sobota, 14 lipca 2012

Dookoła Szwecji: Stockholm - Umeå

Na nasze pierwsze szwedzkie wakacje wybraliśmy się w podróż dokoła Szwecji. Chcieliśmy zobaczyć najciekawsze miejsca - najbardziej fascynowało nas, jak wygląda świat za kołem podbiegunowym, ale w jeden dzień dojechać się tam nie da (zakładając, że podróżujemy samochodem, a na urlopie chcemy odpocząć a nie bić życiowe rekordy).

Ze Sztokholmu do Umeå jest około 650 km, ale chcieliśmy po drodze zobaczyć Wysokie Wybrzeże (Höga Kusten) i rysunki naskalne w Nämförsen. Niestety obie te rzeczy są na równoległych trasach, więc musieliśmy nadłożyć ponad 100 km., żeby zobaczyć je obie.


[przydrożne widoki]


Droga E4 to najgłówniejsza droga Szwecji łącząca północ z południem. W okolicach Sztokholmu jest autostradą, później zamienia się w drogę ekspresową, a im dalej na północ tym bardziej się robi wąska. Chyba na całej długości wzdłuż drogi ciągnie się siatka mający zabezpieczać przed wtargnięciem na jezdnię zwierząt. I faktycznie, żadnych zwierząt tutaj nie spotkaliśmy - nawet za siatką ich nie było widać.
Na odcinku, gdzie była autostrada, jezdnie oddzielone były od siebie często nie tylko pasem zieleni w postaci trawy, ale zdarzały się górki, skupiska wyrośniętych drzew i krzaków. Czasem można było zapomnieć, że jest się na autostradzie a nie na zwykłej wąskiej drodze jednopasmowej.
W miejscu, gdzie droga robi się węższa, są na zmianę 2 pasy w jednym kierunku, później 2 pasy w przeciwnym kierunku. Jakby chcieli oszczędzić na betonie robiąc wszędzie 3 pasy zamiast 4. Inaczej niż w wyznaczonych miejscach nie dało się wyprzedzać, ponieważ ruch w przeciwnych kierunkach oddzielony był barierką.
Za to co jakiś czas pojawiały się na trasie miejsca do zawracania (vändplats). Taka oznaczona wybetonowana pętla przy drodze, która kończyła się odcinkiem prostopadłym do jezdni i miała połączenie z pasem ruchu w przeciwnym kierunku. Nie, nie jest to coś, z czego może skorzystać każdy kierowca, jak pomyli drogę i chce zawrócić. W tych miejscach zawracać mogą jedynie pojazdy uprzywilejowane (utryckningsfordon) oraz robotnicy drogowi (vägarbetare).

Nie zaplanowaliśmy drogi zbyt dokładnie i odwiedziliśmy najpierw Wysokie Wybrzeże. M - szwedzki kolega z pracy - mówił, że są bardzo ładne widoki i warto to zobaczyć. Sądząc po nazwie spodziewaliśmy się drogi gdzieś wysoko na skale, z urwiskiem i jakimś ładnym widokiem w dolinie (sugerowaliśmy się zwłaszcza mapą fragmentu drogi E4 między Ullånger a Docksta). Było ładnie, ale to raczej taka zwykła dolina z zatokami, dużo lasu, bez szczególnego efektu "wow". Trochę się zawiedliśmy.
[most na Höga Kusten]

Chcąc pojechać do Nämförsen musieliśmy przejechać jeszcze raz przez Höga Kusten i wrócić do rozjazdu prowadzącego do miejscowości Näsåker. Im dalej na północ kraju tym mniejsza jest sieć dróg. Nie da się pojechać skrótem mniejszą drogą, bo tych dróg nie ma. Podobnie zresztą jest z siecią kolejową (mniej więcej 1/3 Szwecji, ta południowa, ma rozbudowaną sieć połączeń, a na północy jest praktycznie tylko jedna trasa). Zimą opady śniegu potrafią sparaliżować te pojedyncze drogi, a wówczas jedynym środkiem komunikacji (poza skuterami śnieżnymi - musi być ich tam naprawdę sporo, skoro przy drogach postawiono dużo znaków ostrzegających przed nimi) pozostaje samolot - pewnie dlatego każde większe miasto na północy kraju ma swoje lotnisko.
[Znak drogowy A33 - Uwaga, pojazdy terenowe
źródło: Transportstyrelsen]


