wtorek, 5 stycznia 2016

Julkalendern

W roku 1960 po raz pierwszy szwedzka telewizja wyemitowała serial dla dzieci w formie kalendarza adwentowego - pierwszy odcinek miał emisję pierwszego dnia adwentu, a ostatni w wigilię Bożego Narodzenia. Z czasem wprowadzono niewielkie zmiany, tak że pierwszy odcinek ma obecnie premierę pierwszego grudnia, a serial składa się z 24 odcinków.

Ponieważ dopiero w tym roku po raz pierwszy udało mi się obejrzeć wszystkie odcinki, nie mogę powiedzieć, jak tegoroczny Julkalendern wypadł w porównaniu do poprzednich. Mogę za to powiedzieć, że był bardzo ciekawy!

Tematem przewodnim tegorocznej serii było życie w Szwecji na przestrzeni tysiąclecia - stąd tytuł "Tusen år till julafton" ("Tysiąc lat do Wigilii"). Pokazywał życie rodzin od czasów Wikingów do współczesności (jeden odcinek to jeden dzień w wybranej epoce), z czego ostatnich jedenaście odcinków pokazywało kolejne dziesięciolecia wieku XX i XXI. 

Julkalendern w tym roku wzbudził bardzo wiele emocji. Dzieci pisały listy, w prasie pojawiały się dyskusje "za" i "przeciw"... Co tak kontrowersyjnego było w programie historycznym? Po pierwsze to, że był edukacyjny (widziałam w prasie list od dziecka, które pisało, że jeśli Julkalendern ma mieć wymiar edukacyjny, to należałoby zmniejszyć w grudniu liczbę godzin lekcyjnych). Ludzie byli również niezadowoleni z przedstawiania serialowych rodziców - ojciec unikał pracy i lubił się wygłupiać, a mama była dosyć sztywna. W serialu pojawiały się oskórowane (bóbr bez skóry wygląda przerażająco!) a także wypchane zwierzęta (np. jako dekoracja stołu), co wywołało protesty u dzieci lubiących zwierzęta.

Na potrzeby serialu zatrudniono kucharza znającego historię kuchni, więc w każdym odcinku pojawiały się potrawy charakterystyczne dla danej epoki. Jedzenie z odległych czasów na ogół wzbudzało u dzieci obrzydzenie - w tej sprawie również pojawiały się listy od widzów; zmuszanie do jedzenia rzeczy, które uczestnicy programu uznali za niejadalne, było uznawane niemalże jako znęcanie się nad dziećmi (a było sporo potraw, którymi dzieci pluły).

Jeden motyw bardzo zapadł mi w pamięć. To był jeden z pierwszych odcinków, dzieci musiały pomagać rodzinie w codziennych obowiązkach - każdy na miarę swoich możliwości. Kilkulatka miała za zadanie zbierać pozostawione w domu kozie bobki (to był czas, gdy zwierzęta mieszkały z ludźmi w jednym pomieszczeniu) i zatykać nimi pęknięcia i dziury w ścianach. I to dziecko było strasznie szczęśliwe z tego powodu.
Na końcu każdego odcinka dzieci podsumowywały cały dzień, co im się podobało w danej epoce, a co nie; i ta dziewczynka, z takim ogromnym uśmiechem, powiedziała, że ta epoka jej się bardzo podobała, bo rozgniatanie kozich bobków na ścianie było wspaniałe!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Mecz bez zwycięzcy

W meczach piłki nożnej drużyn dziecięcych (poniżej lat 13) nie będzie ogłaszanych zwycięzców. Przepisy wejdą w życie w roku 2017, niemniej organizatorzy turniejów będą mogli ubiegać się o zwolnienie konkretnych zawodów z przestrzegania tego prawa.

Szwedzki Związek Piłki Nożnej (Svenska Fotbollförbundet) podjął tę decyzję po kilku latach obserwacji grup dziecięcych. Chcą w ten sposób zmniejszyć napięcie i poprawić atmosferę panującą w czasie zawodów.

