźnie słabszy.

Jeden kolega z pracy, który wychował się w północnej Szwecji, mówił, że do czasu przeprowadzki do Sztokholmu nie wiedział, że zorza jest takim wypatrywanym i budzącym ekscytację zjawiskiem. Dla niego to było coś zwyczajnego.

czwartek, 13 stycznia 2022

Plądrowanie choinki

Dzisiaj, 13 stycznia, jest dwudziesty dzień Świąt Bożego Narodzenia (tjugondag jul). Dzień, w którym należy schować świąteczne dekoracje i rozebrać choinkę. Tradycja nakazuje tańczyć wokół choinki, a następnie zjeść wszystkie ciastka i cukierki, które zostały użyte do dekoracji. Nazywa się to plądrowaniem choinki (julgransplundring).

Dzień ten ma również drugą nazwę - św. Knuta, który był duńskim księciem i 7 stycznia 1131 został zamordowany przez swojego kuzyna, co zapoczątkowało w Danii wojnę domową. Gdy Knut został później ogłoszony świętym, jego dzień ustalono na 7 stycznia. Święto to zlewało się jednak z 6 stycznia, świętem Objawienia Pańskiego (zwanego w Szwecji 'dniem trzynastym' - trettondagen), zostało więc przeniesione w Szwecji i Finlandii (ale nie w Danii!) o tydzień.

Wróćmy do choinek. Rozebrane i pocięte drzewka można wyrzucić w centrum recyclingu jako odpady ogrodowe. Można tam też zostawić choinkę w całości, jako śmieć wielkogabarytowy. Do centrum recyklingu trzeba jednak dojechać, więc miasto Sztokholm ułatwia ludziom życie wydzielając w dzielnicach miejsca, gdzie można choinki zostawić. Informuje o tym zielony okrągły znak z choinką.

[Choinkowy znak - w centrum zdjęcia]

[Choinkowy znak z bliska]



sobota, 10 października 2020

Koronawirus w Szwecji

Od czasu pojawienia się pandemii w Europie minęło już ponad pół roku. Większość państw wprowadzała restrykcje o różnym natężeniu - na przykład nakaz noszenia maseczek. Szwecja poszła trochę inną drogą i z tego, co czytam, wiele osób ją za to krytykuje, ale niewielu z tych krytykujących ma obraz tego, jak to wygląda naprawdę.


Brak restrykcji

Nie jest prawdą brak restrykcji. W domach opieki wprowadzony był zakaz odwiedzin, który zniesiono dopiero na początku października. Jest również limit zgromadzeń ustalony na 50 osób - do jesieni nie działała na przykład Opera Królewska (Kungliga Operan) w Sztokholmie. Spodziewano się, że limit ten zostanie zniesiony w połowie października, ale tak się nie stało z uwagi na wzrost zachorowań. W restauracjach co drugi stolik jest nieczynny.

Folkhälsomyndigheten (FHM, Urząd Zdrowia Publicznego) wprowadził na początku pandemii zalecenia. W urzędzie tym nie pracują politycy tylko specjaliści od zdrowia, m.in. epidemiolodzy, i to on daje rządowi wskazówki, jak postępować. Od początku informowano, że zalecenia i ewentualne restrykcje będą wprowadzane na podstawie badań - jeśli wiadomo, że coś jest skuteczne (jak obecnie mycie rąk i zachowanie dystansu), to będzie zalecane. Informowano również, że zalecenia są wprowadzane z myślą, że pandemia może potrwać długi czas i przez to należy wziąć pod uwagę również długofalowe konsekwencje wszelkich ograniczeń - na przykład pogroszenie się zdrowia psychicznego na skutek długotrwałej izolacji.


Edukacja

Szkoły średnie i wyższe wprowadziły naukę zdalną, ale przedszkola i szkoły podstawowe pracowały cały czas normalnie. FHM wyszedł z założenia, że dzieci uczęszczające do tych placówek mieszkają w ich okolicy, więc nie zwiększają tłoku w transporcie i prawdopodobnie spotykają się ze sobą na co dzień. Ponadto izolacja takich dzieci od ich codzienności może mieć zły wpływ na ich psychikę. Wprowadzono jednak ograniczenie - jeśli dziecko ma najmniejsze oznaki przeziębienia (np. katar, z którym do tej pory mogło chodzić do placówki) musi zostać w domu; to w praktyce zapewne trochę ogranicza rozmiar grup.

Poproszono również ludzi o pracę z domu, o ile jest taka możliwość. Bardzo wiele firm przeszło na pracę zdalną (jesienią 40% mieszkańców Sztokholmu deklarowało, że będzie nadal pracować zdalnie) i będzie tak pracować co najmniej do końca roku (niektóre firmy już zapowiedziały kontynuację również w pierwszej połowie przyszłego roku). FHM co najmniej od wakacji podkreśla jednak wagę kontaktów społecznych w pracy i proponuje, żeby ludzie pracowali kilka dni z domu, kilka w biurze.