Wiedzieliśmy, że rysunki znajdują się nad rzeką i że będzie to w okolicy miejscowości Näsåker. Mimo że w przewodnikach informacja o rysunkach naskalnych pojawia się pod hasłem Nämförsen, to tej nazwy nie znajdzie się na drogowskazach. Na szczęście w okolicy nie ma innych atrakcji turystycznych, więc podążaliśmy za znakami z nazwą Hällristning, wierząc, że to jest miejsce, którego szukamy (teraz już wiemy, że słowo "hällristning" oznacza "petroglif", czyli "rysunek naskalny").

W Skandynawii (ale również na Białorusi, Litwie i w Estonii) wszystkie ważne miejsca związane z dziedzictwem narodowym oznaczone są tym znakiem:
[Znak drogowy H22 - Dziedzictwo narodowe
- źródło: Transportstyrelsen]

Historia znaku sięga średniowiecza - najstarszy znaleziony "kwadrat z pętlami w narożnikach" został wyryty na kamieniu gdzieś między 400 a 600 rokiem n.e. w Hablingbo i obecnie znajduje się w Muzeum Gotlandii (w zalinkowanej wirtualnej sali trzeba obrócić się w lewo) - i przez bardzo długi czas używany był w kalendarzu do oznaczania dnia urodzin Jana Chrzciciela (24. czerwca).
Na całym świecie można go teraz spotkać na Applowych klawiaturach - jako klawisz Command.

Gdyby nie tabliczka informacyjna, że jesteśmy już na miejscu, bardzo łatwo byłoby przegapić Nämförsen. Są to 2, może 3, miejsca parkingowe na zakręcie drogi. Właściwie to takie trochę szersze pobocze. Obok tablica informująca, że rysunków naskalnych jest kilkadziesiąt - licząc pojedyncze postaci wychodzi ponad 2000 elementów. Najstarsze są sprzed 4000 roku p.n.e. Do tego mapa skał i ścieżek do nich prowadzących. Żadnych opłat, bramek, strażników.
[mapa skał]

Nad rzeką zrobione są drewniane pomosty dla turystów, żeby można było bezpiecznie pooglądać rysunki. Można oglądać z bliska, dotykać, robić zdjęcia - tak jak każdemu kamykowi w lesie czy nad rzeką! Szkoda, że padało - ze względu na pogodę pooglądaliśmy sobie tylko jedną taką zarośniętą jakimiś roślinami (czy nikt o to nie dba?!) skałę i wróciliśmy do samochodu.
[ścieżka w Nämförsen]

[rysunki naskalne na zarośniętej skale]

[rysunki naskalne - łatwo rozpoznać łosia,
widać, że artyści mieli talent]

Po drugiej stronie rzeki było jeszcze muzeum opisujące historię i czas powstania rysunków. Według informacji na stronie internetowej, wstęp do muzeum jest bezpłatny. My dotarliśmy tam dosyć późno, więc muzeum nawet nie próbowaliśmy odwiedzić.