Źródło: DN Sport

środa, 2 grudnia 2015

Kurs gotowania

Kurs gotowania zakończony - miało być zdrowo i nordycko. Ostatnia, piąta, lekcja była w poniedziałek i trochę mi szkoda, że tak szybko się to skończyło.

W zajęciach uczestniczyłam ja i 4 panów, z których najmłodszy miał około 50 lat, a najstarszy 87 (wiem dokładnie, bo się chwalił). Wyróżniałam się więc pod każdym względem - zdarzało się, że również językowo, bo jednak słownictwa kuchennego raczej nie zdarzyło mi się dotychczas używać, a czasem trzeba było coś "pokroić w plasterki" albo "rozkruszyć".

Nasza nauczycielka była bardzo surowa i często nas strofowała; zdarzało się, że niesłusznie, ale wszyscy uznawaliśmy, że "pani wie lepiej", więc jeśli pytała a my nie znaliśmy odpowiedzi, to myśleliśmy, że to my o czymś zapomnieliśmy, ale czasem okazywało się, że pytanie dotyczyło czegoś, czego się jeszcze nie nauczyliśmy.
Niemniej taka surowa nauczycielka powoduje, że grupa uczniów bardzo szybko się integruje i wspiera - na przykład gdy P. miał posiekać cebulę i zaczął ją siekać tym samym nożem, którego użył do obierania, a nasza nauczycielka akurat stała tyłem, więc nie zdążyła się jeszcze oburzyć, wyciągnęłam mu nóż z ręki i wsadziłam do ręki ten, którego powinien użyć; akcja zakończyła się zanim nauczycielka spojrzała, co się u nas dzieje. Uff! Sukces!
Bywało również, że zastanawialiśmy się, jak coś zrobić, ale brakowało odważnego, który by podszedł do "naszej pani" zapytać, jak to zrobić poprawnie.

Już na pierwszych zajęciach zdążyłam się zorientować, że mam zaległości ze szkoły. Myślałam, że jeśli w opisie kursu było zaznaczone, że trzeba znać podstawy gotowania, to wystarczy, że gotuję w domu na co dzień. Ale nieeee, to nie są te podstawy, o które chodzi. Otóż w szwedzkiej szkole dzieci mają zajęcia dotyczące prowadzenia gospodarstwa domowego (hushållskunskap). Uczą się tam, jakich środków używać do czyszczenia i sprzątania, mają podstawy dietetyki i gotowania. Tam uczą się również, który nóż do czego służy, jak gotować i kroić warzywa. Tu miałam braki - szczególnie w nożach; na ogół jak już zacznę używać jednego noża, to używam go do wszystkiego, chyba że jest to wyjątkowo niewygodne.

Kurs to nie tylko gotowanie, ale też trochę informacji o witaminach, zbożach, soli i o samej nordyckiej diecie. Dostawaliśmy trochę materiałów do poczytania w domu. I byliśmy z tego odpytywani na kolejnych zajęciach! ("Ja nie pytam, jak twoja żona gotuje ziemniaki!! Ja pytam, jak należy to robić! Mieliście przeczytać te materiały, które wam dałam. Tam wszystko jest napisane!")

Teraz, po kursie, wiem między innymi jak przygotować mięso, ugotować brokuła, posiekać cebulę czy przygotować pora. Zaczęliśmy też w domu jeść całego pora, a nie tylko tę białą część; "problem" w tym, że jest go teraz dwa razy więcej do zjedzenia.
Nie udało się natomiast nauczycielce przekonać mnie do jedzenia niemytych grzybów (samo wypędzelkowanie nie usunie chyba wszystkiego z takich kurek, a piasku/ziemi jeść nie planuję), ryb, czy mięsa - nawet jeśli są one poddane później obróbce termicznej; podobno mycie zmniejsza walory smakowe... hmm... myślę, że ziarenka piasku również nie dodają smaku.

niedziela, 8 listopada 2015

Skalne schrony

Trafiłam ostatnio w telewizji na program "Szwedzkie tajemnice" ("Svenska hemligheter"). W jednym z odcinków opowiadano o schronach w Sztokholmie. Poza zwykłymi małymi schronami, które często znajdują się w blokach i w czasie braku zagrożenia są miejscem, gdzie trzyma się wózki, sanki albo rowery, są też większe wykute w skałach (których tu wszędzie pełno). Podziemne stacje metra są również przygotowane na wypadek sytuacji nadzwyczajnej - w programie jako przykład pokazywano stację Stadshagen, ale te same elementy widziałam na Hornstull.