Sklepy

Wiele sklepów od razu na początku pandemii wprowadziło możliwość dostarczania towaru do samochodu. Zamawiało się rzeczy przez stronę internetową, dostawało potwierdzenie, gdy towar był gotowy do odbioru (w niektórych sklepach było to 15 minut od zamówienia, w innych do 2h), a potem zamawiający dawał znać - najczęściej przez formularz na stronie internetowej - że jest pod sklepem w taki-a-takim samochodzie, zaparkowanym na wyznaczonym do odbioru miejscu parkingowym. Były to zarówno sklepy z małą elektroniką, rzeczami hobbystycznymi jak i fast-foody. Niektóre małe sklepy (widziałam taką cukiernię i pasmanterię) wystawiły przed drzwiami dzwonki, żeby zawołać obsługę, gdy chciało się coś kupić, a nie chciało wchodzić do środka.

Część sklepów wprowadziło osłony kasjerów zrobione z plastiku, ale nie wszystkie. Godzin dla seniorów nie ma, ale w osiedlowym sklepie spożywczym widziałam wywieszony diagram z informacją, w których godzinach jest w sklepie mniej klientów.


Maseczki na nos i usta

W przyłbicach widziałam chyba tylko pracowników opieki, jeżdżących pomagać ludziom w ich domach, w maseczkach może kilkanaście osób - głównie starszych.

Początkowo myślałam, że FHM nie wprowadza obowiązku ich noszenia ze względu na ich niedostępność (w Szwecji, jak chyba w całej Europie, były wiosną problemy ze środkami ochronnymi dla pracowników służby zdrowia). Ale również później nie wprowadzono nawet zalecenia korzystania z maseczek. FHM tłumaczy to tym, że ludzie nosząc maseczki czuliby się pewniej i z lekkimi objawami wychodziliby z domu myśląc, że nikomu już nie zagrażają. Po drugie, złe korzystanie z maseczki może zwiększać ryzyko zarażenia, bo ludzie nie będą trzymać dystansu, a później dotkną maseczki ściągając ją w nieprawidłowy sposób.


Ułatwienia w przepisach chorobowych

Według szwedzkiego prawa pracy pierwszy dzień chorobowego jest bezpłatny, a chorując krócej niż 7 dni nie potrzeba przedstawiać pracodawcy zaświadczenia od lekarza. Dla ludzi mniej zarabiających te pieniądze zarobione jednego dnia mogły być na tyle ważne, że lekko chorzy chodzili do pracy, a FHM zalecał, żeby przy najmniejszych objawach zostać w domu i nie wychodzić z niego aż do drugiego dnia po ustąpieniu objawów. Żeby ludzie nie obawiali się o mniejszą wypłatę, wprowadzono zasiłek chorobowy już od pierwszego dnia. Jest to ustalona odgórnie kwota, niezależna od pensji, płatna przez Försäkringskassan (odpowiednik ZUSu) a nie pracodawcę, który do tej pory płacił za pierwsze 2 tygodnie chorobowego pracownika. Ponadto zwolnienie lekarskie nie jest potrzebne aż przez 4 tygodnie. Chodziło o to, by odciążyć służbę zdrowia jednocześnie dając ludziom możliwość pozostania w domu w przypadku łagodnych symptomów chorobowych.


Domy opieki

Wysoka śmiertelność w Szwecji na początku pandemii pochodziła głównie z domów opieki. Problemy były dwa - niskoopłacany personel tych placówek często pracował w kilku domach opieki, przenosząc wirusa pomiędzy nimi; a po drugie opieka paliatywna zamiast leczenia. Dziennik Dagens Nyheter prowadził w tej drugiej sprawie śledztwo dziennikarskie. Zakaz odwiedzin powodował często, że rodzina nie do końca wiedziała, co się dzieje z ich bliskimi w domach opieki i nie mogła interweniować widząc, że opieka nie jest taka, jak należy.


Wzrost zachorowań jesienią

FHM twierdzi, że obecny wzrost zachorowań (wzrost wykrytych zarażonych, bez - jak na razie - wzrostu liczby chorych na oddziałach intensywnej terapii czy śmierci) bierze się głównie z imprez studenckich, częściowo również wynika z powrotu ludzi z pracy zdalnej do pracy w biurze. Wzrost widziany jest w grupie 19-65, czyli osób studiujących i pracujących. Wśród dzieci, młodzieży i seniorów liczba zachorowań jest w miarę stabilna.


Model Szwedzki

FHM podkreśla, że nie chodzi o uzyskanie odporności stadnej, a o nieprzeciążenie systemu opieki zdrowotnej. Jeśli chodzi o uzyskanie odporności, to badania krwiodawców wskazują, że w niektórych regionach Szwecji odporność może mieć 1% mieszkańców, a w innych 10%. Kraj jest duży, na niektórych terenach zagęszczenie ludności jest bardzo małe, ale w dużych miastach już mamy tłok w komunikacji miejskiej. Większość ludzi słucha zaleceń, nawet jeśli nie za ich nieprzestrzeganie nic nie grozi. FHM od początku mówiło, że ich zalecenia opierają się na dowodach naukowych i specyfice kraju; to, co działa w Szwecji niekoniecznie zadziała w innym miejscu. A skuteczność będzie można ocenić dopiero po dłuższym czasie.