Przed nami został ostatni odcinek drogi do Umeå. A nasza nawigacja wyznaczyła nam drogę przez... Wysokie Wybrzeże. O nie! Tego rozczarowania nie chcieliśmy po raz trzeci (szczególnie tego samego dnia), więc wybraliśmy inną drogę - pojechaliśmy trochę naokoło, ale za to mniej uczęszczaną drogą. Fajnie było tak sobie wyjść z samochodu w środku lasu (większość naszej drogi to tylko lasy, lasy, lasy, a do tego czasem jakiś samotny dom w lesie), gdzie była kompletna cisza, a jak nadjeżdżał samochód, to już z daleka było go słychać, nawet jeśli nie był szczególnie głośny. Super uczucie ciszy - szczególnie jeśli się na co dzień mieszka w dużym mieście! Tylko multum komarów - ale przed tym ostrzegali nas wszyscy znajomi.
Poza tym przy drodze rosło dużo fioletowych, różowych i białych kwiatów - to był chyba łubin. A zapach był tak mocny, że czuć było w samochodzie bez otwierania okien. Żeby poczuć zapach lasu po deszczu trzeba było otworzyć okna. Ale warto było - nawet jeśli ryzykowało się wpuszczeniem do środka komarów.

Co mniej więcej 1-2 minuty na poboczu znajdował się parking (taka mała zatoczka na 2-3 samochody). Jakby ktoś z podróżujących musiał się koniecznie wysikać. Trudno mówić o zatrzymywaniu się w tym celu na stacjach benzynowych, bo tych im dalej na północ kraju, tym mniej. Wiadomo, że koncerny paliwowe nie będą budować stacji w miejscach, w których nikt nie mieszka, a ruch samochodów jest znikomy. Ponadto jak się już trafiała stacja w jakiejś małej miejscowości, to często samoobsługowa, a więc bez sklepu czy toalet. W Polsce stacja samoobsługowa oznacza, że kierowca sam tankuje, a następnie idzie zapłacić. W Szwecji stacja samoobsługowa oznacza również samodzielną zapłatę przy użyciu czytnika kart płatniczych wbudowanego z dystrybutor lub postawionego tuż obok - przed zatankowaniem trzeba autoryzować kartę, dopiero wtedy odblokowuje się dystrybutor, następnie wybiera się na dystrybutorze rodzaj paliwa i tankuje; po zatankowaniu wkłada się kartę do czytnika po raz drugi i dostaje paragon.

Jak jeżdżą szwedzcy kierowcy? W miastach nawet nie dobijają do dozwolonych prędkości. Jeśli chodzi o tereny poza miastem to jest r óżnie - im bliżej dużych miast tym bardziej przestrzegają limitów (w okolicy Sztokholmu potrafią jeździć 90km/h, gdy jest dozwolone 110km/h), ale im dalej na północ na tym więcej sobie pozwalają, często wręcz przekraczając limit np. jadąc 90 km/h gdy jest ograniczenie do 80 km/h.
Naprawdę wielu kierowców nie ma włączonych świateł (z tego, co wiem, jest tutaj obowiązek jazdy na światłach całą dobę przez cały rok), a używanie kierunkowskazu przy wyprzedzaniu albo zmianie pasa to wręcz ewenement - mam wrażenie, że go włączają tylko wtedy, gdy nie mają pewności, że się zmieszczą i chcą, by im zrobić miejsce. Ale jazda jest naprawdę płynna, żadnych przepychanek czy zajeżdżania drogi. Jak się włączy ten kierunkowskaz, to się zaraz robi miejsce na zmianę pasa.

W Umeå mieliśmy jeszcze okazję posłuchać fińskiego na żywo (a nie tylko z płyty z muzyką Loitumy). Chwilę przed nami do hotelu przyjechali Finowie - z recepcjonistą rozmawiali po szwedzku (to drugi urzędowy język w Finlandii), ale między sobą po fińsku. Ależ ten język pięknie brzmi!