Jednym z elementów są miejsca do zamocowania ścian, by odizolować ludzi przebywających na peronie od tego, co dzieje się na powierzchni. Wygląda to, jak metalowe krążki wtopione w podłogę na poziomie peronu, tuż za ruchomymi schodami:

[Stacja metra Hornstull]

Rynny (obniżenie w podłodze peronu) znajdujące się pod ścianą, wraz z kratkami odpływowymi, nie służą wyłącznie do odprowadzania wody z mycia peronu, ale mogą również służyć do odprowadzania wody z umywalek, które montowane mogą być na stojakach (chyba tych, na których wiszą teraz kosze na śmieci). Dopływ wody jest w miejscach, gdzie obecnie stoją hydranty.

Na wypadek wojny lub katastrofy przygotowany jest również szpital SÖS (Södersjukhuset). Szpital stoi na skale, w której wydrążono dodatkową część szpitala. Kiedyś prowadziły do niej tory, które teraz nie są utrzymywane. Tory prowadziły z portu, by skażonych chorych transportować do szpitala bezpośrednio z centrum miasta. W podziemnej części znajdują się sale dla zwykłych pacjentów, a w części między tymi salami a torami kolejowymi znajdują się śluzy do odkażania i mycia nowoprzyjętych.
W podziemnej części szpitala przeprowadza się obecnie szkolenia.

niedziela, 11 października 2015

Nietoperze przy uniwersytecie

Nie miałam specjalnych planów na tegoroczną jesień, do czasu, gdy dostałam ulotki z kursami oferowanymi przez Medborgarskolan i ABF. W Medborgarskolan byliśmy jakieś dwa lata temu na szwedzkich konwersacjach, ale było bardzo przeciętnie, więc nasza przygoda z kursami językowymi zakończyła się na tym jednym.

W katalogach znalazłam kilka kursów, które strasznie mi się spodobały, ale nie chciałam brać za dużo, więc z wielkim bólem zrezygnowałam z wykładów o historii Szwecji. Zapisałam się za to na 10-godzinny kurs pływania kajakiem (to już za mną, kurs był w sierpniu), wybrałam się na nietoperzowy spacer z przewodnikiem i będę poznawać zdrową kuchnię skandynawską (w listopadzie).

Na spacery z przewodnikiem nie trzeba się zapisywać. Trzeba przyjść we wskazane miejsce o podanej godzinie, znaleźć (nieoznaczoną!) grupę i kupić bilet na spacer.

Pan przewodnik od nietoperzy miał takie małe, przypominające radio, urządzenie, które tłumaczyło z "nietoperzowego" na "nasze". Można dzięki niemu było usłyszeć piski i klikania, gdy w okolicy pojawiał się nietoperz.

W parku przy uniwersytecie w Sztokholmie można spotkać 3 gatunki nietoperzy (z 19 obecnych w Skandynawii):
- nordycki (nordfladdermus)
- wodny (vattenfladdermus)
- karlik drobny (dvärgpipistrell)

Każdy gatunek "nadaje" na innej częstotliwości i ma inny wzór dźwięków - trudno to nazwać melodią, są to raczej piski i stuki. Czasem z urządzenia przewodnika było słychać coś, co dla mnie brzmiało jak nietoperz, ale przewodnik mówił, że to tylko zakłócenia...

W czasie, gdy przewodnik skupiał się na swoim radyjku, zmieniając częstotliwości i kierując urządzenie w różne strony, by sprawdzić obecność poszczególnych gatunków nietoperzy, my oglądaliśmy nietoperze przelatujące tuż nad naszymi głowami. 