Statystyki

Patrząc na statystyki wiele osób zapomina, że w Polsce żyje cztery razy więcej ludzi niż w Szwecji (nie wspominając już np. o zagęszczeniu ludności, co też ma wpływ na rozprzestrzenianie się choroby), więc chcąc porównać ilość zachorowań, ciężkich przypadków czy zgonów, pomnóżcie dane ze Szwecji razy 4 i dopiero wtedy porównujcie z Polską.

Szwecja nie publikuje danych codziennie, tylko od wtorku do piątku. Ponadto zgony potrafią się pojawić w statystykach z kilkutygodniowym opóźnieniem (FHM podaje, że dopiero dane prezentujące stan sprzed 10 dni można uważać za w miarę dokładne), a mam wrażenie, że media podając najświeższe dane podają tylko liczbę zgonów z tego dnia, mimo że FHM aktualizuje statystyki wstecz.


Dane statystyczne:

niedziela, 19 lipca 2020

Łódki

W tym roku, ze względu na pandemię, bardzo wielu Szwedów spędza wakacje w swoim domu lub domku letniskowym. Ratownicy wodni z Sjöräddning informują, że liczba interwencji jest teraz znacznie wyższa niż w tym samym czasie rok temu. Więcej osób niż zazwyczaj pożyczyło lub kupiło w tym roku swoja pierwszą łódkę i wyruszyło w szkiery nie mając ani wiedzy, ani doświadczenia.

Do prowadzenia łódki nie są wymagane żadne uprawnienia, więc każdy łódkę może kupić i nią pływać. Są oczywiście kursy żeglarstwa czy nawigacji, a poza tym, że warto zrobić dla własnego bezpieczeństwa chociażby kurs nawigacji (dla nowicjusza nie jest oczywistym, kto ma pierwszeństwo, gdy obie łódki płynące na kursie kolizyjnym używają tylko żagla), to niebieska książeczka z uprawnieniami przydać się może przy wypożyczaniu łódki.
Certyfikat jest za to wymagany do korzystania z radia VHF - poza tym, że trzeba mieć zdany egzamin, to należy co roku wnosić opłatę za call sign (coś w stylu tablicy rejestracyjnej dla samochodu).

Ratownictwo wodne w Szwecji opiera się na ochotnikach-ratownikach oraz składkach członkowskich. Na początku dwudziestego wieku, zanim Sjöräddning zostało założone w 1907 roku, Szwecja była przedstawiana jako negatywny przykład jeśli chodzi o ratowanie ludzi i statków na morzu. Aby towarzystwo nie było wykorzystywane politycznie, zdecydowano się, że system będzie opierał się na ochotnikach i datkach, bez jakichkolwiek dotacji od państwa - i tak to działa do dzisiaj.
Składka członkowska wynosi obecnie 67 koron miesięcznie. Sjöräddning ratuje wszystkich, nie tylko płacących składki, ale członkowie stowarzyszenia dostają dodatkową pomoc w sytuacjach niezagrażających życiu, np. gdy skończy się im paliwo (może się to wydawać dziwne, ale problem ze wskaźnikiem poziomu paliwa nie jest rzadki, na przykład na naszej łódce początkowo cały czas widać było poziom "prawie pełny"; okazało się, że pływak mierzący poziom paliwa blokował się w baku na jakiej rurce i się nie opuszczał, gdy zużywaliśmy paliwo). 

[Arizona z Sjöräddningssällskapet w Söderhamn wraca do bazy]

Łódki są w Szwecji bardzo popularne wśród ludzi mieszkających na wybrzeżu (motorówki i żaglówki) oraz przy jeziorach (na tych mniejszych jeziorach zobaczyć można głównie łodzie wiosłowe i małe motorówki). Pierwszym ważnym punktem w historii pływania dla przyjemności był rok 1938, gdy robotnicy dostali prawo do dwutygodniowego urlopu - zachęcano, by zamiast szwędać się w tym czasie bez celu po mieście, spędzać uczas wolny na łonie przyrody, w tym również na wodzie. Drugą ważną datą był rok 1963 - poza tym, że urlop wydłużono wówczas do 4 tygodni, zaczęto również używać plastiku do produkcji łódek. Plastikowe łódki były łatwiejsze w utrzymaniu i tańsze od drewnianych. W latach '70, gdy liczba prywatnych łódek wzrosła do 600 000, rozbudowano infrastrukturę i umożliwiono lepszy dostęp do informacji o pogodzie (obecnie w radiu P1 prognoza dla akwenów wodnych podawana jest kilka razy dziennie i każdy blok trwa 5-10 minut).