sobota, 30 czerwca 2012

Odzyskuj więcej

Kupując napoje w puszkach lub butelkach PET zawsze płaci się kaucję - 1 koronę za mniejsze opakowania lub 2 korony za większe. Kaucji nie płaci się za wszystkie opakowania PET, a jedynie za te, których używa się poza domem. Np. koncentrat soku do rozpuszczania sprzedawany jest w 1 litrowych butelkach PET, ale kaucji w tym przypadku się nie płaci. Dlaczego? Chodzi o filozofię. Kaucja ma zmuszać ludzi do oddawania butelek i puszek do powtórnego przetworzenia. Ponieważ większość Szwedów karnie segreguje śmieci w swoich domach, więc przyjęto, że rzeczy, które są zużywane w domu nie będą objęte kaucją, bo i tak zostaną posegregowane i trafią do odpowiedniego pojemnika. Inaczej jest z tym, z czego korzysta się będąc poza domem. Nie wiem, czy komukolwiek chciałoby się bawić w rozpuszczanie soku będąc np. na pikniku albo wycieczce poza miastem. Raczej kupi gotowy napój a butelkę lub puszkę wyrzucić do zwykłego śmietnika, który spotka po drodze. Kaucja ma go zachęcić do zabrania butelki ze sobą.

Woda mineralna w butelce 0.5l kosztuje tyle samo co w butelce 1.5l - nie bardzo umiem to wytłumaczyć. Ale może to też sposób na to, żeby ludzie kupowali większe butelki, bo jak kupią większą, to będzie duża szansa, że całej nie wypiją tylko zabiorą ją do domu i odpowiednio posegregują?

Dodatkowo w centrum miasta małe śmietniki mają doczepioną taką prawie niewidoczną rurę (mniejszą niż rynna, tak się stapia ze śmietnikiem, że dopiero ostatnio ją zauważyłam), z której można wrzucić zgniecioną butelkę lub puszkę i pomóc w ten sposób w odzyskiwaniu surowca.

Statystki? W Szwecji odzyskuje się obecnie 88% tych surowców, ale reklamy zachęcają, żeby podnieść ten współczynnik. Cel to 90%.

Z tej okazji organizowane były ostatnio koncerty. Żeby dostać bilet, trzeba było oddać butelki PET w jednym z wyznaczonych punktów i wysłać zdjęcie otrzymanego paragonu.

Nie wiem, czy każdy sklep spożywczy ma zamontowane automaty do recyklingu, ale oba nasze osiedlowe sklepy je mają. Bardzo miłe jest to, że instrukcja obsługi maszyny zaczyna się od słów w stylu "Jesteś wspaniałym człowiekiem" :-) Butelek ani puszek przed wrzuceniem do automatu się nie zgniata, bo musi zostać sczytany kod kreskowy, żeby odpowiednia suma została zwrócona. Pieniądze nie są zwracane w gotówce - dostaje się paragon, który trzeba pokazać przy kasie, żeby dostać zniżkę na zakupy (zniżki jest tyle, ile kaucji za oddane opakowania).

Często na stacjach metra można spotkać ludzi, którzy przeglądają śmietniki w poszukiwaniu puszek i butelek. Widocznie te brakujące 12% to bardzo dużo koron.

Inną akcją prowadzoną w ramach zwiększenia odzysku surowców jest GePant. Można zarejestrować się na portalu jako dawca lub biorca. Dawca to osoba, która chciałaby oddać butelki lub puszki do przetworzenia, ale nie ma jak ich dostarczyć do punktu odbioru. Biorca (osoba prywatna lub firma) to ktoś, kto zobowiązuje się odebrać opakowania - może sobie wybrać, jaki rejon go interesuje i ile sztuk opakowań musi być gotowych do oddania. Z tego, co rozumiem, pieniądze z kaucji idą do biorcy. A dawcy pozostaje satysfakcja, że działa na rzecz środowiska naturalnego ;-)


["Odzyskiwanie jest hitem"]

sobota, 23 czerwca 2012

Midsommar

Midsommar, czyli przesilenie letnie, jest jednym z większych świąt w Szwecji. Wczoraj i dzisiaj wszędzie można było usłyszeć życzenia "radosnego Midsommar" - w pracy, sklepie, radiu.