Obserwacja nietoperzy wodnych była szczególnie ciekawa. Mieliśmy mocną latarkę, która oświetlała pas wody sięgając drugiego brzegu (jakieś kilkadziesiąt metrów), do tego włączyliśmy radyjko i jak tylko pojawiał się dźwięk, wpatrywaliśmy się w oświetloną powierzchnię wody. Nietoperze przelatywały z dużą prędkością tuż na wodą.

Gdy chce się obserwować nietoperze, ważna jest pogoda. Musi sprzyjać małym owadom - im więcej komarów i muszek, tym większa szansa na spotkanie po zmierzchu nietoperza.

Wracając ze spaceru, spotkaliśmy inną grupę wyruszającą na poszukiwanie nietoperzy. Była to grupa zorganizowana przez Muzeum Historii Naturalnej (Naturhistoriska museet) i było w niej ze 100 osób. Ich przewodnicy mieli odblaskowe kamizelki i megafony. Przy nich nasza grupa wypadała skromnie - było nas kilkanaście osób z jednym przewodnikiem.


Informacje o nietoperzach w Szwecji: 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Plastry a rasizm

W drodze do pracy słucham czasem programu pierwszego szwedzkiego radia - P1. Najczęściej radio sobie gra, a ja patrzę się przez okno albo przeglądam wiadomości na telefonie. Przedwczoraj przykuły moją uwagę dwa słowa "plaster" oraz "rasizm"; ich połączenie było tak dziwne, że zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie.

Na antenie była obecna autorka bloga Vardags rasismen (Codzienny rasizm), redaktor i przedstawicielka apteki albo firmy farmaceutycznej (tak wnioskuję z tego, co mówiła). Blogerka zwracała uwagę na coś, o czym nigdy nie pomyślałam w kategoriach problemu. Plastry. Są plastry z postaciami z kreskówek, plastry przezroczyste i takie najzwyczajniejsze, w kolorze skóry. Problem w tym, że te ostatnie produkowane są tylko w jednym kolorze - beżowym.

Autorka bloga pochodzi z Kolumbii; do Szwecji przeprowadziła się mając 2 lata, gdy została zaadoptowana przez szwedzką rodzinę. Ma więc ciemniejszą skórę i te beżowe plastry nie są tak niewidoczne, jak być powinny.

Rozwiązanie według blogerki jest proste - wprowadzić więcej odcieni plastrów! Pani będąca drugim gościem w studiu powiedziała, że zajmą się wprowadzeniem tego pomysłu w życie, ale zanim produkt pojawi się na rynku może minąć około roku.

Blogerka mówiła, że to dopiero początek, bo przecież są jeszcze między innymi akcesoria do włosów i inne rzeczy, którymi będzie można się zająć w następnej kolejności. Ja nie wiem, czy dobrze słyszałam, ale mam wrażenie, że blogerka wspomniała coś o rajstopach albo skarpetkach, ale przecież te występują w różnych odcieniach... tyle że te odcienie mogą być ciemniejsze niż moja skóra ale wciąż zbyt jasne dla kogoś, kto urodził się w Ameryce Południowej.

Nigdy wcześniej nie myślałam, że plastry mogą być przejawem rasizmu.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Uppsala

Wycieczka do Uppsali była spontaniczna, wiedziałam jedynie, że chcę zobaczyć katedrę. Trochę liczyłam, że na dworcu albo w katedrze znajdę jakąś mapkę z informacją turystyczną; niestety nie udało się, ale też specjalnie nie przykładałam się do szukania. Zamiast tego powłóczyłam się po mieście.