Niemiecka reklama IKEI pokazuje mniej więcej, jak się to świętuje:
[Midsommar - reklama IKEI]

Od mniej więcej tygodnia w metrze było widać (i słychać - pobrzękiwanie szkła) ludzi jeżdżących z firmowymi reklamówkami Systembolaget (państwowej - i jedynej - sieci sklepów monopolowych). Podobno w Midsommarafton (czyli wigilię Midsommar - Noc Świętojańską) kolejki przed monopolowymi są długie i kręte, ale nie było nam po drodze, więc nie możemy tego potwierdzić.

Ilość alkoholu wypijanego w ten dzień (a raczej noc) bije rekordy, z tej okazji Midsommar nie świętuje się tak, jak wynika to z kalendarza, tylko państwowe święto jest przełożone na pierwszą sobotę po przesileniu letnim. Dzięki temu Midsommarafton wypada w piątek i nikt nie ma problemu z kacem w pracy. W Midsommar większość sklepów jest zamknięta, a wiele firm nie pracuje wcale lub pracuje tylko pół dnia w Midsommarafton.

Jeśli jest się w Sztokholmie i chce się zobaczyć, jak wyglądają tradycyjne obchody jakiegoś święta, to na 100% będzie ono organizowane w Skansenie i to tam warto się wybrać.
W metrze tłoku nie było, a większość pasażerów miała ze sobą reklamówki z Systembolaget, kartony z winem (są tutaj jakie fajne, ponadlitrowe kartony z kranem do nalewania wina i uchwytem do przenoszenia), turystyczne lodówki i reklamówki z jedzeniem (chociaż bardzo często ludzie mieli też wypchane torby na zakupy, takie z materiału ze stelażem i kółkami). Ten wieczór tradycyjnie spędza się w towarzystwie rodziny i znajomych - wydaje mi się, że można to porównać do plenerowego Sylwestra.

A w Skansenie... takich kolejek jeszcze tam nie widziałam. Nawet na palenie ogniska w Noc Walpurgii było mniej chętnych. Mimo że wszystkie kasy były otwarte, to czekaliśmy na wejście około 40 minut.
[kolejki przed wejściem]

Na terenie Skansenu było kilka miejsc, w których coś się działo. Była np. mała scena, gdzie grano muzykę i chyba pokazywano jakieś skecze. Na jednej ze skansenowych łąk był ustawiony tradycyjny majstång - kilkumetrowy umajony słup z charakterystycznymi wiankami - ...
[majstång]

[drugi skansenowy majstång
z figurkami poruszanymi siłą wiatru]

... a wokół niego tłum ludzi (taki tłum, że ledwo było miejsce, żeby się ruszać!) śpiewał i tańczył. Była pani prowadząca (ubrana w strój ludowy), która opowiadała, co się dzieje i jak się tańczy - najpierw po szwedzku, a potem po angielsku. Tak, żeby każdy wiedział, w co się bawi.

Już przed wejściem do Skansenu można było spotkać kobiety i dziewczynki w wiankach na głowie - niektóre miały papierowe, zrobione pewnie w ramach zajęć w przedszkolu, inne z prawdziwych gałęzi i kwiatów, były też chyba plastikowe, ale tak dobrze zrobione, że nie mam pewności czy nie były prawdziwe.
Na terenie Skansenu były miejsca z pociętymi gałęziami jakiegoś drzewa z małymi liśćmi. Ludzie robili sobie z tego wianki. Takie zielone, bez kwiatów, widziałam nawet na głowach kilku panów.

Naprawdę dużo ludzi przyszło na obchody Midsommar, ale Skansen zajmuje tak dużą powierzchnię, że można było spokojnie pozwiedzać budynki, pooglądać zwierzęta i znaleźć wolny kawałek trawy na piknik.
Ludzie rozkładali swoje koce, talerze i jedli - w końcu po coś wieźli te wypchane torby do centrum Sztokholmu.