Mimo że na trasie Uppsala-Sztokholm pociągi jeżdżą często, to nie jest łatwo kupić taki bilet, jakiego potrzebowałam. Otóż ja mam bilet miesięczny SL na cały region Sztokholmu i na tym bilecie mogę dojechać pendeltågiem (pociągiem podmiejskim) o numerze J38 do Upplands Väsby, czyli połowę trasy. Ten sam pociąg jedzie do Uppsali, ale na przejazd przez ostatnie 3 stacje potrzebny jest bilet z UL . W informacji SL na dworcu w Sztokholmie (skoro to SL ma umowę z UL, to uznałam za oczywiste pytać tutaj a nie w informacji SJ, czyli tej dotyczącej zwykłych pociągów) zapytałam, czy jadąc do Uppsali potrzebuję biletu o nazwie Länsgränspassage. Pan w okienku potwierdził, że tak, to ten bilet za 36 SEK. Kupiłam więc bilet w automacie (ten bilet jest w formie papierowej, nie ładuje się go na kartę SL) i pojechałam. Kontroli biletów nie było, ale dziwiła mnie trochę ta cena.
Bilet jest ważny 2h od zakupu, więc powrotny kupowałam już w Uppsali. W automacie UL. Tam jest jasno pokazane, który bilet należy kupić - można wybrać, że chce się jechać do Sztokholmu i ma się bilet na cały region Sztokholmu. Wówczas kupuje się bilet UL na strefy 1-5 (bo do Sztokholmu jedzie się przez strefy UL 1, 2 i 5), za 81 SEK. Teraz cena wyglądała na bardziej realną.
Sprawdziłam później na stronie SL, że bilet Länsgränspassage jest do Bålsta i Södermanlands län, ale nie do Uppsali. I jest to wyraźnie napisane. Wciąż nie wiem, w którym miejscu na dworcu głównym w Sztokholmie można dokupić ten dodatkowy bilet UL, ale znalazłam aplikację na telefon, w której można to zrobić! Przyda się następnym razem.

W niektórych miejscach w wagonie, nad siedzeniami, znajdują się półki na bagaże. Mała walizka się zmieści, ale już duża torba nie. Te duże można włożyć między siedzenia:

[Wskazówka dla podróżnych; postać pokazuje, gdzie można włożyć bagaż]

Pendeltåg pokonuje trasę Uppsala-Sztokholm w ciągu godziny. Niektórzy w tym czasie pracują i mogą potrzebować prądu dla swoich laptopów. Pod niektórymi siedzeniami znajdują się gniazdka elektryczne, ale nie widać ich tak od razu. Za to dobrze widoczne są naklejki informujące o obecności gniazdek przy siedzeniu:

[Oznaczenie miejsca z kontaktem]

[Pendeltåg do Uppsali]

[Widok z pociągu, przed Uppsalą]

[Widok z pociągu, przed Uppsalą]

Katedra jest chyba najbardziej znanym obiektem w Uppsali. Budowę zaczęto w 1270 roku a ukończono ponad 100 lat później. Ponieważ Szwedzi nie mieli doświadczenia z takimi budowlami, zatrudnili do pomocy Francuzów (Francuzów w łódce widać w lewym dolnym rogu utkanej historii katedry, na pierwszej części, którą można zobaczyć w katedralnej kaplicy).

[Tkana historia katedry - część 1]

Budowa podstawowej części trwała tak długo, ponieważ prac budowlanych nie dało się prowadzić w czasie zimy; nie można było również budować w czasie, w gdy w katedrze przebywał ksiądz. Pierwsza oddana do użytku wersja nie miała ukończonych wież.
Początkowo katedra była budowana jak katedra katolicka, ale po reformacji została katedrą luterańską.

[Historia katedry - część 2]

Katedra zbudowana jest na planie krzyża. Początkowo miała okrągłe zakończenia wież. Obecne szpiczaste zrobiono później (widać to na drugiej części tkanej historii katedry).

[Widok na katedrę z Gamla torget]

[Widok na katedrę z Dombron]

[Wnętrze katedry]

[Ups, 5-ty "kafelek" jest położony odwrotnie]

[Nawa boczna, a w niej iPad z informacją turystyczną]

[Filar w katedrze]

W 2005 roku pojawiła się w katedrze woskowa figura Maryi. Jest przedstawiona jako dojrzała kobieta, w "ponadczasowym" płaszczu - równie dobrze mogłaby w nim chodzić kobieta kilka wieków temu, jak i obecnie. Maryja patrzy w kierunku kaplicy, która początkowo była poświęcona jej, ale później pochowano tam Gustawa Wazę i została przemianowana na kaplicę Wazów.