[tłum w Skansenie]

[piknik]

Obchody Midsommar to nie tylko Skansen, np. jeden z naszych sąsiadów rozłożył koc na trawniku między blokiem a osiedlową ulicą. W sąsiedniej dzielnicy ktoś rozstawił przed blokiem namiot ogrodowy i tam świętował.
Wspólne tańce organizowane są również w parkach miejskich.

W parku naprzeciwko Skansenu działał dzisiaj teatr parkowy (Parkteatern) - rozstawiono scenę, kilka rzędów ławek i grano przedstawienia.
Parktatern to inicjatywa teatru miejskiego - działa od 70 lat, latem i za darmo. Wystarczy wziąć koc, przyjść i oglądać.
[teatr w parku]

środa, 20 czerwca 2012

Przegląd samochodu

Do rozpoczęcia procedury rejestracji samochodu trzeba mieć personnummer, więc jak tylko go dostaliśmy, wysłaliśmy do urzędu zajmującego się komunikacją (Transportstyrelsen) wszystkie dokumenty potrzebne do rejestracji (w tym oryginał dowodu rejestracyjnego) i w ciągu tygodnia albo dwóch dostaliśmy dokument, z którym należy udać się na pierwszy przegląd rejestracyjny (Registreringsbesiktning).

Znaleźliśmy kilka miejsc w okolicy, gdzie takie przeglądy robią - w tym jedno, które jest dosyć blisko pracy Marcina - i dzwoniliśmy. Były pierwsze dni czerwca, a proponowano nam terminy na październik czy listopad. Z samochodu praktycznie nie korzystamy, bo komunikacja miejska w Sztokholmie jest bardzo dobra, ale polski przegląd mamy ważny mniej więcej do końca czerwca, a nie bardzo podobała się nam idea jazdy do Polski tylko po to, żeby zrobić przegląd. Udało się znaleźć w końcu warsztat, w którym był wolny termin na "za 3 tygodnie" - znajomi mówili, że to duże zaskoczenie, że tak szybko, bo jednemu udało się dostać termin "za 3 miesiące" a drugi czekał jeszcze dłużej. Obaj jechali do tego samego warsztatu co my, Bilprovnigen w Uppsala - ponad 70 km na północ od Sztokholmu.

Wzięliśmy w pracy dzień wolnego i pojechaliśmy na przegląd. Większą część warsztatu stanowił parking, a sam budynek obejmował 6 stanowisk dla samochodów, 1 dla motocykli, 1 dla kamperów i 1 dla ciężarówek (wjeżdżały tam nawet takie z dwoma przyczepami). Nie było żadnej "recepcji", tylko dobrze oznaczony - wjeżdżając na parking od razu było widać, gdzie należy pójść - pokój, czyli małe pomieszczenie z automatem z darmową kawą i komputerem, na którym zgłaszało się swoje przybycie podając numer rejestracyjny samochodu. Szwedzkie numery zawsze są w formacie 3 litery + 3 cyfry, więc naszego polskiego nie udało się wprowadzić. Na szczęście pani z warsztatu wpisała do systemu, że już jesteśmy i czekaliśmy na naszą kolejkę.

Byliśmy umówieni na 13:20, ale zostaliśmy zawołani na rozpoczęcie przeglądu jakieś 20 minut wcześniej. No właśnie, zawołani osobiście przez mechanika.
Normalnie - żeby zrobić roczny przegląd mając szwedzkie blachy - można się umówić na przegląd przez internet, w wyznaczonym dniu przyjechać na stację kontroli, pójść do komputera zgłosić swoje przybycie, wrócić do samochodu na parking i czekać. Dzisiaj auta stały w jednym rzędzie i wszyscy patrzyli na tablice umieszczone nad wjazdami do warsztatu. Co jakiś czas wyświetlał się na nich duży numer rejestracyjny razem z numerem bramy, w którą należy wjechać. Czyli coś w rodzaju numerków obowiązuje również tutaj :) Poza tym na tablicy wyświetlana były dane dwóch ostatnich pojazdów - numer rejestracyjny i stanowisko obsługi - oraz informacja, jak przygotować samochód (trzeba wyjąć trójkąt ostrzegawczy i zapiąć wszystkie pasy).
W naszym przypadku wyświetlił się na tablicy jakiś długi numer nieprzypominający niczego, ale pan z warsztatu wyszedł na parking i do nas pomachał.

Nas akurat obsługiwali panowie, ale w tym samym pomieszczeniu co my, tylko przy sąsiednich stanowiskach, pracowały jeszcze dwie panie.
[mechanicy]

Przegląd rejestracyjny robiliśmy w ramach prywatnego importu, jako mienie przesiedleńcze. Dzięki temu można zarejestrować wwożony samochód nawet jeśli spełnia on tylko kryteria dopuszczenia do jazdy w poprzednim kraju, a nie w Szwecji. Sam przegląd jest dosyć podstawowy - napinanie pasów, światła, przegląd podwozia, głębokość bieżnika, poziom oleju chyba i jazda testowa (mechanik bierze samochód na przejażdżkę).
Jeśli samochód przejdzie przegląd rejestracyjny, od razu dostaje numer rejestracyjny (tak, już go mamy!). Blachy przychodzą w ciągu 3-5 dni roboczych. Pocztą, na adres domowy. Jeszcze nie wiemy, co z dowodem rejestracyjnym, ale może przyjdzie razem z rejestracjami.

Po przeglądzie rejestracyjnym trzeba jeszcze zrobić przegląd roczny (Kontrollbesiktning), który poza tym, co na przeglądzie rejestracyjnym, sprawdza dokładniej stan podwozia, kół i poziom emisji spalin (analiza składu spalin). Są do tego takie fajne rury:
[rura do poboru spalin]

Przeglądy rejestracyjnego wykonuje się raz do roku - czas przeglądu jest wyznaczany przez ostatnią cyfrę numeru rejestracyjnego (zgodnie z tymi informacjami).

I wydaje mi się, że bazując na informacjach z tego przeglądu naliczany jest roczny podatek za samochód.

W Szwecji chyba nikt nie słyszał o ochronie danych osobowych, bo tak jak można sprawdzić firmę czy osobę prywatną, tak można również sprawdzić samochód - na stronie urzędu można podać numer rejestracyjny pojazdu i otrzymać informacje techniczne dotyczące pojazdu (łącznie np. z wartością rocznego podatku i miesiącem, w którym właściciel go płaci).
Żeby poznać dane właściciela (nie jestem pewna, czy tylko imię i nazwisko, czy również jego adres), trzeba wysłać fax albo SMSa (odpowiedź przychodzi w takiej samej formie) na urzędowe numery.


piątek, 8 czerwca 2012

Szkolenie

Kolega z pracy wysłał mi informację o szkoleniu dla testerów. Szkolenie miało być zaraz po pracy, niedaleko mojego biura, za darmo i trwać tylko godzinę. Więc się zapisałam.

Opis szkolenia był w języku angielskim, ale drukowanymi literami podano informację, że prowadzone będzie w języku szwedzkim. Chwilę się zastanawiałam, czy nie będzie głupio, jak nie zrozumiem, o czym prowadzący opowiada, ale doszłam do wniosku, że skoro to jest szkolenie, to wystarczy siedzieć i słuchać. I ewentualnie śmiać się wtedy, co inni :P

Kolega był na kilku wykładach prowadzonych przez tę samą firmę (konsultanci przygotowują prezentacje związane z ich pracą i bazujące ma ich doświadczeniu zawodowym) i polecał je nie tylko ze względów merytorycznych. Mówił też, że zawsze mają dobre kanapki :)