[Rzeźba "Powrót Maryi"]

Pod koniec XVIII wieku skończono z pochówkami w katedrze. Wyjątek zrobiono w 1931 roku dla arcybiskupa i laureata pokojowej nagrody Nobla Nathana Söderbloma. 24 lata później w tym samym miejscu pochowano jego żonę.

[Nagrobek Nathana Söderbloma i jego żony]

W miejscu, gdzie przecinają się ramiona krzyża, na planie którego zbudowana jest katedra, znajduje się miejsce błogosławieństwa. Tam namaszczani byli królowie. Na suficie można dostrzec dłoń w geście błogosławieństwa.

[Błogosławiąca dłoń na suficie]

[Wejście na ambonę]

Oprócz woskowej rzeźby Maryi, w katedrze znajdują się również inne współczesne elementy. Między innymi zestaw figur Evy Spångberg, z których budowane są scenki rodzajowe zgodne z kalendarzem liturgicznym.

[Scena biblijna z figurami autorstwa Evy Spångberg]

W Szwecji jest coraz więcej miejsc, gdzie można płacić kartą (a w niektórych miejscach w ogóle nie da się płacić gotówką, np. w sztokholmskim muzeum Abby). Kościół najwyraźniej zauważył, że wierni mogą nie mieć gotówki, by dać ją na tacę. W katedrze zamontowano więc kolektomat, gdzie można złożyć ofiarę używając karty.

[Kolektomat w kościelnym przedsionku]

W szwedzkich miastach ulice noszące imiona świętych sąsiadują z ulicami noszącymi imiona nordyckich bogów. W okolicy katedry jest ulica o pięknej nazwie Gaj Odyna.

[Gaj Odyna w okolicy katedry]

Centrum Uppsali jest bardzo zielone - jest dużo parków, ścieżek i parkingów rowerowych.

[Widok z mostu Dombron przy katedrze]

[Informacja o boleniu - zagrożonej rybie - umieszczona na tabliczce rozmiaru ryby]

W Carolinaparken znajduje się plac zabaw imienia Filonka Bezogonka (Pelle Svanslös), naprzeciwko którego są bardzo ładne toalety; instrukcja obsługi toalet jest umieszczona również braillem.

[Instrukcja obsługi toalet przy parku Pelle Svanslösa]

[Stary cmentarz za Carolinaparken]

[Ścieżka spacerowa przy ulicy Cmentarnej (Kyrkogårdsgatan)]

[Ponad stuletni dom przy Kyrkogårdsgatan]

[Obserwatorium i jego park]

[Katedralskolan - szkoła średnia założona w 1246 roku]

[Domy przy Övre Slottsgatan]

[Widok z mostu, Skolgatan, na katedrę]

Najbardziej znanym na świecie mieszkańcem Uppsali jest Karol Linneusz. W mieście znajduje się ogród Linneusza, trasa spacerowa śladami Linneusza a w centrum są nawet tablice przyrodnicze, w których można sobie zrobić zdjęcie i zapoznać się z roślinami.

[Jakim jesteś kwiatem?]

Uppsala jest miastem starszym niż Sztokholm, ma również swój zamek.


[Zamek w Uppsali]

[Dzwon królowej Gunilli, żony króla Johana III]

Dzwon Gunilli początkowo znajdował się w jednej z zamkowych wież, jednak po pożarze w 1702 przeniesiono go na plac przed zamkiem i od roku 1759 wyznaczał godzinę policyjną w mieście. Gdy dzwonił wieczorem, mieszkańcy musieli udać się do swoich domów, zamknąć okiennice i drzwi, a otworzyć je mogli dopiero gdy dzwon wybił o poranku początek nowego dnia.

[Widok z zamku na katedrę]

[Zamkowe ogrody]


[Zamkowe ogrody]

[Pomnik Gustawa I na placu przed zamkiem]