Szkolenie nie było ani trochę straszne. Większość uczestników stanowili programiści - może to i dobrze, bo oni często nie doceniają roli QA - ale było również kilku testerów. Prowadzący mówił po szwedzku, slajdy były po angielsku, a ja wszystko rozumiałam!
No, pomijając pytania innych uczestników. A ludzie zadawali pytania nie tylko po prezentacji, gdzie był na to specjalnie przeznaczony czas, ale również w trakcie. Raz się zdarzyło, że ktoś tak po prostu się odezwał, a w pozostałych przypadkach jak ktoś chciał zabrać głos, to podnosił rękę i czekał aż zostanie wskazany przez prowadzącego. Bardzo uporządkowanie to wyglądało.

A, kanapki i napoje trzeba było sobie wziąć przed prezentacją i zjeść przed albo w trakcie. Mi trochę przeszkadzały szelesty opakowań, bo musiałam się skupiać na słuchaniu, ale innym chyba nie.

środa, 6 czerwca 2012

Święto narodowe

[szwedzkie doodle]


6 czerwca został ogłoszony świętem narodowym Szwecji w 1983 roku - w 460. rocznicę wyboru Gustawa I Wazy na króla (to ten, który rozwiązał unię kalmarską - umowę jednoczącą Danię, Norwegię i Szwecję - znacjonalizował majątek kościelny i wprowadził luteranizm). W tym samym dniu w roku 1809 uchwalono konstytucję. Święto to nosi nazwę Dnia Szwedzkiej Flagi, a w roku 1996 zostało podniesione do rangi święta państwowego (jednego z sześciu), w którym oddaje się salwę honorową (salutdag).

Od 2005 roku 6 czerwca jest dniem wolnym od pracy, więc mieliśmy dzisiaj mini weekend w środku tygodnia.

Z okazji święta był dzisiaj wolny wstęp do zamku - księżniczka Madeleine razem ze swoim bratem księciem Carlem Philipem zapraszali od rana do zwiedzania. A przed godziną 18 z zamku do Skansenu wyruszyła parada - rodzina królewska jechała w konnych powozach w otoczeniu królewskiej gwardii (również na koniach).
Na trasie przejazdu było dosyć pusto - co widać na zdjęciach. Najwięcej ludzi zebrało się pod zamkiem i pewnie w Skansenie, bo tam obchody trwają do wieczora.

[policja piesza]

[wojsko]

[policja motocyklowa]

[policja konna]

[królewska obstawa]

[królewska obstawa]

[król Carl XVI Gustaf z żoną Silvią]

[księżniczka Victoria, książę Daniel,
księżniczka Madeleine, książę Carl Philip]

[policja quadowa]


wtorek, 5 czerwca 2012

Mleczna olimpiada

Z okazji zbliżających się Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie Arla - największy producent produktów mlecznych w Skandynawii - przygotowała specjalne opakowania mjölków i filmjölków. Na kartonach z mlekiem, w miejscu, gdzie do tej pory pojawiały się informacje, jak zorganizować piżama party czy jak wykorzystać suche spaghetti i pianki do tworzenia budowli, prezentowane są informacje dotyczące sportu.

Można się dowiedzieć, że 24-letnia kolarka górska Alexandra Engen przygotowuje się do olimpiady jeżdżąc rowerem po lesie
[kolarstwo górskie]

A szwedzki komitet olimpijski poleca trenującym szklankę mleka i banana - żeby mieć siłę w czasie treningu...
[szklanka mleka + banan]

... i podpowiada, żeby koncentrować się na tym, co ma się udać, a nie na tym, co może się nie powieść.
[pozytywne myślenie]

Ponadto sportowcy opowiadają o nadludzkim wysiłku, jaki trzeba włożyć w walkę o zwycięstwo
[wioślarz]